Gość (37.30.*.*)
Kiedy myślimy o latarni morskiej, przed oczami staje nam zazwyczaj wysoka, biało-czerwona wieża smagana falami, z której szczytu bije potężny snop światła. To romantyczny obraz, ale współczesna nawigacja morska przeszła ogromną metamorfozę. Dziś coraz częściej mówi się o „elektronicznych latarniach morskich”, które choć niewidoczne gołym okiem, są fundamentem bezpieczeństwa na wodzie. Czy w dobie GPS-u i zaawansowanych systemów cyfrowych tradycyjne latarnie to już tylko drogie w utrzymaniu zabytki, czy może wciąż niezbędny element morskiej infrastruktury?
Termin „elektroniczna latarnia morska” nie odnosi się do jednego urządzenia, lecz do całego systemu cyfrowych pomocy nawigacyjnych (AtoN – Aids to Navigation). W przeciwieństwie do swoich murowanych przodków, te nowoczesne rozwiązania opierają się na falach radiowych i przesyłaniu danych w czasie rzeczywistym.
Jednym z kluczowych elementów jest system AIS (Automatic Identification System). Dzięki niemu latarnia może być „wirtualna”. Oznacza to, że na mapie elektronicznej statku pojawia się znacznik ostrzegający przed mielizną lub skałami, mimo że w tym miejscu fizycznie nie stoi żadna konstrukcja. Nadajnik brzegowy wysyła sygnał radiowy, który komputer pokładowy statku interpretuje i nanosi na cyfrową mapę.
Innym rozwiązaniem są racony (Radar Beacons). To transpondery, które reagują na sygnał radaru ze statku. Gdy wiązka radarowa uderzy w racon, ten odsyła sygnał, który na ekranie radaru nawigatora wyświetla się jako charakterystyczny symbol (często litera alfabetu Morse’a). Dzięki temu kapitan dokładnie wie, który punkt na mapie widzi, nawet przy zerowej widoczności.
Współczesne latarnie morskie, nawet te tradycyjne, są niemal w pełni zautomatyzowane. Dawny zawód latarnika praktycznie zanikł – systemy same monitorują stan żarówek (lub diod LED) i w razie awarii automatycznie przełączają się na zasilanie awaryjne lub zapasowe źródło światła, wysyłając jednocześnie raport do centrum kontroli.
Skoro dysponujemy precyzyjnym systemem GPS i wirtualnymi latarniami, mogłoby się wydawać, że utrzymywanie starych wież to marnotrawstwo pieniędzy. Nic bardziej mylnego. Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których tradycyjne światło wciąż jest potrzebne:
Utrzymanie tradycyjnej latarni morskiej nie jest tanie. Wymaga konserwacji budowli narażonej na ekstremalne warunki pogodowe, słoną wodę i silny wiatr. Jednak w skali budżetu państwa koszty te są relatywnie niskie w porównaniu do strat, jakie mogłaby spowodować katastrofa ekologiczna wielkiego tankowca, który osiadł na mieliźnie z powodu awarii systemów cyfrowych.
Współcześnie latarnie przechodzą modernizację energetyczną. Klasyczne, ogromne soczewki Fresnela (często będące dziełami sztuki inżynierskiej) są zastępowane przez wysokowydajne panele LED. Zużywają one ułamek energii potrzebnej dawniej, a ich światło jest widoczne z odległości wielu mil morskich.
Nie można pominąć aspektu kulturowego. Latarnie morskie stały się symbolami wybrzeży, przyciągając tysiące turystów. Wiele z nich pełni dziś podwójną rolę: punktu nawigacyjnego oraz muzeum lub punktu widokowego. Dochody z turystyki często pomagają sfinansować bieżące naprawy i utrzymanie tych historycznych obiektów.
W Polsce latarnie morskie, takie jak ta w Świnoujściu (jedna z najwyższych na świecie) czy w Rozewiu, stanowią kluczowe punkty na mapie turystycznej Wybrzeża. Ich likwidacja byłaby niepowetowaną stratą dla lokalnej tożsamości i historii marynistyki.
Pytanie o sens utrzymywania tradycyjnych latarni nie powinno brzmieć „czy”, ale „jak”. Przyszłość należy do systemów hybrydowych. Tradycyjne wieże stają się nośnikami dla nowoczesnej technologii – to na nich montuje się anteny AIS, czujniki pogodowe i nadajniki DGPS.
Dzięki temu latarnia morska ewoluuje z prostego „świecznika” w zaawansowane centrum danych, nie tracąc przy tym swojej podstawowej, wizualnej funkcji. Dopóki człowiek będzie pływał po morzach, fizyczne światło na horyzoncie pozostanie symbolem bezpieczeństwa i pewnym punktem orientacyjnym, którego nie zastąpi żaden, nawet najdoskonalszy ekran ciekłokrystaliczny.