Gość (37.30.*.*)
Wielu kierowców, stojąc pod dystrybutorem na stacji benzynowej, zadaje sobie to samo pytanie: skoro państwo i organizacje międzynarodowe tak mocno naciskają na rezygnację z aut spalinowych, to dlaczego pieniądze, które zostawiamy w "paliwie", nie wracają do nas w postaci idealnie działającej kolei czy autobusów? To klasyczny paradoks współczesnej polityki transportowej. Z jednej strony słyszymy o konieczności walki z wykluczeniem komunikacyjnym, a z drugiej – system finansowania transportu zbiorowego wciąż wydaje się dziurawy jak stara droga krajowa.
Zanim przejdziemy do pomysłu nowej opłaty, warto zrozumieć, co obecnie składa się na cenę litra benzyny czy diesla. To nie tylko koszt surowca i marża stacji. W każdym litrze ukryta jest akcyza, podatek VAT oraz tzw. opłata paliwowa. Ta ostatnia jest kluczowa dla Twojego pytania.
Obecnie wpływy z opłaty paliwowej trafiają do dwóch głównych worków: Krajowego Funduszu Drogowego (KFD) oraz Funduszu Kolejowego. Problem polega na proporcjach. Przez lata lwią część tych środków (około 80%) pochłaniały drogi – budowa autostrad i dróg ekspresowych była priorytetem inwestycyjnym ostatnich dekad. Kolej musiała zadowolić się pozostałymi 20%. Choć te proporcje powoli się zmieniają, zapotrzebowanie na modernizację torowisk i zakup nowego taboru jest tak ogromne, że obecne środki to wciąż kropla w morzu potrzeb.
Dlaczego nie przeznacza się na to większej części dochodów? Odpowiedź jest prozaiczna: budżet państwa to system naczyń połączonych. Dochody z akcyzy czy VAT-u od paliw nie są "znaczone" – trafiają do ogólnego worka, z którego finansuje się służbę zdrowia, edukację czy obronność. Gdyby nagle przesunąć te miliardy wyłącznie na transport publiczny, powstałaby gigantyczna dziura w innych sektorach.
Propozycja wprowadzenia dodatkowej opłaty w wysokości 1,05% od ceny benzyny i LPG, dedykowanej wyłącznie transportowi zbiorowemu, jest ciekawym rozwiązaniem, które ma swoje jasne i ciemne strony. Z punktu widzenia ekonomii i ekologii, taki ruch wpisuje się w zasadę "zanieczyszczający płaci".
Zalety takiego rozwiązania:
Wyzwania i ryzyka:
Sprawdźmy, jak taka opłata wpłynęłaby na portfel przeciętnego kierowcy. Przyjmijmy średnią cenę benzyny 95 na poziomie 6,60 zł za litr.
Krok 1: Obliczenie wartości opłaty dla jednego litra.
Wzór: Cena paliwa × procent opłaty
6,60 zł × 0,0105 = 0,0693 zł
Krok 2: Zaokrąglenie wyniku.
Wychodzi nam około 7 groszy na litrze.
Krok 3: Skala tankowania.
Jeśli tankujesz pełny bak (50 litrów), dopłacasz:
50 × 0,0693 zł = 3,465 zł, czyli około 3,47 zł.
Krok 4: Skala roczna.
Przyjmując, że średni kierowca przejeżdża 15 000 km rocznie, a auto pali 7l/100km, zużywa on 1050 litrów paliwa rocznie.
1050 × 0,0693 zł ≈ 72,77 zł rocznie.
Z perspektywy jednostki, 73 złote rocznie to kwota niemal niezauważalna. Jednak w skali całego kraju, gdzie zużycie benzyny i LPG liczy się w miliardach litrów, kwota ta mogłaby realnie odmienić oblicze polskiej kolei i transportu autobusowego.
Politycy często obawiają się wprowadzania nowych danin na paliwo, ponieważ cena benzyny jest w Polsce wskaźnikiem bardzo emocjonalnym. Każda podwyżka o kilka groszy jest szeroko komentowana w mediach. Dodatkowo, infrastruktura kolejowa wymaga czasu – budowa nowej linii to proces trwający dekadę, podczas gdy dziurę w asfalcie można załatać w kilka dni. To sprawia, że inwestycje drogowe są "wdzięczniejsze" politycznie, bo szybciej widać ich efekt.
Warto też zauważyć, że Unia Europejska wymusza na państwach członkowskich reformy poprzez systemy handlu emisjami (ETS2), które w przyszłości i tak podniosą ceny paliw kopalnych. Wprowadzenie wewnętrznej opłaty komunikacyjnej mogłoby być sposobem na przygotowanie infrastruktury, zanim te unijne regulacje uderzą nas bezpośrednio po kieszeni.
W niektórych krajach, np. w Szwajcarii, finansowanie transportu publicznego jest ściśle powiązane z opłatami od pojazdów ciężarowych i paliw. Dzięki temu Szwajcarzy posiadają jedną z najgęstszych i najbardziej punktualnych sieci kolejowych na świecie. System ten opiera się na funduszu BIF (Bahninfrastrukturfonds), który jest zasilany m.in. z podatku od towarów i usług oraz części opłat drogowych. To dowód na to, że model, o który pytasz, w praktyce może działać doskonale i przynieść korzyści wszystkim obywatelom, nie tylko tym podróżującym pociągami.