Gość (37.30.*.*)
Wizja pająka, który nie tylko szybko biega po ścianie, ale nagle wzbija się w powietrze i zaczyna krążyć pod sufitem, dla wielu osób brzmi jak scenariusz najgorszego horroru. Choć natura oszczędziła nam (póki co) pająków wyposażonych w skrzydła, warto zastanowić się, jak zmieniłby się nasz świat, gdyby ewolucja potoczyła się inaczej. Taka zmiana nie dotyczyłaby tylko naszych lęków, ale wywróciłaby do góry nogami całe ekosystemy i wymusiła na ludziach kompletną zmianę stylu życia.
Gdyby pająki miały wykształcić zdolność aktywnego lotu, ich budowa musiałaby przejść drastyczną metamorfozę. Obecnie pająki mają stosunkowo ciężkie odwłoki i brak im mięśni klatki piersiowej, które mogłyby napędzać skrzydła. W świecie, w którym pająki latają, prawdopodobnie przypominałyby one nieco ważki lub błonkówki.
Ich egzoszkielet musiałby stać się lżejszy, a system oddechowy (płuca książkowe) znacznie wydajniejszy, aby dostarczać tlen do mięśni pracujących podczas lotu. Możemy sobie wyobrazić dwa scenariusze: pająki z błoniastymi skrzydłami, podobnymi do tych u much, lub pająki wykorzystujące rozpięte między odnóżami błony, przypominające konstrukcję skrzydeł nietoperza. Taka zmiana fizyczna uczyniłaby z nich jedne z najskuteczniejszych drapieżników na planecie.
Wprowadzenie latającego drapieżnika, który potrafi tkać sieci w locie lub chwytać ofiary w powietrzu, zdestabilizowałoby obecny porządek natury. Obecnie owady latające, takie jak muchy czy komary, mają przewagę wysokości nad pająkami siedzącymi w sieciach. Gdyby pająki mogły je gonić w powietrzu, populacja wielu owadów mogłaby drastycznie spaść.
Z drugiej strony, latające pająki stałyby się nowym, atrakcyjnym źródłem pożywienia dla ptaków i nietoperzy. Walka o dominację w powietrzu stałaby się znacznie bardziej brutalna. Możliwe, że pająki zaczęłyby tworzyć ogromne, wiszące w powietrzu „pułapki-dryfery”, które unosiłyby się na wietrze, wyłapując wszystko, co wpadnie w ich zasięg.
Dla nas, ludzi, obecność latających pająków oznaczałaby koniec beztroskiego grillowania w ogrodzie czy spania przy otwartym oknie bez pancernych moskitier. Architektura i design wnętrz musiałyby ulec zmianie.
Choć pająki nie mają skrzydeł, wiele gatunków opanowało technikę zwaną ballooningiem (babim latem). Młode pająki, a czasem nawet dorosłe osobniki mniejszych gatunków, wypuszczają długie nici pajęczyny, które są chwytane przez wiatr. Dzięki temu mogą unosić się na wysokości wielu kilometrów i pokonywać ogromne dystanse, nawet nad oceanami.
Co więcej, badania naukowe sugerują, że pająki wykorzystują do tego nie tylko wiatr, ale także pole elektrostatyczne Ziemi. Potrafią wyczuć potencjał elektryczny w powietrzu i „wystartować” nawet w bezwietrzny dzień. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie latające pająki już istnieją – po prostu nie mają nad swoim lotem pełnej, sterownej kontroli.
Z ewolucyjnego punktu widzenia pająki odniosły gigantyczny sukces bez skrzydeł. Ich strategia polegająca na budowaniu pułapek i cierpliwym czekaniu jest niezwykle energooszczędna. Wykształcenie skrzydeł wymagałoby ogromnych nakładów energii, co dla wielu gatunków byłoby po prostu nieopłacalne.
Gdyby jednak natura zdecydowała się na taki krok, świat byłby miejscem znacznie bardziej dynamicznym i... dla wielu z nas – przerażającym. Na szczęście, póki co, jedyne latające pająki, jakie spotkamy, to te unoszone przez nitki babiego lata podczas ciepłych, jesiennych dni. I niech tak pozostanie!