Jakie masz pytanie?

lub

Jak wyglądałoby życie człowieka, gdyby bezproblemowo trawił on garbniki, skórę i chitynę, ale nie tolerował pomidorów, soi, cebuli oraz cytrusów, pozyskiwał z tłuszczów o 2 kalorie więcej, posiadał brązowe krwinki ogrzewające organizm (stanowiące 25% krwinek czerwonych), a także goił rany, mięśnie i ścięgna cztery razy szybciej kosztem czterokrotnie wolniejszego zrastania się złamań, mając przy tym o 4 mm większą średnicę żył i tętnic oraz dwukrotnie grubszą skórę?

ewolucja ludzkiego organizmu fizjologia przyszłego człowieka adaptacja do mrozu
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wyobraźmy sobie ewolucyjną ścieżkę, która skręciła w zupełnie inną stronę, tworząc człowieka idealnie przystosowanego do surowych, mroźnych warunków, ale jednocześnie wykluczonego z nowoczesnej, śródziemnomorskiej kuchni. Taka istota byłaby biologicznym fenomenem – rodzajem „żywego grzejnika” o skórze twardej jak podeszwa buta, który zamiast sałatki z pomidorów wolałby schrupać garść chrząszczy lub korę drzewa. Jak konkretnie wyglądałaby codzienność kogoś o tak specyficznej fizjologii?

Dieta przetrwania zamiast pizzy i sushi

Zdolność trawienia chityny, garbników i skóry całkowicie zmieniłaby nasze podejście do rolnictwa i ekologii. Chityna to główny składnik pancerzy owadów i ścian komórkowych grzybów. Taki człowiek mógłby czerpać pełnowartościowe białko z insektów, które dla nas są jedynie ciekawostką kulinarną lub szkodnikami. Garbniki z kolei, obecne w korze drzew, żołędziach czy niedojrzałych owocach, przestałyby być substancjami antyodżywczymi, a stałyby się źródłem energii. W praktyce oznacza to, że w sytuacji kryzysowej taki człowiek mógłby po prostu „napaść się” w lesie, jedząc to, co dla nas jest niejadalne.

Z drugiej strony, całkowita nietolerancja pomidorów, soi, cebuli i cytrusów to potężny cios w kulturę kulinarną. Brak cebuli i pomidorów eliminuje większość kuchni włoskiej, meksykańskiej i polskiej. Brak soi oznacza brak tofu i większości nowoczesnych zamienników mięsa, a brak cytrusów wymuszałby szukanie witaminy C w innych źródłach, na przykład w igliwiu sosny (które dzięki trawieniu garbników byłoby łatwiej przyswajalne) lub w surowej wątrobie.

Metabolizm na sterydach i krew, która grzeje

Najbardziej fascynującą zmianą są brązowe krwinki. W naszej rzeczywistości mamy brązową tkankę tłuszczową, która odpowiada za termogenezę, ale przeniesienie tej funkcji bezpośrednio do układu krwionośnego (25% czerwonych krwinek) uczyniłoby z człowieka istotę niemal odporną na mróz. Taka krew działałaby jak płyn w chłodnicy, który zamiast chłodzić – aktywnie grzeje od środka.

Dodatkowo, pozyskiwanie o 2 kalorie więcej z każdego grama tłuszczu (czyli 11 kcal zamiast 9 kcal) sprawiłoby, że tłuszcz stałby się superpaliwem. Taki człowiek potrzebowałby znacznie mniej jedzenia, by przetrwać, ale jednocześnie byłby niezwykle narażony na szybkie tycie w świecie nadmiaru. Przy tak wydajnym metabolizmie i wewnętrznym ogrzewaniu, optymalna temperatura do życia dla takiej osoby mogłaby wynosić około -10 do 5 stopni Celsjusza. W temperaturze 25 stopni Celsjusza (którą my uważamy za przyjemną) taki człowiek prawdopodobnie błyskawicznie by się przegrzał.

Anatomia jak z gry RPG: gruboskórność i szerokie tętnice

Dwuwarstwowa, dwukrotnie grubsza skóra to naturalny pancerz. Chroniłaby przed otarciami, ukąszeniami owadów, a nawet płytkimi ranami ciętymi. W połączeniu z żyłami i tętnicami o średnicy większej o 4 mm, tworzy to system o niesamowitej wydajności krążeniowej. Szersze naczynia krwionośne oznaczają mniejszy opór dla gęstszej (przez brązowe krwinki) krwi i błyskawiczne dostarczanie tlenu do mięśni.

Warto jednak zauważyć, że 4 mm to w anatomii przepaść. Średnica tętnicy promieniowej u człowieka to około 2-3 mm. Powiększenie jej o 4 mm sprawiłoby, że nasze naczynia byłyby gigantyczne, co mogłoby wiązać się z ryzykiem tętniaków lub problemów z ciśnieniem, chyba że serce byłoby odpowiednio większe i silniejsze, by wypełnić tę przestrzeń krwią.

Klątwa powolnych złamań i dar szybkiego gojenia

System regeneracji u takiego człowieka to klasyczny „trade-off” (coś za coś). Czterokrotnie szybsze gojenie się ran, mięśni i ścięgien brzmi jak supermoc. Sportowiec po zerwaniu więzadeł wracałby do gry w dwa tygodnie zamiast w pół roku. Skaleczenia znikałyby w oczach, co w połączeniu z grubą skórą czyniłoby taką osobę niezwykle wytrzymałą w walce czy ciężkiej pracy fizycznej.

Jednak cena jest wysoka: czterokrotnie wolniejsze zrastanie się kości. Standardowe złamanie nogi, które u nas zrasta się w 6 tygodni, u takiego człowieka wymagałoby 24 tygodni (pół roku!) unieruchomienia. W świecie bez nowoczesnej medycyny każde poważne złamanie byłoby wyrokiem kalectwa lub śmierci, ponieważ organizm skupiałby całą energię na tkankach miękkich, zaniedbując rusztowanie, na którym się opierają.

Ciekawostka: Dlaczego chityna jest dla nas problemem?

Choć ludzie posiadają gen kodujący enzym chitinazę (który rozkłada chitynę), jego aktywność u większości populacji jest bardzo niska. Wiele zwierząt owadożernych ma ten enzym w nadmiarze, co pozwala im traktować pancerzyki owadów jako cenne źródło błonnika i energii. Gdybyśmy my to potrafili, mąka ze świerszczy byłaby tak samo podstawowym produktem jak mąka pszenna!

Podsumowanie fizjologiczne

Taki „nowy człowiek” byłby idealnym polarnym komandosem lub górskim pustelnikiem. Żywiłby się tym, co znajdzie pod kamieniami i na drzewach, nie potrzebowałby grubych ubrań, a jego rany goiłyby się błyskawicznie. Musiałby jednak panicznie bać się upadków z wysokości (przez kości) oraz unikać słońca i tradycyjnej kuchni, która dla jego organizmu byłaby toksyczna lub po prostu zbyt gorąca.

Podziel się z innymi: