Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia ludzka często wykracza poza ramy biologii, zastanawiając się, jak moglibyśmy wyglądać, gdyby ewolucja potoczyła się nieco inaczej. Gdybyśmy wprowadzili do ludzkiej anatomii zmiany, o które pytasz, nie bylibyśmy już tylko "ulepszonymi" ludźmi – stalibyśmy się zupełnie nowym gatunkiem, przystosowanym do ekstremalnych obciążeń fizycznych, ale borykającym się z nowymi wyzwaniami biomechanicznymi. Przyjrzyjmy się punkt po punkcie, jak te modyfikacje wpłynęłyby na nasze codzienne życie, sprawność i wygląd.
Dodanie czterech kości i ośmiu mięśni do każdej dłoni i stopy to prawdziwa rewolucja w motoryce małej. Obecnie ludzka dłoń posiada 27 kości. Zwiększenie tej liczby o cztery mogłoby oznaczać dodatkowy palec lub – co ciekawsze – dodatkowe stawy wewnątrz śródręcza.
Z ośmioma dodatkowymi mięśniami nasza zręczność weszłaby na poziom nieosiągalny dla dzisiejszych chirurgów czy iluzjonistów. Moglibyśmy wykonywać kilka skomplikowanych czynności jedną ręką jednocześnie. W przypadku stóp, taka konstrukcja drastycznie poprawiłaby przyczepność i równowagę. Dodatkowe kości mogłyby stworzyć bardziej elastyczne podbicie, co uczyniłoby nas genialnymi wspinaczami, zdolnymi do chwytania gałęzi czy krawędzi skalnych niemal tak sprawnie, jak robią to naczelne.
Wydłużenie rąk i nóg o 10 cm przy jednoczesnym ich poszerzeniu o 4–5 cm zmieniłoby nasze proporcje na bardziej masywne. Z punktu widzenia fizyki, dłuższe kończyny to dłuższe dźwignie.
Analiza mechaniczna:
W biomechanice siła mięśnia musi pokonać opór na ramieniu dźwigni. Jeśli ramię (kość) jest dłuższe o 10 cm, mięśnie muszą generować znacznie większą siłę, aby podnieść ten sam ciężar. Jednak dodatkowe 4–5 cm szerokości kończyn sugeruje ogromny przyrost masy mięśniowej, który z nawiązką rekompensowałby tę różnicę.
Bylibyśmy znacznie silniejsi, ale prawdopodobnie wolniejsi w ruchach rotacyjnych. Większa masa kończyn oznacza większą bezwładność – trudniej byłoby nam nagle zatrzymać rozpędzoną rękę czy nogę. Nasz krok stałby się nienaturalnie długi, co pozwoliłoby na bardzo szybki bieg długodystansowy, ale ucierpiałaby na tym nasza zwrotność.
Zwiększenie rozmiaru kolan i łokci (dwukrotnie) oraz samych stawów (dwa i pół raza) to zmiana, która najbardziej wpłynęłaby na naszą wytrzymałość. Stawy są najsłabszym ogniwem ludzkiego szkieletu – to one najczęściej ulegają zwyrodnieniom i kontuzjom.
Tak potężne stawy kolanowe miałyby gigantyczną powierzchnię styku kości udowej z piszczelową. Dzięki temu nacisk (siła podzielona przez powierzchnię) byłby rozłożony na znacznie większy obszar. W praktyce oznacza to, że moglibyśmy skakać z ogromnych wysokości lub dźwigać ciężary rzędu kilkuset kilogramów bez ryzyka zmiażdżenia chrząstki stawowej. Wizualnie jednak nasze nogi i ręce wyglądałyby bardzo specyficznie – stawy byłyby wyraźnie szersze niż otaczające je mięśnie, przypominając konstrukcję maszyn budowlanych.
Wprowadzenie dodatkowych czterech kości obręczowych w podbrzuszu, wzmocnionych aż szesnastoma mięśniami, to całkowita przebudowa centrum dowodzenia naszym ciałem. Obecnie miednica jest sztywną strukturą, która chroni narządy i przenosi ciężar ciała na nogi.
Dodatkowe kości obręczowe (po dwie na górze i dole) stworzyłyby rodzaj "pancerza" mięśniowo-kostnego. Szesnaście dodatkowych mięśni w tym obszarze pozwoliłoby na:
Taka konstrukcja mogłaby jednak wpłynąć na proces porodu (u kobiet) oraz na ogólną elastyczność tułowia. Bylibyśmy niezwykle sztywni w pasie, co czyniłoby nas odpornymi na urazy, ale mniej gibkimi w tańcu czy gimnastyce.
Osiem dodatkowych mięśni w dolnej części pleców oraz dwa w podbrzuszu to rozwiązanie problemu, z którym boryka się połowa ludzkości – bólu kręgosłupa lędźwiowego.
Dodatkowe mięśnie grzbietu działałyby jak naturalny gorset ortopedyczny. Stabilizowałyby każdy kręg z osobna, eliminując ryzyko przepuklin krążka międzykręgowego (dyskopatii). Z kolei dodatkowe mięśnie w podbrzuszu zwiększyłyby tłocznię brzuszną, co jest kluczowe przy podnoszeniu ciężarów. Taka osoba mogłaby bez wysiłku utrzymywać idealnie prostą postawę przez kilkanaście godzin, nie odczuwając zmęczenia mięśni stabilizujących.
Warto zauważyć, że tak rozbudowany układ mięśniowy i kostny wiązałby się z ogromnym zapotrzebowaniem na kalorie. Mięśnie są tkanką aktywną metabolicznie nawet w spoczynku. Organizm posiadający łącznie o kilkadziesiąt mięśni więcej i znacznie masywniejszy kościec musiałby spożywać prawdopodobnie od 4000 do 6000 kalorii dziennie, aby utrzymać swoją masę i funkcjonalność.
Gdybyśmy spróbowali podsumować te zmiany w liczbach, otrzymalibyśmy następujący obraz:
Taka istota byłaby biologicznym "czołgiem" – niezwykle silnym, odpornym na urazy mechaniczne i posiadającym niesamowite zdolności manualne, ale wymagającym ogromnych ilości pożywienia i posiadającym specyficzną, bardzo masywną sylwetkę. Nasza cywilizacja musiałaby zmienić wszystko: od rozmiarów krzeseł i samochodów, po standardy produkcji odzieży i narzędzi.