Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie taką sytuację: spędzasz tygodnie na planie filmowym lub organizujesz wymagającą sesję zdjęciową. Masz podpisane umowy, zebrane zgody RODO, a modelom i aktorom wypłaciłeś umówione stawki. Wydaje się, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Tymczasem po kilku miesiącach otrzymujesz wezwanie przedsądowe, w którym jedna z osób żąda usunięcia materiałów z jej wizerunkiem lub wypłaty gigantycznego zadośćuczynienia. Brzmi jak czarny sen każdego twórcy? Niestety, w realiach prawnych Unii Europejskiej to scenariusz, który staje się coraz bardziej realny. Stwierdzenie, że twórcy wideo i fotografowie muszą mierzyć się z lawiną biurokracji, a i tak nie mogą być w stu procentach pewni swego przed sądem, zawiera w sobie zaskakująco dużo prawdy.
Aby zrozumieć, skąd bierze się ta niepewność, trzeba spojrzeć na to, jak skomplikowane jest prawo chroniące wizerunek w Unii Europejskiej. Wizerunek człowieka nie jest bowiem traktowany jako zwykły "element kadru" – to jednocześnie dobro osobiste (chronione prawem autorskim i kodeksem cywilnym) oraz dane osobowe (podlegające restrykcyjnemu RODO).
W praktyce oznacza to, że profesjonalny twórca musi posiadać:
To sprawia, że przed rozpoczęciem jakiejkolwiek produkcji twórca musi przygotować prawdziwy segregator dokumentów. Co gorsza, spełnienie wymogów jednego reżimu prawnego (np. prawa autorskiego) wcale nie oznacza, że automatycznie spełniono wymogi RODO.
Największym problemem dla branży kreatywnej jest to, że nawet najlepiej sformułowana umowa nie daje stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Sądy w Unii Europejskiej kładą ogromny nacisk na ochronę "słabszej strony" stosunku prawnego – czyli modeli, aktorów, statystów czy pracowników. Oto najczęstsze argumenty, którymi można skutecznie podważyć podpisaną umowę lub zgodę:
To klasyczny problem w relacjach, gdzie występuje zależność służbowa lub ekonomiczna. Jeśli pracodawca prosi pracownika o zapozowanie do zdjęcia promocyjnego, a ten podpisuje zgodę, sąd może później uznać, że pracownik działał pod presją utraty pracy lub pogorszenia relacji w firmie. Podobnie wygląda sytuacja na planach filmowych, gdzie młody, niedoświadczony aktor podpisuje niekorzystną umowę tuż przed wejściem na plan, będąc pod presją czasu i autorytetu reżysera. Sąd może uznać, że taka zgoda była wadliwa, ponieważ brakowało jej pełnej dobrowolności.
Unijne prawo (w tym RODO oraz przepisy konsumenckie) wymaga, aby wszelkie zgody i umowy były formułowane językiem jasnym, prostym i zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy. Jeśli umowa o wykorzystanie wizerunku została naszpikowana skomplikowanym żargonem prawniczym, a model nie miał wykształcenia prawniczego, sąd może orzec, że podpisujący nie rozumiał, na co się zgadza. W efekcie taka zgoda może zostać uznana za bezskuteczną.
To jeden z największych koszmarów branży reklamowej. Zgodnie z art. 7 ust. 3 RODO, osoba, która wyraziła zgodę na przetwarzanie swoich danych (a wizerunek to dane osobowe), może tę zgodę wycofać w dowolnym momencie, a wycofanie to musi być tak samo łatwe jak jej wyrażenie.
Jeśli twórca oparł publikację filmu wyłącznie na "zgodzie RODO", model może po roku powiedzieć: "cofam zgodę". Choć cofnięcie to działa tylko na przyszłość, dalsze rozpowszechnianie filmu z tą osobą staje się nielegalne. Aby się przed tym bronić, profesjonaliści nie opierają się na samej "zgodzie", lecz zawierają odpłatne umowy dwustronne, gdzie podstawą przetwarzania danych jest realizacja kontraktu (art. 6 ust. 1 lit. b RODO), a nie zwykła zgoda. Niemniej jednak, spory na tym tle wciąż są niezwykle skomplikowane i ryzykowne.
W Twoim pytaniu pojawia się niezwykle ciekawy wątek: czy sąd może zakwestionować umowę, argumentując, że twórca (lub producent) uzyskuje zbyt wysokie zarobki? Tak, i jest to w pełni usankcjonowane prawnie!
Mowa tutaj o tzw. klauzuli bestsellerowej (ang. bestseller clause), która została ujednolicona na poziomie unijnym w art. 20 Dyrektywy DSM (w sprawie prawa autorskiego na jednolitym rynku cyfrowym) i funkcjonuje w polskim prawie jako art. 44 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Jak to działa w praktyce?
Jeśli aktor, model, scenarzysta czy inny współtwórca podpisze umowę na jednorazowe, ryczałtowe wynagrodzenie (np. 1000 zł za udział w spocie lub filmie), a projekt ten nieoczekiwanie odniesie gigantyczny sukces komercyjny i przyniesie producentowi miliony zysków, powstaje rażąca dysproporcja. W takiej sytuacji "słabszy" twórca ma pełne prawo pójść do sądu i żądać dodatkowego, sprawiedliwego wynagrodzenia. Sąd może wówczas zmodyfikować ważną, podpisaną umowę i nakazać producentowi wypłatę dodatkowych środków, uznając, że pierwotne wynagrodzenie stało się rażąco zaniżone w stosunku do ostatecznych zysków.
Dodatkowo, w prawie cywilnym istnieje instytucja wyzysku (w Polsce art. 388 Kodeksu Cywilnego). Jeśli jedna ze stron (np. fotograf) wykorzysta przymusowe położenie, niedoświadczenie lub niedołęstwo drugiej strony (np. początkującej modelki), aby zawrzeć umowę skrajnie dla niej niekorzystną (np. darmowe pozowanie do zdjęć, które potem zostaną sprzedane za ogromne kwoty), sąd może taką umowę unieważnić lub nakazać wyrównanie świadczeń.
Choć ryzyko prawne w UE jest wysokie, nie oznacza to, że twórcy są całkowicie bezbronni. Kluczem jest odejście od "partyzanckich" metod i wdrożenie profesjonalnych standardów:
Stwierdzenie, o które pytasz, jest w przeważającej mierze prawdziwe. Twórcy w UE rzeczywiście muszą operować w gąszczu skomplikowanych procedur i zgód, a unijne oraz krajowe sądownictwo stoi na straży ochrony jednostki, co sprawia, że nawet podpisany dokument może zostać podważony, jeśli narusza zasady dobrowolności, przejrzystości lub rażąco faworyzuje finansowo tylko jedną stronę.