Gość (37.30.*.*)
Często używamy słowa „cynik”, aby opisać kogoś, kto patrzy na świat z przymrużeniem oka, nie wierzy w bezinteresowność innych i dba wyłącznie o własny czubek nosa. Jednak gdybyśmy przenieśli się do starożytnej Grecji i spotkali prawdziwego przedstawiciela szkoły cynickiej, moglibyśmy przeżyć spore zaskoczenie. Okazuje się bowiem, że starożytny cynizm i współczesne znaczenie tego słowa to dwa zupełnie inne światy. Starożytni cynicy nie tylko nie zalecali egoizmu, ale wręcz nawoływali do radykalnej uczciwości i życia zgodnego z naturą, co stało w całkowitej sprzeczności z pogonią za własnym interesem w dzisiejszym rozumieniu.
Współczesny cynizm kojarzy się z brakiem złudzeń, sarkazmem i przekonaniem, że ludźmi kierują wyłącznie niskie pobudki. Tymczasem szkoła cynicka, założona w IV wieku p.n.e. przez Antystenesa (ucznia Sokratesa), miała zupełnie inne fundamenty. Dla starożytnego cynika najwyższym dobrem była cnota (arete), a jedyną drogą do jej osiągnięcia – życie w pełnej wolności i niezależności od dóbr materialnych oraz opinii innych ludzi.
Cynicy nie byli ludźmi, dla których „własny interes” oznaczał gromadzenie bogactwa czy władzy. Wręcz przeciwnie – oni gardzili tym, co większość z nas uważa za interesujące. Pieniądze, sława, luksusy czy wysokie stanowiska były dla nich „dymem”, który tylko przesłania drogę do prawdziwego szczęścia. Prawdziwy cynik dążył do autarkii, czyli całkowitej samowystarczalności.
Najsłynniejszym przedstawicielem tej szkoły był Diogenes z Synopy, postać barwna i kontrowersyjna. To on mieszkał w glinianej beczce (lub wielkim dzbanie), posiadał jedynie płaszcz, kostur i miskę (którą zresztą wyrzucił, gdy zobaczył dziecko pijące wodę z dłoni). Czy Diogenes był egoistą? Z perspektywy kogoś, kto dba o „dobro wspólne” w ramach państwowych przepisów – być może tak, ponieważ lekceważył konwenanse społeczne. Jednak z perspektywy etycznej, jego celem było pokazanie ludziom, jak bardzo są niewolnikami własnych potrzeb.
Cynicy uważali, że zasady moralne narzucone przez społeczeństwo (takie jak etykieta, dbanie o prestiż czy patriotyzm lokalny) są sztuczne. Wierzyli w prawo naturalne, które jest uniwersalne i niezmienne. W tym sensie nie byli amoralni – oni byli „hipermoralni”, tyle że ich moralność odrzucała ludzkie prawo na rzecz natury.
To zależy, jak zdefiniujemy dobro wspólne. Jeśli rozumiemy je jako dbanie o stabilność polityczną konkretnego miasta-państwa, to cynicy faktycznie mogli wydawać się aspołeczni. Diogenes jako pierwszy nazwał siebie „kosmopolitą” (kosmopolitēs), czyli obywatelem świata. Twierdził, że nie należy do żadnego konkretnego narodu, lecz do całej ludzkości.
Ich „interes” nie polegał na wykorzystywaniu innych, lecz na doskonaleniu własnego charakteru. Cynik nie chciał nikogo oszukać dla zysku, bo zysk nie miał dla niego żadnej wartości. Ich prowokacyjne zachowania (jak np. chodzenie z latarnią w środku dnia i wołanie „Szukam człowieka!”) miały na celu budzenie sumień, a nie szkodzenie komukolwiek. Była to forma radykalnej terapii społecznej.
Warto wspomnieć o etymologii, która wiele wyjaśnia. Słowo „cynik” pochodzi od greckiego kynikos, co oznacza „psi”. Istnieją dwie teorie na ten temat:
Pies był dla nich symbolem szczerości i wierności naturze. Pies nie udaje kogoś, kim nie jest, nie dba o tytuły naukowe ani o to, czy jego obroża jest ze złota. Właśnie taką postawę promowali filozofowie tej szkoły.
Odpowiadając bezpośrednio na pytanie: szkoła cynicka absolutnie nie zalecała bycia cynicznym w dzisiejszym, pejoratywnym znaczeniu tego słowa. Choć cynicy odrzucali tradycyjne zasady społeczne i konwenanse, robili to w imię wyższej moralności i autentyczności.
Dla starożytnego cynika:
Dzisiejszy „cynik” to często osoba rozczarowana, która dba o siebie, bo nie wierzy w wartości. Starożytny cynik był natomiast osobą pełną pasji do prawdy, która dbała o siebie (swój charakter), bo wierzyła, że to jedyna rzecz, która ma prawdziwą wartość. To subtelna, ale fundamentalna różnica, która sprawia, że Diogenes i jego następcy byli raczej radykalnymi idealistami niż egoistami.