Gość (37.30.*.*)
Temat opłat dla ZAiKS-u to jeden z tych wątków, który potrafi przyprawić organizatorów koncertów o ból głowy, a u samych artystów budzi mieszane uczucia. Wokół tego zagadnienia narosło mnóstwo mitów – jedni twierdzą, że płacić trzeba zawsze, inni szukają luk prawnych. Jak to wygląda w rzeczywistości? Czy faktycznie, grając własne, napisane od A do Z utwory, musisz (lub organizator musi) oddawać część zarobku organizacji zbiorowego zarządzania? Odpowiedź nie jest jednowymiarowa, ale kluczowe jest jedno słowo: przynależność.
Zasada jest dość prosta, choć dla wielu bolesna. Jeśli artysta, który występuje na scenie, podpisał umowę z ZAiKS-em (czyli powierzył swoje utwory pod ochronę tej organizacji), to organizator ma prawny obowiązek odprowadzenia stosownej opłaty. Nie ma tu znaczenia, że wykonawca gra „swoje” – w świetle prawa, podpisując umowę z ZAiKS-em, twórca przekazał tej organizacji prawo do zarządzania swoimi prawami autorskimi.
Oznacza to, że artysta nie może „po koleżeńsku” powiedzieć organizatorowi: „stary, nie płacisz ZAiKS-u, bo to moje piosenki”. ZAiKS działa w imieniu twórcy, nawet jeśli ten w danej chwili wolałby, żeby tak nie było. Organizator musi podpisać umowę licencyjną i zapłacić określony procent od wpływów z biletów lub ryczałtową stawkę.
Tu pojawia się pole do oszczędności, ale i do sporej biurokracji. Jeśli wykonawca nie jest członkiem ZAiKS-u (ani żadnej innej zagranicznej organizacji tego typu), a jego utwory nie znajdują się w tzw. repertuarze chronionym, organizator teoretycznie nie musi płacić tantiem.
W praktyce jednak ZAiKS często wychodzi z założenia domniemania ochrony. Organizator musi wtedy udowodnić, że grane utwory nie podlegają pod ich zarząd. Wymaga to przedstawienia listy utworów wraz z oświadczeniami twórców, że nie są zrzeszeni w żadnej organizacji zbiorowego zarządzania. Jeśli choć jeden utwór (np. cover na bis) jest chroniony, opłata staje się konieczna.
Przejdźmy do konkretów, czyli do pieniędzy. Czy wykonawca faktycznie traci na tym układzie? To zależy, jak na to spojrzymy. Opłata dla ZAiKS-u to zazwyczaj od 8% do 10% wpływów ze sprzedaży biletów (choć stawki mogą się różnić w zależności od rodzaju imprezy i podpisanych umów).
Pieniądze te nie znikają jednak w czarnej dziurze. Proces wygląda następująco:
Zatem „strata” wykonawcy to de facto wspomniana prowizja dla ZAiKS-u za obsługę administracyjną. Gdyby artysta nie był w ZAiKS-ie, te 1000 zł mogłoby (teoretycznie) zostać w kieszeni organizatora, co mogłoby przełożyć się na wyższe wynagrodzenie bezpośrednie dla muzyka. Jednak w polskiej rzeczywistości koncertowej rzadko zdarza się, by organizatorzy chętnie oddawali te zaoszczędzone 10% artyście do ręki.
Warto wiedzieć, że ZAiKS to nie jedyna organizacja, o której musi pamiętać organizator. Istnieją też organizacje chroniące prawa pokrewne, takie jak STOART czy SAWP (reprezentujące wykonawców) oraz ZPAV (reprezentujący producentów). O ile ZAiKS dba o „nuty i słowa”, o tyle te organizacje dbają o to, by zapłacono za samo wykonanie utworu lub odtworzenie nagrania z nośnika.
Jedynym w pełni legalnym sposobem na uniknięcie opłat do ZAiKS-u przy autorskim koncercie jest sytuacja, w której:
Wielu niezależnych artystów decyduje się na ten krok, by ułatwić życie małym klubom i domom kultury, które mają napięte budżety. Z drugiej strony, bycie w ZAiKS-ie to dla muzyka wygoda – organizacja ta ściga za niego radio, telewizję czy platformy streamingowe, co przy większej skali działalności jest niemożliwe do upilnowania na własną rękę.
Jeśli jesteś artystą i grasz koncert autorski, będąc w ZAiKS-ie, tracisz około 15-20% z kwoty, którą organizator musiał wpłacić jako tantiemy (koszty administracyjne). Jeśli jednak nie jesteś w tej organizacji, organizator oszczędza pełną kwotę (ok. 8-10% przychodu z biletów), ale Ty musisz sam zadbać o to, by Twoje wynagrodzenie na umowie było odpowiednio wyższe, aby zrekompensować brak tantiem, które spłynęłyby do Ciebie po kilku miesiącach z ZAiKS-u.
W świecie muzyki profesjonalnej ZAiKS jest traktowany jako „zło konieczne” lub po prostu systemowy pośrednik, który zdejmuje z głowy twórcy pilnowanie rozliczeń, pobierając za to swoją marżę. Dla małych, niezależnych projektów często jest jednak barierą, która sprawia, że organizacja niszowego koncertu staje się mniej rentowna.