Gość (37.30.*.*)
Zjawisko, o którym mowa, nie jest mitem – to fakt potwierdzony przez psychologię rozwojową, socjologię oraz neurobiologię. To, co dla naszych dziadków było nie do pomyślenia, dla nas jest codziennością, a dla naszych dzieci będzie „przezroczystym” elementem rzeczywistości. Mechanizm ten jest kluczowy dla adaptacji gatunku ludzkiego, choć bywa źródłem niekończących się sporów przy rodzinnym stole. Psychologowie mają na to kilka konkretnych terminów i teorii, które rzucają światło na to, dlaczego nasz „kompas normalności” tak bardzo różni się w zależności od daty urodzenia.
Jednym z najciekawszych pojęć tłumaczących to zjawisko jest tzw. Shifting Baseline Syndrome (syndrom przesuniętej linii bazowej). Choć termin ten wywodzi się z ekologii, psychologia społeczna zaadaptowała go do opisu zmian norm kulturowych. Polega on na tym, że każde pokolenie przyjmuje stan świata, który zastało w młodości, za naturalny punkt wyjścia.
Jeśli dorastasz w świecie, w którym telefon jest przedłużeniem ręki, a praca zdalna z drugiego końca świata jest standardem, nie widzisz w tym nic nadzwyczajnego. Dla osoby, która przez 40 lat budowała etos pracy oparty na fizycznej obecności w biurze i bezpośrednim kontakcie, ta nowa rzeczywistość może wydawać się „rozleniwieniem” lub „upadkiem relacji”. Obie strony mają rację w ramach swoich linii bazowych, ale te linie znajdują się w zupełnie innych miejscach.
Z punktu widzenia psychologii behawioralnej kluczowym procesem jest habituacja. To najprostsza forma uczenia się, polegająca na wygasaniu reakcji na bodziec, który powtarza się regularnie i nie niesie ze sobą istotnych konsekwencji (kary lub nagrody).
Dla starszego pokolenia nowy trend – na przykład publiczne dzielenie się emocjami w mediach społecznościowych – jest silnym, często drażniącym bodźcem. Dla osoby, która „nasiąkała” tym od dziecka, ten bodziec stał się neutralny. Mózg młodszej osoby przestał na niego reagować emocjonalnie, bo uznał go za stały element krajobrazu. To, co dla starszych jest „szokujące”, dla młodszych jest po prostu „tłem”.
Już Sokrates miał twierdzić, że młodzież jego czasów „kocha luksus, ma złe maniery i gardzi autorytetem”. To pokazuje, że konflikt pokoleniowy i różnice w postrzeganiu norm są wpisane w naszą naturę od wieków. Każde pokolenie uważa, że to następne „przesadza”.
Psychologia rozwojowa wskazuje na ogromne znaczenie tzw. okresu formacyjnego (zazwyczaj między 15. a 25. rokiem życia). To wtedy kształtuje się nasza tożsamość, system wartości i poglądy na świat. Mózg w tym wieku jest niezwykle plastyczny, a doświadczenia społeczne zapisują się w nim wyjątkowo trwale.
Zjawiska, które zachodzą w tym czasie, stają się dla nas „naturalnym porządkiem rzeczy”. Jeśli w Twoim okresie formacyjnym normą stała się dbałość o zdrowie psychiczne i chodzenie na terapię, będziesz to uważać za przejaw dojrzałości. Dla kogoś, czyj okres formacyjny przypadł na czasy, gdy o problemach mówiło się tylko szeptem, ta sama otwartość może być postrzegana jako „niepotrzebne użalanie się nad sobą”.
Nie wynika to ze złośliwości, ale z biologii i ekonomii poznawczej. Nasz mózg uwielbia to, co znane, ponieważ przetwarzanie znanych schematów zużywa mniej energii. Zjawisko to nazywamy efektem czystej ekspozycji – mamy tendencję do oceniania wyżej tych rzeczy i zachowań, z którymi mieliśmy częściej do czynienia.
Z wiekiem plastyczność neuronalna spada, a utrwalone schematy poznawcze stają się sztywniejsze. Przyjęcie nowej normy wymaga od starszej osoby przebudowania fundamentów, na których opierała swoje rozumienie świata przez dekady. Dla młodszej osoby nie ma żadnej „przebudowy”, bo ona buduje swój świat na tych nowych fundamentach od zera.
Nauka nie rozstrzyga, która postawa jest „lepsza”. Potwierdza jedynie, że nasza percepcja rzeczywistości jest subiektywna i silnie uzależniona od kontekstu, w jakim dorastaliśmy. To, co dziś uznajemy za kontrowersyjne, za 30 lat będzie fundamentem konserwatyzmu dla przyszłych pokoleń. Zrozumienie tych mechanizmów – syndromu przesuniętej linii bazowej czy habituacji – pozwala na większą empatię w dialogu międzygeneracyjnym. Zamiast oceniać, warto zapytać: „Jak wyglądał świat, kiedy ty się go uczyłeś?”.