Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie taką scenę: oglądasz na smartfonie relację znajomego z klimatycznej kawiarni w Paryżu. Widzisz idealnie zaparzone espresso w rozdzielczości 4K, słyszysz gwar kawiarniany i szelest przewracanych stron gazety. Wszystko to dociera do Ciebie w ułamku sekundy z drugiego końca świata. Brakuje tylko jednego – zapachu świeżo mielonej arabiki i ciepłego croissanta.
Mimo że technologia rozwija się w zawrotnym tempie, a sztuczna inteligencja potrafi generować fotorealistyczne obrazy i klonować ludzki głos, cyfrowy zapach wciąż pozostaje w sferze marzeń. Dlaczego wysłanie zapachu "mailem" lub "SMS-em" jest tak potwornie trudne? Odpowiedź kryje się w fundamentalnych prawach fizyki, chemii oraz biologii naszego własnego ciała.
Aby zrozumieć, dlaczego przesyłanie zapachów na odległość to technologiczny koszmar, musimy przyjrzeć się temu, jak działają nasze zmysły. Wzrok i słuch opierają się na falach.
Fale bardzo łatwo przekonwertować na sygnał cyfrowy – czyli na zera i jedynki. Kiedy Twój ekran wyświetla obraz, nie wysyła fizycznej czerwieni czy błękitu. Wysyła prąd elektryczny do pikseli, które świecą z odpowiednią częstotliwością. Podobnie głośnik – po prostu drga w odpowiednim tempie, poruszając powietrzem.
Z zapachem jest zupełnie inaczej. Zapach to chemia, a nie fizyka. Abyś mógł coś poczuć, do Twojego nosa muszą fizycznie wlecieć rzeczywiste cząsteczki chemiczne (tzw. lotne związki organiczne) i połączyć się z receptorami węchowymi. Nie da się przesłać fizycznej materii przez światłowód ani Wi-Fi. Aby poczuć zapach kawy na odległość, urządzenie odbiorcze musiałoby ten zapach fizycznie wyprodukować na miejscu.
Kolejną barierą jest to, jak nasz mózg i nos interpretują bodźce. W przypadku wzroku sprawa jest prosta. Ludzkie oko posiada trzy rodzaje receptorów reagujących na światło (odpowiadające za kolory czerwony, zielony i niebieski – RGB). Mieszając te trzy barwy w różnych proporcjach, jesteśmy w stanie oszukać ludzkie oko i wyświetlić mu miliony kolorów.
Nasz nos nie jest jednak tak łatwowierny. Ludzki układ węchowy posiada około 400 różnych typów receptorów. Co więcej, nie działają one w prosty sposób "mieszania barw podstawowych". Jeden zapach – na przykład wspomnianej kawy – składa się z kilkuset różnych związków chemicznych, które aktywują unikalną kombinację receptorów. Szacuje się, że człowiek potrafi rozróżnić nawet bilion różnych zapachów. Stworzenie systemu "RGB dla zapachów", który za pomocą kilku podstawowych składników odtworzyłby każdy możliwy aromat świata, jest z naukowego punktu widzenia niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe.
Skoro zapach trzeba wyprodukować na miejscu, urządzenie odbiorcze (np. Twój smartfon lub specjalna przystawka) musiałoby posiadać zapas substancji chemicznych. Pojawia się tu tzw. problem kartridża, doskonale znany z domowych drukarek atramentowych:
W historii technologii było już kilka głośnych prób stworzenia takich urządzeń. Na początku XXI wieku furorę próbowało zrobić urządzenie o nazwie iSmell od firmy DigiScents. Był to podłączany do komputera gadżet przypominający płetwę rekina, który miał rozpylać zapachy podczas przeglądania stron internetowych czy grania w gry. Projekt okazał się spektakularną klapą – zapachy były sztuczne, kartridże drogie, a samo urządzenie szybko stało się synonimem technologicznego niewypału.
Kiedy wyłączasz telewizor lub wyciszasz radio, dźwięk i obraz znikają natychmiast. Z zapachem tak to nie działa. Cząsteczki zapachowe unoszą się w powietrzu, osiadają na meblach, ubraniach i ścianach.
Wyobraź sobie, że oglądasz film akcji. Najpierw bohater idzie przez las (pachnie sosną), chwilę później następuje wybuch (pachnie spalenizną), a na końcu je kolację w restauracji (pachnie czosnkiem i makaronem). Bez niezwykle wydajnego systemu wentylacji i neutralizacji zapachów, po 15 minutach takiego seansu w Twoim pokoju unosiłaby się trudna do zniesienia, przyprawiająca o mdłości mieszanka aromatów.
Rozpylanie substancji chemicznych w zamkniętych pomieszczeniach wiąże się z ogromnym ryzykiem zdrowotnym. Wiele osób cierpi na alergie, astmę czy nadwrażliwość na zapachy. Substancja, która dla jednego użytkownika będzie przyjemnym aromatem świeżego prania, u innego może wywołać natychmiastowy atak duszności lub migrenę. Wprowadzenie na rynek masowy urządzeń emitujących chemikalia wymagałoby rygorystycznych testów medycznych i certyfikacji, co drastycznie podnosi koszty produkcji.
Czy to oznacza, że nigdy nie prześlemy zapachu na odległość? Niekoniecznie. Choć tradycyjne metody mechaniczne zawodzą, naukowcy i startupy szukają zupełnie nowych ścieżek, wykorzystując sztuczną inteligencję.
Niezwykle obiecujące są projekty takie jak startup Osmo (założony przez byłego badacza Google). Zamiast próbować mieszać fizyczne perfumy w locie, Osmo używa sztucznej inteligencji do tworzenia tzw. "mapy zapachów" (Principal Odor Map). AI analizuje strukturę molekularną substancji i uczy się przewidywać, jak dany związek będzie pachniał dla człowieka.
Dzięki temu możliwa staje się "teleportacja zapachu" w kontrolowanych warunkach:
Obecnie technologia ta rozwija się głównie w sektorach profesjonalnych – w medycynie (gdzie "elektroniczne nosy" pomagają wykrywać choroby na podstawie zapachu oddechu), w przemyśle spożywczym oraz przy tworzeniu bezpieczniejszych, syntetycznych składników do perfum.
Na domowe "pachnące smartfony" przyjdzie nam jeszcze poczekać. Dopóki nie nauczymy się bezpośrednio stymulować impulsami elektrycznymi naszego mózgu lub opuszki węchowej (co omijałoby potrzebę fizycznych cząsteczek), przesyłanie zapachów na odległość pozostanie jednym z najtrudniejszych wyzwań współczesnej inżynierii.