Gość (37.30.*.*)
Debata na temat rajów podatkowych i konkurencji między państwami to jeden z najgorętszych tematów współczesnej ekonomii. Porównanie wysokich podatków w krajach zachodnich do „drogiego sprzedawcy”, który chce wyeliminować tańszą konkurencję, jest niezwykle chwytliwe i logiczne z punktu widzenia wolnorynkowego. Aby jednak rzetelnie odpowiedzieć na ten argument, trzeba przyjrzeć się temu, co dokładnie wchodzi w skład „ceny”, którą płacimy w postaci podatków, oraz jakie mechanizmy rządzą globalnym przepływem kapitału.
Kluczowym kontrargumentem wobec tezy o „drogim sprzedawcy” jest analiza produktu, który oferuje państwo. Kraje o wysokich obciążeniach podatkowych, takie jak państwa skandynawskie, Niemcy czy Francja, nie oferują tego samego „towaru” co jurysdykcje o zerowych podatkach. W cenie podatku CIT i PIT obywatel oraz przedsiębiorca otrzymują:
Z tej perspektywy kraje zachodnie argumentują, że raje podatkowe uprawiają „pasożytnictwo ekonomiczne”. Firmy zarabiają pieniądze, korzystając z infrastruktury i wykształconych pracowników w krajach o wysokich podatkach, ale transferują zyski tam, gdzie opodatkowanie jest zerowe. To tak, jakby klient zjadł obiad w luksusowej restauracji, ale poszedł zapłacić do budki z hot-dogami obok, bo tam jest taniej.
Innym ważnym punktem w odpowiedzi na ten argument jest zjawisko zwane „wyścigiem na dno”. Jeśli państwa zaczęłyby konkurować wyłącznie wysokością stawek podatkowych, w pewnym momencie żadne z nich nie miałoby funduszy na utrzymanie podstawowych funkcji, takich jak ochrona zdrowia czy armia.
Kraje zachodnie podnoszą, że konkurencja podatkowa powinna mieć swoje granice, aby nie doprowadzić do erozji bazy podatkowej (zjawisko BEPS – Base Erosion and Profit Shifting). Gdyby wszystkie kraje zeszły do poziomu 0% CIT, ciężar utrzymania państwa musiałby spaść w całości na konsumpcję (VAT) lub najuboższych pracowników, którzy nie mają możliwości przeniesienia swoich dochodów do innego kraju.
Zwolennicy niskich podatków często odpowiadają: „Skoro wasz produkt (państwo) jest taki dobry, to dlaczego musicie zmuszać ludzi do płacenia za niego tak dużo?”. To tutaj leży sedno argumentu o braku uczciwej konkurencji.
Warto zauważyć, że wiele małych państw (np. Irlandia, Cypr czy Mauritius) nie ma zasobów naturalnych ani ogromnej populacji. Jedynym sposobem, w jaki mogą przyciągnąć kapitał i zbudować dobrobyt, jest oferowanie atrakcyjnych warunków fiskalnych. Dla nich „walka z rajami podatkowymi” to forma neokolonializmu gospodarczego, w którym wielkie mocarstwa narzucają mniejszym graczom swoje zasady, by chronić własne, często niewydolne systemy biurokratyczne.
W 2021 roku ponad 130 krajów (pod egidą OECD) zgodziło się na wprowadzenie globalnego minimalnego podatku dla wielkich korporacji na poziomie 15%. Ma to na celu właśnie ukrócenie procederu przenoszenia zysków do krajów o zerowych stawkach. To historyczna zmiana, która pokazuje, że kraje zachodnie przestały polegać tylko na „piętnowaniu” i przeszły do konkretnych rozwiązań prawnych.
Jeśli chcesz odpowiedzieć na argument o „drogim sprzedawcy”, możesz podzielić swoją wypowiedź na trzy filary:
Podsumowując, spór ten nie dotyczy tylko „ceny”, ale przede wszystkim sprawiedliwego podziału kosztów utrzymania globalnego ładu, z którego korzystają wszyscy uczestnicy rynku. Choć argument o wolnej konkurencji jest silny, kraje zachodnie widzą w nim zagrożenie dla fundamentów państwa opiekuńczego i stabilności społecznej.