Gość (37.30.*.*)
Wielu z nas, goniąc za terminami w pracy czy przygotowując się do ważnych egzaminów, zastanawiało się, ile tak naprawdę organizm jest w stanie wytrzymać bez snu. Twierdzenie, że zdrowa osoba może bez większych konsekwencji nie spać przez 60 godzin, jest jednak bardzo ryzykowne i – patrząc z perspektywy medycznej – po prostu nieprawdziwe. Choć jednorazowy incydent tego typu prawdopodobnie nie doprowadzi do trwałego uszkodzenia narządów u silnego, młodego człowieka, to określenie „brak większych konsekwencji” jest tu sporym nadużyciem.
Już po 24 godzinach bez snu Twój mózg zaczyna funkcjonować tak, jakbyś miał we krwi około 1 promila alkoholu. Koordynacja ruchowa spada, czas reakcji drastycznie się wydłuża, a zdolność do oceny sytuacji zostaje zaburzona. Kiedy ten czas wydłuża się do 60 godzin (czyli dwóch i pół doby), wchodzimy w stan, który dla organizmu jest ekstremalnym stresem.
W tym czasie dochodzi do szeregu negatywnych zjawisk:
Twierdzenie, że można to zrobić „bez większych konsekwencji”, pomija fakt, że w trakcie tych 60 godzin jesteś zagrożeniem dla siebie i otoczenia, a Twój układ odpornościowy zostaje niemal całkowicie sparaliżowany.
Pomysł, aby na stałe przejść na system, w którym czuwamy np. 28 godzin i śpimy 8 (co dawałoby cykl około 36-godzinny), jest z biologicznego punktu widzenia skazany na porażkę. Ludzki organizm nie jest zaprogramowany do działania w takim trybie, a próba jego wymuszenia prowadzi do zjawiska zwanego desynchronizacją okołodobową.
Naszym życiem steruje rytm dobowy, nadzorowany przez jądra nadskrzyżowaniowe w podwzgórzu. Ten „wewnętrzny zegar” jest ściśle powiązany z cyklem światła i ciemności.
Nawet jeśli zmusisz się do czuwania przez 28 godzin, Twoje hormony nie dostosują się do tego planu. Produkcja melatoniny (hormonu snu) nadal będzie wzrastać wieczorem, a temperatura ciała będzie spadać w nocy, niezależnie od tego, czy planujesz wtedy spać, czy pracować.
Regularne sypianie co 36 godzin spowodowałoby, że:
Ciekawostką jest fakt, że w latach 60. i 70. przeprowadzano eksperymenty (m.in. Michel Siffre), w których ludzie żyli w jaskiniach bez dostępu do światła słonecznego i zegarów. Okazało się, że niektórzy z nich naturalnie „przeskakiwali” na cykl około 48-godzinny (36 godzin aktywności i 12-14 godzin snu). Choć czuli się wtedy dobrze, ich organizmy nadal wykazywały pewne cechy rytmu 24-godzinnego w zakresie temperatury ciała.
Jednak w normalnych warunkach, przy dostępie do światła dziennego, taki tryb jest niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę bez rujnowania zdrowia psychicznego i fizycznego. Chroniczne niewyspanie i walka z naturalnym rytmem dobowym są klasyfikowane przez WHO jako czynniki prawdopodobnie rakotwórcze (ze względu na wpływ na podziały komórkowe i naprawę DNA).
Podsumowując, choć zdrowy organizm potrafi przetrwać ekstremalne sytuacje, takie jak 60 godzin bez snu, to okupuje to ogromnym kosztem doraźnym i ryzykiem wypadku. Z kolei regularne życie w cyklu 36-godzinnym jest prostą drogą do przewlekłych chorób metabolicznych i neurologicznych. Nasza biologia jest nierozerwalnie związana z 24-godzinnym obrotem Ziemi wokół własnej osi i próba „zhakowania” tego systemu zazwyczaj kończy się porażką.