Gość (83.4.*.*)
Coraz więcej firm stara się budować wizerunek marek przyjaznych środowisku, ale nie zawsze idzie to w parze z rzeczywistymi działaniami. Zjawisko to, znane jako greenwashing (ekościema), polega na wprowadzaniu konsumentów, a czasem i własnych pracowników, w błąd co do ekologicznych aspektów działalności przedsiębiorstwa. Czy jednak osoba zatrudniona w takiej firmie może wejść na drogę sądową, jeśli zauważy, że jej pracodawca mija się z prawdą w kwestiach eko? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale najnowsze przepisy dają pracownikom coraz silniejsze narzędzia do walki z nieuczciwymi praktykami.
W polskim systemie prawnym nie istnieje jeden konkretny przepis, który brzmiałby: „pracownik może pozwać firmę za greenwashing”. To jednak nie oznacza, że pracownik jest bezbronny. Relacja na linii pracodawca-pracownik opiera się na Kodeksie pracy, ale w grę wchodzą także przepisy o ochronie konkurencji, konsumentów oraz najnowsze regulacje dotyczące sygnalistów.
Jeśli pracownik jest zmuszany do brania udziału w procederze greenwashingu – na przykład do preparowania fałszywych raportów środowiskowych lub okłamywania klientów w materiałach marketingowych – może to naruszać jego dobra osobiste lub zasady współżycia społecznego. W skrajnych przypadkach, gdy pracownik odmawia udziału w takich działaniach i spotyka się z represjami (np. zwolnieniem lub mobbingiem), ma pełne prawo dochodzić swoich roszczeń przed sądem pracy.
Kluczowym elementem, który zmienia zasady gry, jest wdrożona niedawno w Polsce ustawa o ochronie sygnalistów (wynikająca z dyrektywy unijnej). Zgodnie z jej zapisami, pracownik, który zgłosi naruszenie prawa wewnątrz firmy lub organom zewnętrznym, podlega szczególnej ochronie.
Ochrona ta obejmuje m.in. zakaz wypowiedzenia umowy o pracę, obniżenia wynagrodzenia czy pominięcia przy awansach. Jeśli greenwashing w firmie wiąże się z naruszeniem konkretnych przepisów ochrony środowiska (np. nielegalnym składowaniem odpadów przy jednoczesnym chwaleniu się recyklingiem), pracownik jako sygnalista może zgłosić takie nieprawidłowości bez obawy o odwet. Choć nie jest to „pozew za kłamstwo marketingowe” w sensie cywilnym, jest to potężne narzędzie prawne, które może doprowadzić do ukarania firmy i ochrony pozycji zawodowej pracownika.
Ciekawym przypadkiem jest sytuacja, w której pracownik jest jednocześnie konsumentem produktów swojej firmy. Jeśli zakupił on produkt, wierząc w jego „ekologiczność” opisaną na opakowaniu, a jako osoba pracująca wewnątrz wie, że to nieprawda, może wystąpić z roszczeniem z tytułu nieuczciwych praktyk rynkowych.
W takim scenariuszu pracownik występuje jednak w roli klienta, a nie podwładnego. Może domagać się m.in. zaniechania tej praktyki, usunięcia jej skutków czy wpłaty odpowiedniej sumy na cel społeczny. Warto jednak pamiętać, że takie działanie może drastycznie pogorszyć relacje z pracodawcą, dlatego bezpieczniejszą ścieżką często okazuje się wspomniana wcześniej droga sygnalisty.
Unia Europejska wypowiedziała wojnę ekościemie, wprowadzając m.in. dyrektywę Green Claims. Ma ona zapobiegać używaniu ogólnikowych haseł typu „eko”, „przyjazny dla planety” czy „neutralny dla klimatu”, jeśli nie stoją za nimi twarde dane i certyfikaty. Dla pracowników działów marketingu, PR czy compliance oznacza to większą odpowiedzialność, ale i większe ryzyko prawne dla samej firmy.
Jeśli pracujesz w firmie, która stosuje greenwashing i chcesz zareagować, warto rozważyć następujące kroki:
Choć nazwa sugeruje kolor zielony, eksperci wyróżniają różne odcienie manipulacji ekologicznej. Istnieje np. „greencrowding”, czyli chowanie się w grupie – firma dołącza do ekologicznej koalicji, by robić jak najmniej i liczyć na to, że nikt nie zauważy jej opieszałości. Z kolei „greenlighting” to technika polegająca na podkreślaniu jednej, małej ekologicznej cechy produktu, aby odwrócić uwagę od tego, że cała reszta działalności firmy jest skrajnie szkodliwa dla planety.
Warto wspomnieć, że jeśli greenwashing doprowadzi do spadku wartości akcji spółki (co zdarza się po ujawnieniu skandali środowiskowych), akcjonariusze – w tym pracownicy posiadający akcje pracownicze – mogą rozważać pozwy zbiorowe przeciwko zarządowi za działanie na szkodę spółki poprzez wprowadzanie w błąd inwestorów. Jest to jednak proces skomplikowany i wymagający wykazania bezpośredniego związku między kłamstwem ekologicznym a stratą finansową.
Podsumowując, choć bezpośredni pozew pracownika przeciwko firmie „za greenwashing” jest w polskim prawie konstrukcją rzadką, to nowe przepisy o sygnalistach oraz zaostrzenie norm unijnych sprawiają, że pracownicy zyskują realny wpływ na ukrócenie ekościemy w swoich miejscach pracy.