Gość (37.30.*.*)
Często spotykamy się z określeniem „dzieci i młodzież” w komunikatach urzędowych, programach edukacyjnych czy ofertach zajęć sportowych. Choć na pierwszy rzut oka siedmiolatek i siedemnastolatek to dwa zupełnie inne światy, w wielu aspektach życia społecznego i prawnego są oni traktowani jako jedna, spójna grupa. Wynika to z kilku kluczowych czynników, które łączą te dwa etapy rozwoju człowieka, mimo widocznych różnic w zachowaniu czy potrzebach.
Najważniejszym powodem, dla którego te dwie grupy są zestawiane razem, jest prawo. Zgodnie z Konwencją o Prawach Dziecka przyjętą przez ONZ, dzieckiem jest każda osoba, która nie ukończyła 18. roku życia. Oznacza to, że z perspektywy międzynarodowych standardów prawnych, zarówno niemowlę, jak i maturzysta, znajdują się w tej samej kategorii osób wymagających szczególnej opieki i ochrony.
W polskim systemie prawnym sytuacja wygląda podobnie. Do momentu osiągnięcia pełnoletności młody człowiek pozostaje pod władzą rodzicielską i nie posiada pełnej zdolności do czynności prawnych. To sprawia, że instytucje państwowe, szkoły czy organizacje pozarządowe operują terminem „dzieci i młodzież”, aby objąć nim wszystkich, którzy formalnie nie są jeszcze dorośli i za których decyzje odpowiadają opiekunowie prawni.
Choć nastolatkowie często chcieliby być postrzegani jako dorośli, ich biologia mówi co innego. Proces dojrzewania mózgu trwa znacznie dłużej, niż mogłoby się wydawać – zazwyczaj kończy się dopiero około 25. roku życia. Zarówno u dzieci, jak i u młodzieży, kluczowe obszary mózgu, takie jak kora przedczołowa (odpowiedzialna za planowanie, ocenę ryzyka i kontrolę impulsów), są wciąż w fazie intensywnej przebudowy.
To biologiczne pokrewieństwo sprawia, że psycholodzy i pedagodzy patrzą na te grupy jako na osoby będące w fazie „stawania się”. Zarówno kilkulatek uczący się dzielić zabawkami, jak i nastolatek szukający swojej tożsamości, przechodzą przez procesy rozwojowe, które wymagają wsparcia, cierpliwości i odpowiednio dostosowanych metod wychowawczych.
Kolejnym powodem jest struktura naszego społeczeństwa, a konkretnie system edukacji. Dzieci i młodzież spędzają większość swojego czasu w placówkach oświatowych. Od przedszkola po szkołę ponadpodstawową, młodzi ludzie funkcjonują w podobnym rytmie dnia, podlegają tym samym reformom edukacyjnym i korzystają z tych samych systemów wsparcia (np. psychologa szkolnego czy pielęgniarki).
Dla instytucji organizujących czas wolny, takich jak domy kultury czy kluby sportowe, podział na „dzieci i młodzież” jest po prostu praktyczny. Pozwala on na oddzielenie oferty skierowanej do osób uczących się od oferty dla dorosłych pracujących. Jest to demograficzny skrót myślowy, który ułatwia zarządzanie projektami społecznymi i edukacyjnymi.
Warto wiedzieć, że pojęcie „adolescencji” (młodzieńczy wiek) jako odrębnego etapu życia jest stosunkowo nowe. Jeszcze w XIX wieku dzieci bardzo szybko wchodziły w świat dorosłych, często podejmując pracę zarobkową już w wieku 12-13 lat. Dopiero rozwój psychologii w XX wieku i wprowadzenie obowiązku szkolnego sprawiły, że zauważono potrzebę wyodrębnienia okresu przejściowego między dzieciństwem a dorosłością.
Ostatnim filarem łączącym te grupy jest zależność od dorosłych. Zarówno dziesięciolatek, jak i siedemnastolatek, w większości przypadków pozostają na utrzymaniu rodziców. Ta ekonomiczna niesamodzielność sprawia, że w polityce socjalnej państwa (np. przyznawanie zasiłków, ulg na przejazdy czy darmowej opieki medycznej) są oni traktowani jako grupa wymagająca wsparcia systemowego.
Zestawianie dzieci i młodzieży razem nie ma na celu umniejszania dojrzałości tych starszych. Jest to raczej wyraz uznania, że cały okres dorastania – od pierwszych kroków po egzamin dojrzałości – jest czasem szczególnym, w którym człowiek zasługuje na dodatkową ochronę, przestrzeń do popełniania błędów i warunki do bezpiecznego rozwoju.