Gość (37.30.*.*)
Większość z nas słyszała o śladzie cyfrowym, ale termin „cyfrowy tatuaż” (ang. digital tattoo) znacznie lepiej oddaje naturę tego, co robimy w sieci. O ile ślady stóp na piasku zmywa pierwsza lepsza fala, o tyle tatuaż zostaje z nami na całe życie. W świecie internetu każda wrzucona fotka, każdy komentarz napisany pod wpływem emocji czy nawet polubienie kontrowersyjnego posta, stają się trwałym elementem naszej tożsamości, którego niemal nie da się usunąć.
Cyfrowy tatuaż to suma wszystkich informacji o nas, które są dostępne w internecie. Składają się na niego nie tylko treści, które sami publikujemy (posty na Facebooku, zdjęcia na Instagramie, wpisy na blogu), ale także dane zbierane przez algorytmy, opinie innych o nas oraz informacje, którymi dzielą się nasi znajomi (np. oznaczając nas na zdjęciach).
Kluczową cechą tego zjawiska jest jego trwałość i łatwość wyszukiwania. Nawet jeśli usuniemy post, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że został on zarchiwizowany przez boty, zapisany w pamięci podręcznej wyszukiwarek lub – co gorsza – ktoś zdążył zrobić zrzut ekranu. Internet ma fenomenalną pamięć i rzadko wybacza błędy z przeszłości.
Choć wrzucanie zdjęć z wakacji wydaje się niewinne, cyfrowy tatuaż niesie ze sobą szereg realnych niebezpieczeństw, które mogą wpłynąć na nasze życie poza siecią:
Profilaktyka w przypadku cyfrowego tatuażu jest znacznie prostsza niż próba jego „laserowego usunięcia”. Oto kilka zasad, które warto wprowadzić w życie:
Edukacja w zakresie cyfrowego tatuażu nie powinna opierać się na zakazach i straszeniu, bo to zazwyczaj przynosi odwrotny skutek. Zamiast mówić „nie używaj internetu”, lepiej uczyć „używaj go świadomie”.
W szkołach i domach warto kłaść nacisk na budowanie empatii cyfrowej – uświadamianie, że po drugiej stronie ekranu zawsze jest człowiek. Ważne jest też tłumaczenie mechanizmów działania internetu: tego, że nic w nim nie jest darmowe (płacimy danymi) i nic nie ginie. Dobrym ćwiczeniem dla młodzieży jest wspólne analizowanie profili osób publicznych i zastanawianie się, jaki wizerunek budują poprzez swoje publikacje.
W Unii Europejskiej funkcjonuje RODO, które daje nam tzw. „prawo do bycia zapomnianym”. Możemy żądać od wyszukiwarek usunięcia linków do informacji, które są nieadekwatne, nieistotne lub nadmiarowe. Nie oznacza to jednak, że treść znika z internetu całkowicie – znika jedynie ścieżka, która do niej prowadzi w Google czy Bing.
Choć termin ten kojarzy się głównie negatywnie, cyfrowy tatuaż może być naszym sprzymierzeńcem. W dobie gospodarki opartej na wiedzy i wizerunku, świadome budowanie śladu cyfrowego to potężne narzędzie personal brandingu.
Pozytywny cyfrowy tatuaż pozwala na:
Kluczem jest przejęcie kontroli nad „igłą”, która wykonuje ten tatuaż. Zamiast pozwalać przypadkowym zdarzeniom kształtować nasz wizerunek, możemy sami zdecydować, co chcemy przekazać światu i jak chcemy zostać zapamiętani w cyfrowej wieczności.