Gość (37.30.*.*)
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego mimo tysięcy lat rozwoju sztuki, literatury i filozofii, świat wciąż zmaga się z brutalnością, której nie powstydziliby się nasi przodkowie z jaskiń? To jedno z najbardziej gorzkich pytań, jakie stawiał sobie Ryszard Kapuściński – wybitny reportażysta, który na własne oczy widział dziesiątki wojen i przewrotów. Jego teza o bezsilności kultury wobec zbrodni uderza w samo sedno naszego optymizmu co do postępu ludzkości.
Ryszard Kapuściński, podróżując po świecie ogarniętym konfliktami, wielokrotnie zauważał pewien tragiczny paradoks. Kultura, którą budujemy z takim mozołem – te wszystkie opery, biblioteki, zasady etyczne i systemy wartości – w momencie próby okazuje się niezwykle krucha. Gdy do głosu dochodzą najniższe instynkty, nienawiść czy chęć zysku, kultura często milknie lub, co gorsza, zostaje zaprzęgnięta w służbę ideologii.
Kapuściński nie twierdził, że kultura jest bezwartościowa. Wskazywał jednak na jej fundamentalną słabość: brak "siły wykonawczej". Piękny wiersz czy głęboki traktat filozoficzny nie zatrzymają kuli ani nie powstrzymają ręki kata. To bolesne spostrzeżenie wynikało z obserwacji miejsc, gdzie cywilizacja, wydawałoby się ugruntowana, rozpadała się w ciągu kilku dni, ustępując miejsca czystemu barbarzyństwu.
Można by pomyśleć, że człowiek "kulturalny" to człowiek lepszy, niezdolny do okrucieństwa. Historia jednak brutalnie weryfikuje to założenie. Najbardziej jaskrawym przykładem, do którego często odwołują się myśliciele, jest II wojna światowa. Niemcy lat 30. XX wieku były krajem o niesamowitym dorobku kulturalnym – ojczyzną Goethego, Beethovena i Kanta. A jednak to właśnie tam narodził się system, który doprowadził do Holokaustu.
Dlaczego tak się dzieje? Oto kilka powodów, dla których kultura bywa bezsilna:
Pytanie o to, czy bezsilność wobec zbrodni jest największą słabością kultury, pozostaje otwarte. Z jednej strony – tak, bo jeśli kultura nie potrafi ochronić życia, to wydaje się porażką w najbardziej podstawowym, ludzkim wymiarze. Z drugiej strony, można argumentować, że zadaniem kultury wcale nie jest bycie policjantem czy tarczą.
Kultura ma być lustrem, w którym się przeglądamy, oraz językiem, którym opisujemy świat. Jej siła nie leży w zapobieganiu zbrodni w czasie rzeczywistym, ale w tym, co dzieje się po niej. To kultura pozwala nam nazwać zło złem, opłakać ofiary i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bez niej zbrodnia byłaby tylko naturalnym procesem eliminacji słabszych, pozbawionym jakiegokolwiek moralnego ciężaru.
Istnieje zjawisko zwane syndromem Stendhala – to stan, w którym człowiek czuje się fizycznie słabo lub doznaje halucynacji pod wpływem nadmiaru piękna i dzieł sztuki. To pokazuje, jak potężnie kultura może oddziaływać na jednostkę. Paradoks polega na tym, że ta sama osoba, która mdleje z zachwytu w galerii Uffizi, może pozostać obojętna na krzywdę drugiego człowieka, jeśli zostanie poddana odpowiedniej presji społecznej lub ideologicznej.
Choć Kapuściński pisał o słabości kultury, sam poświęcił życie jej krzewieniu. Dlaczego? Bo mimo swojej bezsilności wobec fizycznej przemocy, kultura pozostaje jedynym narzędziem, które mamy, by budować mosty między ludźmi. W swojej książce "Ten Inny" autor podkreślał, że to właśnie dialog kulturowy jest jedyną alternatywą dla wojny.
Kultura może nie potrafi powstrzymać zbrodniarza, który już wyciągnął broń, ale ma szansę sprawić, by ten człowiek nigdy tej broni nie chciał do ręki wziąć. To proces powolny, żmudny i pozbawiony gwarancji sukcesu, ale – jak sugerują przemyślenia Kapuścińskiego – nie mamy nic innego, co mogłoby nas uratować przed nami samymi.
Wnioski płynące z lektury Kapuścińskiego są więc słodko-gorzkie. Kultura jest słaba, bo jest krucha i wymaga ciągłej pielęgnacji. Ale to właśnie ta kruchość czyni ją najcenniejszym, co posiadamy. Fakt, że nie zawsze wygrywa z barbarzyństwem, nie oznacza, że powinniśmy przestać ją tworzyć. Wręcz przeciwnie – im bardziej świat wydaje się brutalny, tym bardziej potrzebujemy kultury, by nie zapomnieć, co to znaczy być człowiekiem.