Gość (83.4.*.*)
Pojęcie elity politycznej od lat budzi spore emocje, szczególnie gdy zestawiamy je z terminem „pseudoelity”. Choć na pierwszy rzut oka obie grupy mogą wydawać się podobne – obie operują w sferze publicznej, używają górnolotnego języka i aspirują do przewodzenia społeczeństwu – to diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w źródłach ich siły. Głównym powodem, dla którego pseudoelity nie mają realnego wpływu na bieg wydarzeń, jest brak zakorzenienia w strukturach społecznych i instytucjonalnych, co sprawia, że ich działania są jedynie fasadowe.
Prawdziwa elita polityczna nie bierze się znikąd. Jej wpływ opiera się na trzech filarach: kompetencjach, legitymizacji oraz zasobach. Osoby należące do autentycznych elit posiadają zazwyczaj szerokie zaplecze eksperckie lub wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu strukturami państwowymi. Ich wpływ wynika z faktu, że potrafią one realnie zmieniać rzeczywistość – poprzez tworzenie prawa, zarządzanie budżetem czy budowanie trwałych koalicji międzynarodowych.
W przypadku pseudoelit mamy do czynienia z mechanizmem „imitacji”. Są to grupy, które przejmują zewnętrzne atrybuty władzy (tytuły, sposób bycia, obecność w mediach), ale nie posiadają narzędzi do jej egzekwowania. Ich „władza” kończy się tam, gdzie zaczyna się konieczność podjęcia realnej decyzji administracyjnej lub gospodarczej. Ponieważ nie stoją za nimi konkretne grupy interesu, silne instytucje ani szerokie poparcie społeczne, ich głos pozostaje jedynie szumem informacyjnym.
W socjologii polityki kluczowym pojęciem jest legitymizacja. Elity polityczne, nawet te oceniane negatywnie, posiadają pewien rodzaj mandatu do sprawowania władzy – czy to wynikający z wyborów, czy z uznania ich roli przez inne ośrodki siły. Pseudoelity natomiast często funkcjonują w próżni. Ich status jest autoproklamowany, co oznacza, że same siebie mianują „głosem narodu” lub „elitą intelektualną”, nie mając na to potwierdzenia w rzeczywistych procesach demokratycznych czy społecznych.
Brak tego mandatu sprawia, że ich wpływ na społeczeństwo jest znikomy. Ludzie intuicyjnie wyczuwają brak autentyczności. Gdy prawdziwa elita mówi o zmianach, idą za tym konkretne projekty ustaw. Gdy pseudoelita mówi o zmianach, zazwyczaj kończy się na wpisie w mediach społecznościowych lub występie w programie publicystycznym. To właśnie ta różnica między sprawczością a widowiskiem decyduje o tym, kto realnie pociąga za sznurki.
Warto wspomnieć o włoskim socjologu Vilfredo Pareto, który stworzył teorię krążenia elit. Twierdził on, że historia to „cmentarzysko arystokracji”. Według niego elity dzielą się na „lwy” (rządzące siłą i zdecydowaniem) oraz „lisy” (rządzące podstępem i dyplomacją). Pseudoelity w tym ujęciu to grupy, które straciły cechy lwów i lisów, stając się jedynie dekoracją systemu, która prędzej czy później zostanie zastąpiona przez nową, prężną elitę.
Wpływ polityczny to nie tylko to, co widać w telewizji. To przede wszystkim gęsta sieć powiązań, nieformalnych kontaktów i zaufania między kluczowymi graczami. Prawdziwe elity budują ten kapitał latami. Wiedzą, do kogo zadzwonić, by przyspieszyć proces inwestycyjny, i jak negocjować z grupami nacisku.
Pseudoelity zazwyczaj są odcięte od tych kanałów komunikacji. Ich obecność w polityce jest często efemeryczna – pojawiają się na fali chwilowego oburzenia społecznego lub jako produkt marketingowy, ale nie potrafią wniknąć w tkankę instytucjonalną państwa. Bez dostępu do „biurokratycznego krwiobiegu” nie są w stanie przeforsować żadnej trwałej zmiany. Ich działania przypominają machanie rękami w próżni – ruch jest duży, ale opór materii zerowy, co oznacza brak jakiegokolwiek efektu końcowego.
Można odnieść wrażenie, że pseudoelity dominują w debacie publicznej. Wynika to z faktu, że ich jedynym narzędziem budowania pozycji jest wizerunek. Ponieważ nie mogą pochwalić się realnymi osiągnięciami ani wpływem na decyzje państwowe, inwestują całą energię w autopromocję. Tworzą iluzję bycia ważnymi, co w dobie mediów społecznościowych jest łatwiejsze niż kiedykolwiek.
Jednak w momencie próby, gdy dochodzi do kryzysu lub konieczności podjęcia strategicznych decyzji, pseudoelity stają się bezużyteczne. Nie mają zaplecza eksperckiego, nie potrafią zarządzać strukturami i nie cieszą się autorytetem u osób, które faktycznie wykonują pracę u podstaw państwa. Właśnie dlatego, mimo dużych zasięgów i głośnych haseł, ich realny wpływ na losy kraju pozostaje marginalny w porównaniu do nawet najmniej medialnych, ale realnie osadzonych w strukturach elit politycznych.