Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie roślinę, która jest niezwykle odporna na suszę, rośnie tam, gdzie inne uprawy wysychają na wiór, i potrafi uratować całe społeczności przed głodem. Brzmi jak cudowna uprawa, prawda? Niestety, ten medal ma bardzo mroczną stronę. Mowa o groszku siewnym (Lathyrus sativus), którego nadmierne spożycie prowadzi do rzadkiej, ale groźnej choroby neurologicznej zwanej latyryzmem. Choć w Europie słyszy się o niej rzadko, w historii i w niektórych rejonach świata wciąż budzi lęk.
Latyryzm to choroba neurodegeneracyjna wywołana przez toksyczny aminokwas o nazwie ODAP (kwas szczawiowodiaminopropionowy). Znajduje się on w nasionach niektórych roślin z rodzaju Lathyrus, czyli lędźwianu. Najbardziej znanym przedstawicielem jest wspomniany groszek siewny.
Problem polega na tym, że ODAP jest analogiem glutaminianu – głównego neuroprzekaźnika w naszym mózgu. Kiedy dostarczamy go organizmowi w zbyt dużych ilościach (zazwyczaj gdy groszek stanowi ponad 30% dziennej diety przez okres od kilku tygodni do kilku miesięcy), toksyna zaczyna niszczyć neurony ruchowe w rdzeniu kręgowym. To prowadzi do nieodwracalnych zmian w sposobie, w jaki mózg komunikuje się z mięśniami nóg.
Można by pomyśleć: skoro to trujące, dlaczego po prostu nie przestać tego jeść? Odpowiedź jest prosta i smutna: głód. Lędźwian jest rośliną „ostatniej szansy”. Jest niesamowicie wytrzymały – przetrwa ekstremalne susze i powodzie, które niszczą pszenicę czy ryż. W okresach klęsk żywiołowych często staje się jedynym dostępnym źródłem białka i kalorii.
Historycznie latyryzm pojawiał się falami. Wielkie epidemie odnotowano podczas wojen napoleońskich, w trakcie II wojny światowej w obozach koncentracyjnych (np. w Vapniarce), a także podczas wielkich susz w Etiopii, Indiach czy Bangladeszu.
Latyryzm atakuje przede wszystkim układ ruchu. Co ważne, choroba dotyka głównie młodych mężczyzn, choć przyczyny tej korelacji płciowej nie są do końca jasne. Objawy zazwyczaj pojawiają się nagle i postępują w kilku etapach:
Warto zaznaczyć, że latyryzm nie wpływa na funkcje poznawcze – umysł chorego pozostaje w pełni sprawny, co czyni tę chorobę jeszcze bardziej tragiczną.
Choć najczęściej mówimy o neurolatyryzmie (atakującym układ nerwowy), nauka wyróżnia też inne formy zatrucia lędźwianem, choć występują one rzadziej u ludzi:
Niestety, medycyna nie zna obecnie skutecznego sposobu na cofnięcie zniszczeń w neuronach ruchowych wywołanych przez ODAP. Zmiany są zazwyczaj trwałe. Leczenie ogranicza się do łagodzenia objawów – stosuje się leki rozluźniające mięśnie oraz intensywną fizjoterapię, która pomaga zachować jakąkolwiek mobilność.
Kluczem jest więc profilaktyka. Naukowcy pracują nad wyhodowaniem odmian groszku siewnego o bardzo niskiej zawartości toksyny ODAP. Ponadto, odpowiednia obróbka nasion (moczenie w wodzie i odlewanie jej przed gotowaniem) pozwala znacznie zredukować ilość szkodliwej substancji.
Czy wiedziałeś, że latyryzm został uwieczniony przez jednego z najsłynniejszych malarzy w historii? Francisco Goya na swojej rycinie zatytułowanej „Gracias a la almorta” („Dzięki groszkowi”) z cyklu „Okropności wojny”, przedstawił ofiary głodu w Madrycie podczas wojen napoleońskich. Na obrazie widać ludzi, którzy przeżyli dzięki jedzeniu lędźwianu, ale w zamian zapłacili kalectwem – widać tam postacie, które nie mogą stać o własnych siłach.
Latyryzm to bolesne przypomnienie o tym, jak cienka jest granica między ratunkiem a zagrożeniem w świecie przyrody. Choć w krajach rozwiniętych jest to choroba niemal zapomniana, dla wielu mieszkańców najbiedniejszych regionów świata wciąż stanowi realne niebezpieczeństwo, ukryte w niepozornym ziarnie groszku.