Gość (37.30.*.*)
Zjawisko, o którym mowa, nie jest jedynie potoczną obserwacją, ale solidnie udokumentowanym procesem psychologicznym. Mechanizm ten tłumaczy, dlaczego osoby, które początkowo miały sztywne zasady, z czasem mogą stać się architektami zachowań, które wcześniej same by potępiły. W psychologii proces ten opisuje się głównie poprzez teorię dysonansu poznawczego oraz koncepcję moralnego wyłączenia.
Kiedy robimy coś, co jest sprzeczne z naszymi wartościami, pojawia się dysonans poznawczy – stan silnego napięcia emocjonalnego i dyskomfortu. Czujemy się źle, bo postrzegamy siebie jako „dobrych ludzi”, a nasze działanie temu przeczy. Ponieważ nie możemy cofnąć czasu i zmienić czynu, mózg wybiera prostszą drogę: zmienia przekonanie.
Jeśli raz skłamiemy w ważnej sprawie, czujemy wyrzuty sumienia. Jeśli jednak robimy to regularnie, nasz umysł zaczyna generować uzasadnienia: „wszyscy tak robią”, „to tylko małe kłamstwo dla wspólnego dobra” lub „sytuacja mnie do tego zmusiła”. W ten sposób modyfikujemy nasz wewnętrzny kodeks, by pasował do aktualnego zachowania. To mechanizm obronny, który pozwala nam zachować pozytywny obraz samego siebie.
Badania neurologiczne, m.in. te przeprowadzone przez zespół Tali Sharot z University College London, rzucają światło na to, co dzieje się w naszym mózgu podczas powtarzania nieetycznych zachowań. Naukowcy odkryli, że ciało migdałowate – ośrodek w mózgu odpowiedzialny za reakcje emocjonalne, w tym strach i poczucie winy – reaguje najsilniej przy pierwszym przekroczeniu granicy.
Przy każdym kolejnym podobnym czynie reakcja ciała migdałowatego słabnie. Zjawisko to nazywamy adaptacją. Mózg po prostu „przyzwyczaja się” do negatywnego bodźca. To, co za pierwszym razem wywoływało zimne poty i bezsenność, za dziesiątym razem staje się rutyną. To właśnie jest „efekt równi pochyłej” (slippery slope): małe ustępstwa torują drogę do coraz większych nadużyć, ponieważ bariera emocjonalna zostaje systematycznie obniżana.
Słynny psycholog Albert Bandura opisał koncepcję „moralnego wyłączenia” (moral disengagement), która wyjaśnia, jak ludzie potrafią dokonywać okrutnych lub nieetycznych czynów, wciąż uważając się za moralne jednostki. Proces ten składa się z kilku etapów:
Dzięki tym zabiegom intelektualnym nasze zasady moralne nie tyle znikają, co zostają „zawieszone” w konkretnych sytuacjach.
Dobra wiadomość jest taka, że świadomość istnienia tych mechanizmów jest pierwszym krokiem do ich zatrzymania. Psychologia wskazuje, że regularna autorefleksja oraz posiadanie tzw. „kotwic moralnych” (osób lub wartości, które przypominają nam o naszych fundamentach) mogą skutecznie przeciwdziałać erozji zasad.
Warto wiedzieć, że nasze poczucie moralności jest znacznie bardziej plastyczne, niż chcielibyśmy przyznać. Nie rodzimy się z zabetonowanym systemem wartości; budujemy go i testujemy każdego dnia poprzez nasze wybory. Każde „małe” przekroczenie granicy faktycznie zmienia strukturę naszych przyszłych decyzji.
W jednym z eksperymentów społecznych zauważono, że osoby, które raz oszukały na niewielką kwotę w grze, w kolejnych rundach oszukiwały znacznie częściej i na większe sumy niż osoby, które od początku grały uczciwie. Co ciekawe, oszuści po czasie deklarowali, że ich zachowanie jest „częścią strategii”, a nie kwestią etyki. To idealny przykład na to, jak szybko potrafimy zracjonalizować własne błędy, by uniknąć poczucia winy.