Gość (37.30.*.*)
Przeglądając media społecznościowe, trudno nie odnieść wrażenia, że żyjemy w epoce wielkiej korekty. Niezależnie od tego, czy mowa o parzeniu kawy, sposobie wiązania butów, czy technikach oddychania podczas snu – zawsze znajdzie się ktoś, kto wytłumaczy nam, że robimy to źle. Zjawisko to stało się tak powszechne, że zyskało już miano „kultury eksperckiej”, która zamiast edukować, często wpędza nas w poczucie winy i niekompetencji we własnym życiu.
Mechanizm ten nie jest przypadkowy i ma silne podłoże w tym, jak działają dzisiejsze algorytmy. W świecie przeładowanym informacjami, tradycyjne porady typu „jak coś zrobić” przestają przyciągać uwagę. O wiele lepiej klikają się nagłówki szokujące, podważające status quo, takie jak: „Całe życie źle myłeś zęby” lub „Ten jeden błąd w Twojej diecie niszczy Twoje zdrowie”.
Krytyka i wytykanie błędów budują natychmiastowe zaangażowanie. Kiedy ktoś mówi nam, że robimy coś źle, czujemy naturalny impuls, by sprawdzić, o co chodzi – albo z ciekawości, albo z lęku przed popełnieniem błędu. Dla twórców treści (nie zawsze będących realnymi ekspertami) jest to najprostsza droga do zdobycia zasięgów. Kontrowersja i autorytatywny ton budują wizerunek osoby, która „wie lepiej”, co w oczach odbiorcy automatycznie podnosi jej status.
Kolejnym powodem tego zjawiska jest wszechobecna moda na optymalizację życia (tzw. life hacking). Żyjemy w kulturze nastawionej na efektywność. Skoro możemy robić coś „lepiej”, „szybciej” lub „zdrowiej”, to robienie tego w sposób zwyczajny zaczyna być postrzegane jako marnotrawstwo potencjału. Eksperci od wszystkiego – od biohackingu po finanse osobiste – bombardują nas wizją życia idealnego, w którym każdy ruch jest przemyślany i naukowo uzasadniony.
Problem polega na tym, że człowiek nie jest maszyną. Próba zoptymalizowania każdego aspektu codzienności – od momentu wystawienia stopy z łóżka po ostatnią myśl przed zaśnięciem – prowadzi do paraliżu decyzyjnego i chronicznego stresu. Zamiast cieszyć się poranną kawą, zastanawiamy się, czy poziom kortyzolu w naszym organizmie jest już na tyle niski, by kofeina nam nie zaszkodziła.
Warto zadać sobie pytanie, kto właściwie nas krytykuje. W dobie internetu granica między rzeczywistym ekspertem z wieloletnim doświadczeniem a influencerem, który przeczytał jeden artykuł i zgrabnie go streścił, uległa zatarciu. Prawdziwa nauka rzadko operuje kategorycznymi stwierdzeniami typu „zawsze” lub „nigdy”. Prawdziwi eksperci zazwyczaj podkreślają, że „to zależy” od indywidualnych uwarunkowań. Jeśli więc widzisz kogoś, kto z absolutną pewnością twierdzi, że niemal wszystko, co robisz, jest błędem, prawdopodobnie masz do czynienia z marketingiem, a nie z rzetelną wiedzą.
Ciągłe wytykanie błędów ma realny wpływ na nasz dobrostan psychiczny. Może prowadzić do:
Ciekawostką jest fakt, że psychologia zna zjawisko zwane efektem Dunninga-Krugera. Często to właśnie osoby o najmniejszej wiedzy w danej dziedzinie mają największą skłonność do pouczania innych i wypowiadania się w sposób autorytatywny. Prawdziwi specjaliści są zazwyczaj znacznie bardziej powściągliwi w krytykowaniu cudzych nawyków.
Kluczem do przetrwania w tej zalewie krytyki jest filtrowanie informacji. Zamiast brać każdą poradę do serca, warto zadać sobie kilka pytań: Czy ta zmiana faktycznie wpłynie na jakość mojego życia? Czy osoba udzielająca rady ma odpowiednie kompetencje? Czy jej ton jest edukacyjny, czy jedynie oceniający?
Pamiętajmy, że większość rzeczy, które robimy „zwyczajnie”, jest w zupełności wystarczająca. Nie musimy być mistrzami świata w spaniu, jedzeniu czy odpoczywaniu. Czasami „dobrze” jest po prostu wystarczająco dobre, a szukanie błędów w każdym swoim działaniu to najkrótsza droga do utraty radości z życia. Moda na krytykowanie wszystkiego prawdopodobnie przeminie, ustępując miejsca innemu trendowi, ale nasze zdrowie psychiczne i spokój są wartościami, o które warto dbać niezależnie od panujących trendów.