Gość (83.4.*.*)
Wiele osób używa słów „wirus” i „złośliwe oprogramowanie” zamiennie, traktując je jako synonimy wszystkiego, co może zainfekować nasz komputer lub telefon. W rzeczywistości jednak sprawa wygląda nieco inaczej. Choć każdy wirus jest złośliwym oprogramowaniem, nie każde złośliwe oprogramowanie jest wirusem. Zrozumienie tej różnicy to pierwszy krok do lepszego dbania o swoje bezpieczeństwo w sieci.
Zacznijmy od szerszego pojęcia. Słowo „malware” to skrót od angielskiego wyrażenia malicious software, co po polsku oznacza po prostu złośliwe oprogramowanie. Jest to termin-parasol, pod którym kryją się wszystkie rodzaje kodu stworzonego z myślą o wyrządzeniu szkód, kradzieży danych lub uzyskaniu nieautoryzowanego dostępu do urządzenia.
Pod pojęciem malware kryją się tacy „przestępcy” jak:
Można to porównać do medycyny: malware to ogólne określenie na „choroby”, podczas gdy wirus to konkretny rodzaj patogenu, obok bakterii czy grzybów.
Wirus komputerowy ma jedną kluczową cechę, która odróżnia go od reszty złośliwego towarzystwa: potrzebuje „żywiciela” i aktywnego działania użytkownika. Podobnie jak jego biologiczny odpowiednik, wirus komputerowy nie potrafi egzystować samodzielnie. Musi zostać dołączony do legalnego pliku lub programu (np. dokumentu Worda czy pliku .exe).
Aby wirus zaczął działać i infekować kolejne pliki, musisz go „uruchomić” – na przykład otwierając zainfekowany załącznik w e-mailu. Gdy już to zrobisz, wirus zaczyna się powielać, wstrzykując swój kod do innych programów na dysku. Jego głównym celem jest zazwyczaj niszczenie danych, uszkadzanie systemu operacyjnego lub po prostu sianie chaosu.
Choć granice czasem się zacierają, najważniejsze różnice sprowadzają się do sposobu rozprzestrzeniania się i działania:
Wirus potrzebuje Twojej pomocy (uruchomienia pliku), aby zacząć działać. Z kolei inne rodzaje malware, jak np. robaki (worms), są znacznie bardziej samodzielne. Robak potrafi samoczynnie przeskakiwać z jednego komputera na drugi przez sieć lokalną lub internet, nie potrzebując do tego żadnego pliku-nosiciela ani interakcji z człowiekiem.
Wirusy często projektuje się tak, by niszczyły pliki lub system. Nowoczesne złośliwe oprogramowanie (malware) ma częściej cele zarobkowe. Ransomware szyfruje Twoje zdjęcia i dokumenty, żądając pieniędzy za ich odblokowanie, a spyware po cichu wykrada hasła do bankowości elektronicznej.
Wirusy bywały kiedyś „głośne” – powodowały błędy systemu, wyświetlały dziwne komunikaty. Dzisiejsze malware (szczególnie trojany i spyware) stara się być jak najbardziej dyskretne. Im dłużej nie wiesz o jego obecności, tym więcej danych zdoła ukraść.
Skoro wiemy już, że wirus to tylko wierzchołek góry lodowej, warto poznać innych graczy w tej niebezpiecznej lidze:
Czy wiesz, że pierwszy program uznawany za wirusa wcale nie miał być złośliwy? Stworzony w 1971 roku przez Boba Thomasa program „Creeper” rozprzestrzeniał się między komputerami w sieci ARPANET (przodku internetu) i wyświetlał jedynie napis: „I'M THE CREEPER: CATCH ME IF YOU CAN!”. Nie niszczył danych, był jedynie eksperymentem mającym sprawdzić, czy kod może samoczynnie przemieszczać się między maszynami.
Niezależnie od tego, jak nazwiemy zagrożenie, metody ochrony pozostają podobne. Skuteczna tarcza to połączenie technologii i zdrowego rozsądku:
Rozróżnienie między wirusem a złośliwym oprogramowaniem może wydawać się czysto techniczne, ale pomaga lepiej zrozumieć, przed czym właściwie się bronimy. Pamiętaj, że w dzisiejszych czasach klasyczne wirusy spotyka się coraz rzadziej – ich miejsce zajęły bardziej wyrafinowane formy malware, które zamiast niszczyć system, wolą po cichu drenować nasze konta bankowe.