Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie, że ewolucja postanowiła zrobić ogromny krok naprzód i wyposażyć nas w zestaw „biologicznych ulepszeń”, które brzmią jak scenariusz filmu science-fiction. Ludzki organizm to maszyna niemal doskonała, ale wciąż ograniczona przez biochemię i fizykę. Gdybyśmy jednak wprowadzili do naszej anatomii kilka kluczowych zmian, nasze życie, dieta, a nawet odporność na ból zmieniłyby się nie do poznania. Przyjrzyjmy się, jak wyglądałaby codzienność „Człowieka 2.0”.
Obecnie nasze stawy i więzadła opierają się głównie na kolagenie, który jest wytrzymały, ale mało rozciągliwy. Gdybyśmy posiadali dodatkową sieć mikroskopijnych włókien sprężystych (podobnych do elastyny, ale o większej gęstości), nasza mobilność weszłaby na poziom olimpijski.
Przede wszystkim, kontuzje takie jak zerwanie więzadła krzyżowego (ACL) czy skręcenie kostki stałyby się rzadkością. Włókna te działałyby jak biologiczne amortyzatory, przejmując energię podczas skoków czy nagłych zwrotów. Co więcej, taka modyfikacja mogłaby znacznie opóźnić procesy zwyrodnieniowe. Zamiast „strzykania w kolanach” na starość, nasze stawy zachowywałyby płynność ruchu przez dekady. Wadą mogłaby być jednak zbyt duża ruchomość (hipermobilność), która bez odpowiedniej siły mięśniowej mogłaby prowadzić do częstszych zwichnięć.
To prawdopodobnie najbardziej radykalna zmiana. Posiadanie organu, który na żądanie (lub w stałym rytmie) produkuje dopaminę, oksytocynę, endorfiny, adrenalinę i witaminę B2, zmieniłoby naszą psychikę.
Ciekawostka: Istnieje jednak ogromne ryzyko. Nasz mózg działa na zasadzie homeostazy. Gdyby organ produkował zbyt dużo dopaminy, receptory w mózgu mogłyby się „wyłączyć”, co prowadziłoby do anhedonii (niezdolności do odczuwania przyjemności) lub poważnych zaburzeń psychicznych, podobnych do tych po zażyciu silnych stymulantów.
Dodatkowy organ połączony z żołądkiem, produkujący laktazę, sacharazę i celulazę, to marzenie każdego dietetyka i smakosza.
Produkcja penicyliny przez własny organizm brzmi jak ostateczna broń przeciwko bakteriom. Bylibyśmy naturalnie odporni na wiele infekcji, które dziś wymagają wizyty u lekarza.
Jednak tutaj pojawia się problem ewolucyjny: bakterie żyjące w naszym ciele (mikrobiom) mogłyby bardzo szybko wykształcić oporność na naszą „wewnętrzną penicylinę”. Z kolei glutamina i osteopontyna to duet regeneracyjny. Glutamina przyspiesza regenerację mięśni i wspiera jelita, a osteopontyna odgrywa kluczową rolę w przebudowie kości i odpowiedzi immunologicznej. Złamania goiłyby się w ekspresowym tempie, a nasze kości byłyby znacznie gęstsze i trudniejsze do złamania.
Obecnie za produkcję trombocytów (płytek krwi) odpowiada szpik kostny. Dodatkowy organ wspomagający ten proces sprawiłby, że każda rana zamykałaby się niemal natychmiast. To ewolucyjna zaleta w świecie pełnym ostrych krawędzi.
Warto jednak pamiętać o mrocznej stronie nadmiaru płytek krwi (trombocytozy). Zbyt duża ich liczba drastycznie zwiększa ryzyko zakrzepicy, zatorowości płucnej, udarów mózgu i zawałów serca. Krew stałaby się zbyt „gęsta”, co zmusiłoby nasze serce do znacznie cięższej pracy.
Gdybyśmy połączyli te wszystkie cechy, otrzymalibyśmy istotę, która prawie nie choruje na infekcje bakteryjne, może jeść trawę, nie męczy się fizycznie i psychicznie, a jej rany goją się w oczach. Taki organizm wymagałby jednak ogromnej ilości energii (kalorii), aby utrzymać pracę tych wszystkich dodatkowych organów.
Prawdopodobnie musielibyśmy jeść znacznie więcej niż obecnie, ale dzięki celulazie nie byłoby to trudne – wystarczyłoby wyjść na trawnik. Największym wyzwaniem byłaby jednak regulacja. Bez precyzyjnego „systemu sterowania”, który dawkowałby adrenalinę czy płytki krwi, te supermoce mogłyby stać się dla nas zabójcze szybciej, niż zdążylibyśmy się nimi nacieszyć.
Natura projektowała nas przez miliony lat, stawiając na balans. Każdy dodatkowy organ to nie tylko korzyść, ale i ogromne obciążenie dla całego systemu, jakim jest ludzkie ciało. Choć wizja jedzenia papieru i braku zakwasów po treningu kusi, nasza obecna biologia jest wynikiem niezwykle precyzyjnego kompromisu między możliwościami a przetrwaniem.