Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że granica między Twoim ciałem a technologią zaczyna się zacierać. To nie jest już tylko scenariusz z filmów science-fiction takich jak „Cyberpunk 2077” czy „Ghost in the Shell”. Generacja cyborgów to termin, który coraz częściej pojawia się w dyskusjach o przyszłości ludzkości, ewolucji i transhumanizmie. Choć słowo „cyborg” kojarzy nam się z metalowymi kończynami i laserami w oczach, rzeczywistość jest znacznie bardziej subtelna, a proces „cyborgizacji” społeczeństwa już się rozpoczął.
Słowo „cyborg” to skrót od angielskiego cybernetic organism (organizm cybernetyczny). Tradycyjnie definiuje się go jako istotę, która łączy w sobie elementy biologiczne i technologiczne. Wbrew pozorom, nie musisz mieć mechanicznego ramienia, by wpisywać się w tę definicję.
W szerokim ujęciu socjologicznym mówi się o „miękkiej cyborgizacji”. Większość z nas nie rozstaje się ze smartfonem, który służy jako nasza zewnętrzna pamięć, nawigacja i główne narzędzie komunikacji. Bez niego czujemy się „niekompletni”. Jednak generacja cyborgów, o której mowa w kontekście technologicznym, idzie o krok dalej – przenosi technologię z kieszeni bezpośrednio pod skórę lub do układu nerwowego.
Ewolucja w stronę generacji cyborgów przebiega dwutorowo. Pierwsza ścieżka to medycyna, gdzie technologia przywraca utracone funkcje. Druga to biohacking i transhumanizm, gdzie celem jest rozszerzenie ludzkich możliwości ponad naturalne limity.
Dla wielu osób bycie cyborgiem to konieczność. Rozruszniki serca, implanty ślimakowe przywracające słuch czy zaawansowane protezy sterowane myślami to już codzienność. Nowoczesne bioniczne protezy potrafią przesyłać sygnały dotykowe prosto do mózgu, sprawiając, że użytkownik „czuje” sztuczną rękę. W tym przypadku technologia naprawia to, co zawiodło w biologii.
To tutaj zaczyna się prawdziwa rewolucja generacji cyborgów. Biohackerzy to entuzjaści, którzy dobrowolnie wszczepiają sobie chipy RFID lub NFC, aby otwierać drzwi machnięciem ręki lub płacić w sklepie bez portfela. Istnieją też osoby, które idą znacznie dalej:
Filozof Andy Clark twierdzi, że ludzie są „naturalnie urodzonymi cyborgami”. Naszą unikalną cechą jako gatunku jest zdolność do włączania narzędzi do naszego schematu ciała. Kiedy prowadzisz samochód, po pewnym czasie czujesz jego gabaryty, jakby były częścią Ciebie. Kiedy piszesz na klawiaturze, nie myślisz o palcach, lecz o słowach pojawiających się na ekranie.
Generacja cyborgów to po prostu kolejny etap tego procesu. Różnica polega na tym, że narzędzia stają się stałym elementem naszej biologii. Zamiast nosić okulary VR, w przyszłości możemy mieć soczewki kontaktowe z rozszerzoną rzeczywistością, a zamiast wpisywać pytania w Google, będziemy wysyłać zapytania bezpośrednio z mózgu dzięki interfejsom takim jak Neuralink Elona Muska.
Rozwój generacji cyborgów budzi fascynację, ale i uzasadniony lęk. Pojawia się szereg pytań, na które jako społeczeństwo nie mamy jeszcze odpowiedzi:
Czy wiesz, że istnieją już organizacje walczące o prawa cyborgów? Neil Harbisson założył Cyborg Foundation, która promuje prawo do posiadania technologicznych rozszerzeń ciała i uznawania ich za integralną część osoby. W niektórych krajach toczą się już debaty, czy uszkodzenie protezy bionicznej powinno być traktowane jako zniszczenie mienia, czy jako uszkodzenie ciała.
Generacja cyborgów nie pojawi się nagle w wyniku jednego odkrycia. To proces, który dzieje się na naszych oczach. Kolejnym wielkim krokiem będą interfejsy mózg-komputer (BCI), które mają pomóc osobom sparaliżowanym, ale docelowo mogą służyć każdemu z nas.
Możemy spodziewać się, że za 20-30 lat wszczepialna technologia będzie tak samo powszechna jak dzisiaj smartfony. Granica między „ja” a „maszyna” stanie się tak cienka, że definicja człowieka, jaką znamy, będzie musiała zostać napisana na nowo. Czy jesteśmy na to gotowi? To pytanie pozostaje otwarte, ale jedno jest pewne: ewolucja biologiczna właśnie została wyprzedzona przez ewolucję technologiczną.