Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego stwierdzenie „Nie złość się, to nie ma sensu” jest krytykowane jako szkodliwe unieważnienie emocjonalne, skoro złość powoduje nadmierny stres i nadciśnienie?

skutki unieważniania emocji jak radzić sobie ze złością dlaczego tłumienie emocji szkodzi
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Często słyszymy, że złość piękności szkodzi, a w dodatku podnosi ciśnienie i funduje nam dawkę kortyzolu, której nasz organizm wcale nie potrzebuje. Z czysto biologicznego punktu widzenia unikanie silnego stresu wydaje się logiczne. Dlaczego więc psycholodzy biją na alarm, gdy słyszą zdanie „Nie złość się, to nie ma sensu”? Odpowiedź tkwi w różnicy między przeżywaniem emocji a ich kontrolowaniem oraz w tym, jak nasz mózg reaguje na sygnały wysyłane przez otoczenie.

Czym właściwie jest unieważnienie emocjonalne?

Unieważnienie emocjonalne (ang. emotional invalidation) to sytuacja, w której ktoś bezpośrednio lub pośrednio daje nam do zrozumienia, że nasze uczucia są niewłaściwe, przesadzone lub po prostu nieistotne. Kiedy słyszysz „nie złość się”, Twój rozmówca – często w dobrej wierze – próbuje „wyłączyć” Twoją emocję, zamiast pomóc Ci ją zrozumieć.

Problem polega na tym, że emocje nie są wyborem. Nie decydujemy o tym, że poczujemy złość, tak jak nie decydujemy o tym, że poczujemy ból po uderzeniu się w palec. Złość jest reakcją układu nerwowego na bodziec – zazwyczaj na naruszenie naszych granic, niesprawiedliwość lub frustrację. Mówienie komuś, by przestał czuć to, co czuje, jest jak prośba, by przestał krwawić po skaleczeniu. To nie tylko niemożliwe, ale też buduje w odbiorcy poczucie winy i osamotnienia.

Paradoks zdrowotny: czy tłumienie złości naprawdę chroni serce?

Argument o nadciśnieniu i stresie jest jak najbardziej słuszny – chroniczna, wybuchowa złość faktycznie obciąża układ krwionośny. Jednak badania z zakresu psychosomatyki pokazują coś zaskakującego: tłumienie emocji jest dla zdrowia równie szkodliwe, a czasem nawet gorsze niż ich wyrażanie.

Kiedy słyszymy „nie złość się” i posłusznie spychamy to uczucie do podświadomości, ono nie znika. Zamienia się w napięcie mięśniowe, problemy trawienne, bóle głowy czy chroniczne zmęczenie. Mechanizm „zamrażania” emocji powoduje, że organizm pozostaje w stanie niskopoziomowego, ale długotrwałego stresu. Złość, która nie została uznana i przetworzona, często wraca jako bierna agresja lub nagły, niekontrolowany wybuch w najmniej odpowiednim momencie.

Ciekawostka: Złość jako system alarmowy

W psychologii ewolucyjnej złość jest uważana za jedną z najważniejszych emocji przetrwania. To „układ odpornościowy” naszej psychiki. Informuje nas, że dzieje się coś, na co nie powinniśmy się zgadzać. Bez złości nie mielibyśmy energii, by walczyć o swoje prawa czy bronić bliskich.

Dlaczego argument „to nie ma sensu” jest logicznym błędem?

Emocje z natury nie są logiczne – one są informacyjne. Kiedy ktoś mówi, że złość „nie ma sensu”, próbuje przyłożyć racjonalną miarę do procesu, który zachodzi w głębszych, starszych ewolucyjnie strukturach mózgu (układ limbiczny).

Dla osoby przeżywającej złość, ma ona ogromny sens. Jest reakcją na konkretne zdarzenie. Próba zracjonalizowania czyjegoś wzburzenia w momencie, gdy ono trwa, zazwyczaj odnosi odwrotny skutek – potęguje frustrację. Osoba ta czuje się wtedy podwójnie źle: raz z powodu pierwotnej przyczyny złości, a dwa, bo czuje się niezrozumiana i oceniona przez rozmówcę.

Jak złość wpływa na relacje?

Stwierdzenie „nie złość się” jest często formą ucieczki rozmówcy od dyskomfortu. Cudza złość jest trudna, głośna i wymagająca. Łatwiej jest ją uciszyć krótkim komunikatem, niż wejść w dialog i zapytać: „Widzę, że to cię mocno dotknęło, co się stało?”.

Krytyka tego sformułowania wynika z faktu, że niszczy ono bliskość. Jeśli regularnie słyszymy, że nasze emocje są „bez sensu”, przestajemy dzielić się nimi z drugą osobą. To prosta droga do dystansu w związku czy relacji rodzic-dziecko. Zdrowa komunikacja nie polega na zakazywaniu emocji, ale na nauce ich bezpiecznego wyrażania.

Co powiedzieć zamiast „nie złość się”?

Jeśli naprawdę martwisz się o czyjeś ciśnienie i poziom stresu, zamiast blokować emocję, pomóż tej osobie przez nią przejść. Oto kilka alternatyw, które nie są unieważniające:

  • „Widzę, że jesteś naprawdę wściekły/a. Chcesz o tym opowiedzieć?” – Uznajesz fakt istnienia emocji (walidacja).
  • „To, co się stało, faktycznie może budzić złość. Jestem przy tobie” – Dajesz wsparcie, nie oceniając.
  • „Rozumiem twoje zdenerwowanie. Co możemy zrobić, żebyś poczuł/a się lepiej?” – Przekierowujesz energię na rozwiązanie problemu, ale dopiero po uznaniu uczucia.

Złość jest jak fala – musi się spiętrzyć, by móc opaść. Próba powstrzymania fali rękami zazwyczaj kończy się zachłyśnięciem wodą. Pozwolenie jej na przepłynięcie (w bezpieczny sposób) jest najszybszą drogą do uspokojenia tętna i powrotu do równowagi, o którą tak bardzo chcemy dbać.

Podziel się z innymi: