Gość (37.30.*.*)
Wprowadzenie nowych podatków lub podwyżka stawek VAT na konkretne grupy produktów spożywczych to temat, który zawsze budzi ogromne emocje – nie tylko u ekonomistów, ale przede wszystkim u konsumentów. Czy zmiana ceny o kilka lub kilkanaście procent faktycznie jest w stanie sprawić, że zrezygnujemy z ulubionej szynki lub słodkiej przekąski? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednowymiarowa, ponieważ zależy od tzw. elastyczności cenowej popytu oraz zasobności portfela danej grupy społecznej.
W przypadku podniesienia stawki VAT na mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego o zaledwie jeden punkt procentowy (z 5% do 6%), realna zmiana ceny na półce sklepowej byłaby niemal nieodczuwalna dla przeciętnego klienta. Przykładowo, jeśli kilogram schabu kosztuje 25 zł, podwyżka podatku o 1% oznaczałaby wzrost ceny o około 25 groszy.
W ekonomii przyjmuje się, że tak małe wahania cen mieszczą się w granicach błędu statystycznego lub codziennych promocji sklepowych. Większość konsumentów prawdopodobnie nawet nie zauważyłaby tej zmiany, a co za tym idzie – ich nawyki żywieniowe pozostałyby bez zmian. Mięso w polskiej kulturze kulinarnej jest produktem o stosunkowo niskiej elastyczności cenowej, co oznacza, że nawet przy niewielkich wzrostach cen, popyt na nie drastycznie nie spada.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku wprowadzenia nowego, 10-procentowego podatku na cukier, sól, olej palmowy i kokosowy. Tutaj mówimy już o realnym wzroście cen, który w połączeniu z marżami handlowymi mógłby być wyraźnie widoczny na paragonie.
Doświadczenia z krajów, które wprowadziły tzw. "sugar tax" (w tym z Polski), pokazują, że konsumenci reagują na wzrost cen słodzonych napojów. W Polsce po wprowadzeniu opłaty cukrowej w 2021 roku, sprzedaż napojów słodzonych spadła o około 20-30% w ciągu pierwszego roku. Warto jednak zauważyć, że spadek ten dotyczył głównie napojów gazowanych, a konsumenci często przerzucali się na wodę lub soki (które były zwolnione z opłaty).
Wprowadzenie progu 10 g cukru na 100 g produktu uderzyłoby głównie w:
Opodatkowanie oleju palmowego i soli wpłynęłoby przede wszystkim na ceny żywności wysokoprzetworzonej (chipsy, gotowe dania, fast food). Ponieważ olej palmowy jest jednym z najtańszych tłuszczów stosowanych w przemyśle, jego opodatkowanie zmusiłoby producentów albo do podniesienia cen, albo do zmiany receptur na zdrowsze (np. olej rzepakowy lub słonecznikowy), co samo w sobie byłoby sukcesem prozdrowotnym, nawet bez zmiany nawyków zakupowych klienta.
Na podstawie dostępnych badań ekonomicznych i analiz zachowań konsumenckich (m.in. raportów WHO dotyczących podatków prozdrowotnych), można szacować, jak liczne grupy zareagowałyby na takie zmiany:
Szacuje się, że wprowadzenie 10-procentowego podatku na niezdrową żywność mogłoby doprowadzić do redukcji spożycia tych produktów o około 5% do 8% w skali całego społeczeństwa. Choć wydaje się to niewielką liczbą, w skali kraju oznacza to tysiące ton mniej spożytego cukru i soli rocznie, co przekłada się na mniejszą liczbę przypadków otyłości i nadciśnienia w perspektywie dekady.
Wprowadzając podatki na konkretne składniki, musimy liczyć się z tzw. efektem substytucji. Jeśli opodatkujemy cukier, ale nie opodatkujemy tłuszczów nasyconych (innych niż palmowy/kokosowy), konsumenci mogą zacząć kupować produkty, które mają mniej cukru, ale za to więcej kalorii pochodzących z tłuszczu.
Dlatego kluczowe w Twoim pytaniu jest wyłączenie owoców i warzyw – to one muszą pozostać najtańszą alternatywą, aby mechanizm podatkowy zadziałał prozdrowotnie. Bez taniej i dostępnej zdrowej żywności, podatek staje się jedynie dodatkowym obciążeniem dla najuboższych, a nie narzędziem edukacyjnym.
Aby zobrazować, jak mogłoby to wyglądać w praktyce, spójrzmy na prostą kalkulację:
Różnica 30 groszy dla wielu osób jest zbyt mała, by zrezygnować z wygody gotowego produktu. Dopiero różnice sięgające 20% ceny (według rekomendacji WHO) uznaje się za próg, który realnie i masowo zmienia nawyki żywieniowe społeczeństwa w sposób trwały. Przy 10% podatku zmiana byłaby zauważalna, ale raczej ewolucyjna niż rewolucyjna.