Jakie masz pytanie?

lub

Czy rzetelność filmu „Top Gun” (1986) mogłaby zostać uznana w świetle amerykańskiego prawa karnego za przestępstwo ujawnienia tajemnic wojskowych w latach 80. XX wieku?

współpraca pentagonu z hollywood tajemnice wojskowe w filmach ochrona informacji niejawnych USA
avatar

Gość (83.4.*.*)



Odpowiedź:

Kiedy w 1986 roku „Top Gun” wchodził na ekrany kin, nikt nie spodziewał się, że film ten stanie się nie tylko megahitem, ale i najskuteczniejszym narzędziem rekrutacyjnym w historii amerykańskiej marynarki wojennej. Widzowie byli zachwyceni podniebnymi akrobacjami, a Tom Cruise stał się ikoną. Jednak w świecie wywiadu i bezpieczeństwa narodowego zawsze pojawia się pytanie: czy pokazanie tak nowoczesnego sprzętu, jakim był wtedy F-14 Tomcat, nie otarło się o zdradę tajemnic wojskowych?

Współpraca z Pentagonem, czyli legalny filtr

Kluczem do zrozumienia, dlaczego twórcy „Top Gun” nie trafili do więzienia za szpiegostwo, jest fakt, że film powstał przy ścisłej współpracy z Departamentem Obrony USA (DoD). W tamtym czasie – i zresztą do dziś – Pentagon posiada specjalne biuro ds. rozrywki, które zajmuje się współpracą z Hollywood.

Zasada była prosta: filmowcy dostają dostęp do lotniskowców, prawdziwych myśliwców i personelu wojskowego, ale w zamian wojsko ma prawo do wglądu w scenariusz i nanoszenia poprawek. Każda scena, która mogłaby zdradzić parametry techniczne radaru AWG-9 czy specyfikację pocisków Phoenix, była skrupulatnie sprawdzana. Z punktu widzenia amerykańskiego prawa karnego, a konkretnie przepisów dotyczących ochrony informacji niejawnych (takich jak Espionage Act z 1917 roku), nie mogło być mowy o przestępstwie, ponieważ wszelkie ujawnione informacje zostały wcześniej autoryzowane przez rząd.

Co było prawdą, a co filmową fikcją?

Mimo że film wygląda niezwykle realistycznie, wiele elementów zostało celowo zmienionych lub uproszczonych, aby nie ułatwiać zadania radzieckiemu wywiadowi. Przykładowo, słynny „MiG-28”, z którym mierzą się bohaterowie, w rzeczywistości nie istnieje. W rolę wrogich maszyn wcieliły się amerykańskie myśliwce Northrop F-5, pomalowane na czarno z czerwoną gwiazdą na stateczniku.

Wojsko zadbało o to, by manewry pokazywane na ekranie były efektowne, ale niekoniecznie odzwierciedlały tajne taktyki walki powietrznej stosowane przez pilotów z bazy Miramar. Choć filmowa szkoła Top Gun faktycznie istniała, to sposób, w jaki przedstawiono walkę kołową (dogfight), był dostosowany do dynamiki kina, a nie do instrukcji operacyjnych NATO.

Prawo karne a „wycieki” w popkulturze

W latach 80. XX wieku amerykańskie prawo karne bardzo surowo podchodziło do nieautoryzowanego ujawniania tajemnic obronnych (tytuł 18 Kodeksu Stanów Zjednoczonych, sekcja 793). Aby jednak postawić kogoś w stan oskarżenia, prokuratura musiałaby udowodnić, że:

  1. Informacja była ściśle tajna.
  2. Została przekazana osobie nieuprawnionej.
  3. Działanie to mogło zaszkodzić bezpieczeństwu USA lub pomóc obcemu mocarstwu.

W przypadku „Top Gun” żadne z tych kryteriów nie zostało spełnione. Co więcej, Marynarka Wojenna USA potraktowała film jako genialną kampanię PR-ową. Po premierze liczba chętnych do służby w lotnictwie morskim wzrosła o 500 procent. Trudno byłoby oskarżyć o przestępstwo kogoś, kto właśnie dostarczył tysiące nowych rekrutów gotowych bronić kraju.

Ciekawostka: Płatne loty Tomcata

Czy wiesz, że Paramount Pictures musiało płacić Marynarce Wojennej za każdą godzinę lotu F-14 wykorzystanego w filmie? Kosztowało to około 7 600 ówczesnych dolarów za godzinę (co po uwzględnieniu inflacji daje dziś pokaźną sumę). Pentagon wystawił rachunek, ale jednocześnie pilnował, by kamery nie zajrzały tam, gdzie nie powinny – na przykład w głąb kokpitu z włączonymi, tajnymi systemami celowniczymi.

Dlaczego rzetelność nie oznaczała zdrady?

Rzetelność filmu „Top Gun” polegała głównie na oddaniu klimatu służby, emocji pilotów i potęgi maszyn, a nie na publikowaniu instrukcji serwisowych silników Pratt & Whitney. Amerykańskie prawo karne w tamtym okresie skupiało się na realnych zagrożeniach – takich jak sprawa Johna Walkera, oficera marynarki, który w latach 80. faktycznie przekazywał Sowietom kody szyfrujące. Przy takim kalibrze zdrady, hollywoodzki film o asach przestworzy był dla kontrwywiadu jedynie miłą odmianą i okazją do pokazania amerykańskiej dominacji technologicznej w sposób kontrolowany.

Podsumowując, „Top Gun” nie tylko nie był przestępstwem, ale stał się wzorcowym przykładem symbiozy między armią a przemysłem rozrywkowym. Twórcy operowali w bezpiecznych granicach wyznaczonych przez cenzurę wojskową, co sprawiło, że film był rzetelny w odbiorze wizualnym, ale całkowicie bezpieczny z punktu widzenia tajemnicy państwowej.

Podziel się z innymi: