Gość (37.30.*.*)
Skroplony gaz ziemny, znany szerzej pod akronimem LNG (z ang. Liquefied Natural Gas), to w rzeczywistości ten sam gaz, który płynie w naszych rurach, ale poddany bardzo konkretnemu procesowi fizycznemu. Aby gaz ziemny stał się cieczą, musi zostać schłodzony do ekstremalnie niskiej temperatury – około -162 stopni Celsjusza. Dlaczego w ogóle to robimy? Głównym powodem jest objętość. Gaz w formie płynnej zajmuje aż 600 razy mniej miejsca niż w stanie lotnym. To sprawia, że jego transport na ogromne odległości, na przykład statkami przez ocean, staje się opłacalny i logistycznie możliwy.
Proces skraplania gazu ziemnego to majstersztyk inżynierii. Zanim gaz trafi do instalacji chłodzącej, musi zostać dokładnie oczyszczony z wody, siarkowodoru, dwutlenku węgla oraz innych zanieczyszczeń, które mogłyby zamarznąć i zablokować urządzenia. Po oczyszczeniu gaz trafia do wymienników ciepła, gdzie jest stopniowo schładzany, aż zmieni stan skupienia na ciekły.
Warto wiedzieć, że LNG jest bezwonny, bezbarwny, nietoksyczny i nie powoduje korozji. W formie płynnej nie jest też wybuchowy ani palny – aby doszło do zapłonu, gaz musi najpierw odparować i wymieszać się z powietrzem w odpowiednich proporcjach (stężenie od 5% do 15%).
LNG to nie tylko sposób na import surowca z odległych krajów, takich jak Katar czy USA. Jego zastosowania są znacznie szersze i coraz częściej spotykamy je w codziennym życiu, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę:
To jedno z najczęstszych pytań, a odpowiedź brzmi: pod względem chemicznym to niemal to samo, ale diabeł tkwi w szczegółach technicznych i logistycznych.
Zarówno LNG, jak i gaz w Twojej kuchence (gaz sieciowy), to w głównej mierze metan (zazwyczaj powyżej 90%). Różnica polega na czystości. LNG musi być niemal idealnie czystym metanem, aby proces skraplania przebiegł prawidłowo. Gaz w rurach może zawierać nieco więcej domieszek innych węglowodorów czy azotu.
Gaz w kuchence ma temperaturę otoczenia i jest pod ciśnieniem, ale pozostaje gazem. LNG to ciecz o temperaturze -162°C. Gdybyś chciał zasilić kuchenkę bezpośrednio z butli LNG (co jest technicznie niemożliwe bez specjalnej instalacji), zamroziłbyś całą armaturę w ułamku sekundy.
To bardzo ważna różnica. Gaz ziemny w naturze jest bezwonny. Ten, który czujesz w domu, gdy przypadkiem zostawisz odkręcony kurek, jest celowo "nawaniany" substancją o nazwie THT (tetrahydrotiofen). Robi się to ze względów bezpieczeństwa, aby łatwo było wykryć nieszczelność. LNG podczas transportu i przechowywania nie jest nawaniany – proces ten odbywa się dopiero na etapie wprowadzania gazu do sieci dystrybucyjnej, już po regazyfikacji.
Często mylimy LNG z LPG (Liquefied Petroleum Gas), czyli popularnym "autogazem". To zupełnie inne paliwa:
LPG jest cięższy od powietrza (w razie wycieku gromadzi się przy ziemi), natomiast metan z LNG po odparowaniu jest lżejszy od powietrza i szybko ulatuje do atmosfery, co w pewnych sytuacjach czyni go bezpieczniejszym.
Wyobraź sobie standardową piłkę do koszykówki wypełnioną skroplonym gazem LNG. Gdybyś pozwolił mu odparować i wrócić do stanu gazowego, wypełniłby on objętość około 600 takich piłek! To właśnie ta niesamowita kompresja sprawia, że jeden statek typu metanowiec może przewieźć ilość energii wystarczającą do ogrzania średniej wielkości miasta przez całą zimę.