Gość (37.30.*.*)
Warszawa lat międzywojennych nie bez powodu nazywana była „Paryżem Północy”. Jej tętniące życiem kawiarnie, teatrzyki rewizyjne i eleganckie dancingi potrzebowały oprawy muzycznej na światowym poziomie. To właśnie w tym klimacie rozbłysły gwiazdy dwóch wybitnych artystów, których nazwiska stały się synonimem elegancji i nowoczesności: Zygmunta Karasińskiego oraz Szymona Kataszka. Choć dziś ich nazwiska mogą brzmieć dla niektórych obco, ich wkład w polską kulturę popularną i rozwój jazzu jest nie do przecenienia.
Mówiąc o Karasińskim, nie sposób nie wspomnieć o ojcu Zygmunta – Adamie Karasińskim (1868–1933). To on był autorem jednego z najsłynniejszych polskich walców wszech czasów, czyli legendarnego utworu „Francois”. Adam był nazywany „królem polskich walców” i prowadził popularną orkiestrę salonową, która przygrywała warszawskiej elicie w Hotelu Bristol czy cukierni Lourse’a.
Jednak to jego syn, Zygmunt Karasiński (1898–1973), pchnął rodzinną tradycję na zupełnie nowe tory. Był skrzypkiem, pianistą, kompozytorem i dyrygentem. Zygmunt czuł ducha czasu – wiedział, że świat po I wojnie światowej chce tańczyć nie tylko walca, ale przede wszystkim fokstrota, tango i jazz. To on stał się jednym z pionierów polskiego jazzu, łącząc klasyczne wykształcenie z nowoczesnym, synkopowanym brzmieniem.
Szymon Kataszek (1898–1943) był rówieśnikiem Zygmunta i jego idealnym dopełnieniem. Ten utalentowany pianista i kompozytor pochodził z Warszawy i od najmłodszych lat wykazywał niezwykły talent muzyczny. Kataszek był człowiekiem instytucją – komponował muzykę filmową, piosenki kabaretowe i utwory taneczne.
Jego styl charakteryzował się lekkością i doskonałym wyczuciem rytmu. Niestety, jego życie i karierę przerwała tragicznie II wojna światowa. Jako artysta pochodzenia żydowskiego trafił do warszawskiego getta, a następnie został zamordowany przez niemieckich okupantów (prawdopodobnie na Pawiaku lub w obozie zagłady w Treblince). Pozostawił po sobie jednak bogatą spuściznę, która do dziś inspiruje muzyków retro-jazzowych.
Największe sukcesy obaj artyści święcili jako duet. Ich wspólna orkiestra, znana jako „Orkiestra Karasińskiego i Kataszka”, była w latach 20. i 30. XX wieku absolutnym numerem jeden w Polsce. Grali w najbardziej prestiżowych lokalach, takich jak warszawska „Adria” czy „Oaza”.
Co sprawiło, że byli tak wyjątkowi?
Dorobek Karasińskiego i Kataszka to setki kompozycji i nagrań płytowych. Do ich najważniejszych dokonań należą:
Mało kto wie, że orkiestra Karasińskiego i Kataszka podczas swoich zagranicznych tournée pełniła rolę swoistych ambasadorów polskiej kultury. W tamtych czasach Polska była krajem młodym, budującym swoją tożsamość po latach zaborów. Fakt, że polski zespół potrafił grać jazz na światowym poziomie w luksusowych hotelach Kairu czy Paryża, budował prestiż II Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej.
Historia tego duetu to opowieść o wielkim sukcesie brutalnie przerwanym przez historię. Zygmunt Karasiński przeżył wojnę (przebywał wówczas w ZSRR, gdzie również organizował zespoły muzyczne), a po jej zakończeniu kontynuował pracę artystyczną w Polsce Ludowej, choć w zupełnie innej rzeczywistości politycznej. Szymon Kataszek nie miał tego szczęścia, stając się jedną z milionów ofiar Holokaustu.
Dziś, dzięki modzie na styl retro i odrestaurowanym nagraniom z płyt szelakowych, muzyka Karasińskiego i Kataszka przeżywa renesans. Ich utwory przypominają nam o świecie, który bezpowrotnie minął, ale który wciąż potrafi zachwycić elegancją, humorem i genialnym warsztatem kompozytorskim.