Gość (83.4.*.*)
Wyobraź sobie taką sytuację: dochodzi do wypadku drogowego, w którym jedna z osób odnosi poważne obrażenia. Trafia do szpitala, przechodzi operację, a potem czeka ją długa i kosztowna rehabilitacja. Ponieważ poszkodowany płaci składki zdrowotne, większość podstawowych procedur ratujących życie wykonuje publiczny szpital w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Dlaczego więc w przepisach prawa tak mocno akcentuje się rolę ubezpieczyciela OC sprawcy w pokrywaniu kosztów leczenia? Skoro mamy publiczną służbę zdrowia, po co w ogóle angażować w to prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe? Odpowiedź kryje się w przepisach Kodeksu cywilnego, realiach polskiego systemu ochrony zdrowia oraz przełomowych wyrokach sądowych.
Kluczem do zrozumienia tej sytuacji jest fundamentalna zasada polskiego prawa cywilnego – zasada pełnej kompensacji szkody. Zgodnie z art. 444 § 1 Kodeksu cywilnego, w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia, naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty.
Sprawca wypadku (a w praktyce jego ubezpieczyciel, u którego wykupił obowiązkowe ubezpieczenie OC) ma prawny obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody. Fakt, że w Polsce funkcjonuje publiczny system opieki zdrowotnej, nie zwalnia sprawcy z osobistej odpowiedzialności cywilnej za wyrządzoną krzywdę. Państwo zapewnia obywatelom publiczne lecznictwo, ale to sprawca (i jego polisa OC) odpowiada za to, by poszkodowany otrzymał pomoc najlepszą, najszybszą i najbardziej dopasowaną do jego potrzeb.
Teoria prawna to jedno, ale codzienna praktyka brutalnie weryfikuje wydolność publicznej służby zdrowia. Po wypadku komunikacyjnym kluczowym czynnikiem decydującym o tym, czy poszkodowany odzyska pełną sprawność, czy też pozostanie osobą z niepełnosprawnością, jest czas.
W ramach NFZ kolejki do lekarzy specjalistów (np. ortopedów, neurochirurgów) oraz na rehabilitację potrafią ciągnąć się miesiącami, a nawet latami. Dla osoby, która ma skomplikowane złamanie lub uraz kręgosłupa, czekanie pół roku na zabieg fizjoterapeutyczny to ogromne ryzyko powikłań i trwałego uszczerbku na zdrowiu. W takich sytuacjach leczenie prywatne nie jest luksusem – staje się absolutną koniecznością.
Ubezpieczyciele przez lata próbowali argumentować, że poszkodowani powinni leczyć się wyłącznie na NFZ, aby „minimalizować rozmiar szkody” (czyli nie generować dodatkowych kosztów dla ubezpieczalni). Sądy na szczęście ukróciły te praktyki.
Kamieniem milowym w sporach między poszkodowanymi a ubezpieczycielami była uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 19 maja 2016 roku (sygn. akt III CZP 63/15). Sąd jednoznacznie orzekł, że:
To ubezpieczyciel, chcąc odmówić wypłaty, musi udowodnić, że prywatne leczenie było całkowicie zbędne lub niecelowe. W praktyce, przy powypadkowych urazach, wykazanie celowości szybkiego, prywatnego leczenia jest niezwykle proste.
Zakres kosztów medycznych, które można sfinansować z OC sprawcy, jest bardzo szeroki. Nie ogranicza się to jedynie do samych wizyt u lekarza. Poszkodowany może żądać zwrotu kosztów za:
Co ciekawe, przepisy prawa (art. 444 § 1 k.c.) mówią również o tym, że poszkodowany może żądać od ubezpieczyciela wyłożenia środków na leczenie z góry. Oznacza to, że nie zawsze trzeba najpierw wydać własne pieniądze, by potem starać się o ich zwrot – choć w praktyce ubezpieczyciele wolą rozliczać się na podstawie przedstawionych faktur.
To bardzo ciekawe pytanie, które dotyka relacji na linii państwo – prywatny biznes. Skoro NFZ wydaje publiczne pieniądze na ratowanie ofiar wypadków (np. transport helikopterem LPR, pobyt na OIOM-ie), to czy może żądać zwrotu tych kosztów od ubezpieczyciela sprawcy?
W historii polskiego prawa mieliśmy głośny epizod związany z tzw. „podatkiem Religi”. W 2007 roku wprowadzono przepis, na mocy którego ubezpieczyciele musieli odprowadzać ryczałtem 12% od każdej zebranej składki OC bezpośrednio do NFZ na pokrycie kosztów leczenia ofiar wypadków drogowych. Rozwiązanie to budziło jednak ogromne kontrowersje prawne i biznesowe (ubezpieczyciele straszyli drastycznym wzrostem cen polis) i ostatecznie zostało zniesione.
Obecnie w Polsce nie funkcjonuje powszechny, automatyczny system regresu NFZ wobec ubezpieczycieli OC za standardowe leczenie szpitalne ofiar wypadków. Oznacza to, że koszty pierwszej pomocy i hospitalizacji w publicznych placówkach są w dużej mierze pokrywane z budżetu państwa (czyli z naszych składek zdrowotnych). Pojawiają się jednak projekty ustaw mające na celu umożliwienie NFZ dochodzenia zwrotu kosztów leczenia bezpośrednio od sprawców wypadków, zwłaszcza tych, którzy prowadzili pod wpływem alkoholu lub środków odurzających.
Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich ucierpiał w wypadku i decyduje się na leczenie prywatne, musisz pamiętać o kilku żelaznych zasadach, aby ubezpieczyciel nie odrzucił wniosku o refundację:
Ubezpieczenie OC sprawcy to nie tylko ochrona jego portfela przed roszczeniami za uszkodzony zderzak. To przede wszystkim gwarancja dla poszkodowanego, że jego zdrowie i powrót do sprawności nie będą zakładnikami niewydolnego systemu publicznej opieki zdrowotnej.