Gość (83.4.*.*)
W świecie współczesnych mediów, gdzie walka o uwagę widza i kliknięcia jest bezwzględna, dobór gości do programów publicystycznych rzadko jest dziełem przypadku. Zjawisko zapraszania polityków o poglądach anarchistycznych lub skrajnie radykalnych do umiarkowanych mediów prawicowych budzi spore kontrowersje. Krytycy twierdzą, że nie jest to przejaw pluralizmu, lecz celowy zabieg socjotechniczny, który ma na celu zniekształcenie obrazu sceny politycznej w oczach odbiorców.
W psychologii mediów i teorii argumentacji istnieje pojęcie „nutpicking” (od ang. nut – wariat i picking – wybieranie). Polega ono na celowym wyszukiwaniu najbardziej radykalnych, ekscentrycznych lub słabo przygotowanych merytorycznie przedstawicieli strony przeciwnej, aby zaprezentować ich jako „typowych” reprezentantów danej grupy.
Kiedy umiarkowane medium prawicowe zaprasza anarchistę zamiast np. wyważonego socjaldemokraty czy centrolewicowego eksperta, wysyła do swojego widza podprogowy komunikat: „Patrzcie, tak właśnie wygląda lewica”. Dla przeciętnego wyborcy prawicy, który nie śledzi niuansów wewnątrz ruchów lewicowych, taki gość staje się twarzą całej opozycji światopoglądowej. To sprawia, że postulaty umiarkowanej lewicy (np. dotyczące progresji podatkowej czy praw pracowniczych) zostają utożsamione z radykalnym postulatem zniesienia państwa czy własności prywatnej.
Zapraszanie radykałów do studia, w którym gospodarz i publiczność mają poglądy konserwatywne, tworzy idealne warunki do budowania tzw. argumentu z chochoła (straw man fallacy). Polega on na atakowaniu przerysowanej, osłabionej wersji poglądów przeciwnika, którą łatwo jest obalić.
Anarchista, z natury odrzucający struktury państwowe, będzie miał trudności z przekonaniem do siebie konserwatywnego widza, dla którego państwo, tradycja i porządek są wartościami nadrzędnymi. W takim starciu prawicowy dziennikarz występuje z pozycji „głosu rozsądku”, a jego argumenty wydają się bardziej logiczne i bezpieczne. To daje prawicy nieuzasadnioną przewagę wizerunkową – nie muszą oni mierzyć się z trudnymi, merytorycznymi argumentami głównego nurtu lewicy, ponieważ całą energię debaty pożytkują na punktowanie radykalnych haseł, które dla większości społeczeństwa są nieakceptowalne.
Dla prawicowego wyborcy oglądanie radykała w „swoich” mediach jest formą gratyfikacji psychologicznej. Uruchamia się tutaj tzw. błąd potwierdzenia (confirmation bias) – tendencja do wyszukiwania informacji, które potwierdzają nasze wcześniejsze przekonania. Widz myśli: „Wiedziałem, że lewica to oszołomy, ten program tylko mnie w tym upewnił”.
Taka praktyka betonuje elektorat. Zamiast budować mosty i szukać płaszczyzny porozumienia, media te pogłębiają polaryzację. Wyborca prawicy, utwierdzony w przekonaniu o radykalizmie „całej” lewicy, staje się mniej skłonny do dialogu i bardziej skłonny do popierania nawet radykalnych działań własnego obozu, widząc w nim jedyną zaporę przed „anarchistycznym chaosem”.
Okno Overtona to koncepcja określająca zakres idei, które są akceptowalne w debacie publicznej w danym czasie. Poprzez pokazywanie skrajności jako głównego nurtu strony przeciwnej, media mogą manipulować tym, co postrzegamy jako „centrum”.
Jeśli punktem odniesienia dla lewicy w mediach prawicowych staje się anarchizm, to umiarkowane postulaty lewicowe zaczynają być postrzegane jako „radykalne”, a postulaty prawicowe – nawet te bardzo konserwatywne – zaczynają wyglądać na „umiarkowane” i „zdroworozsądkowe”. Jest to strategiczna gra o to, gdzie w świadomości społecznej znajduje się środek ciężkości debaty.
Warto zauważyć, że mechanizm ten nie jest zarezerwowany wyłącznie dla jednej strony sporu. Media liberalne lub lewicowe również bywają oskarżane o zapraszanie najbardziej jaskrawych, kontrowersyjnych przedstawicieli prawicy (np. zwolenników teorii spiskowych), aby zdyskredytować cały konserwatywny nurt. Różnica polega jednak na skali i kontekście – w Polsce, ze względu na strukturę rynku medialnego, debata o „radykalizowaniu lewicy” w mediach prawicowych jest szczególnie żywa, ponieważ dotyczy mediów o bardzo dużych zasięgach, które mają realny wpływ na kształtowanie opinii publicznej w kluczowych grupach wyborczych.
Krytyka tej praktyki opiera się więc na trzech filarach:
Z perspektywy etyki dziennikarskiej, uczciwa debata powinna polegać na konfrontowaniu ze sobą równorzędnych i reprezentatywnych sił politycznych. Świadome dobieranie gości „pod tezę” jest uznawane za formę propagandy, która zamiast wyjaśniać świat, jedynie utwierdza odbiorców w ich własnych bańkach informacyjnych.