Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia astronomiczna często podsuwa nam scenariusze rodem z filmów science-fiction, ale zamiana atmosfer między Ziemią a Jowiszem to wizja, która kończy się spektakularną katastrofą dla obu planet. Choć obie krążą wokół tego samego Słońca, ich składy chemiczne, masa i grawitacja są tak skrajnie różne, że taka „przeprowadzka” gazów skończyłaby się niemal natychmiastowym unicestwieniem życia na Ziemi i gigantycznymi zmianami chemicznymi na Jowiszu.
Gdybyśmy nagle zastąpili nasz życiodajny tlen i azot mieszanką jowiszową, czyli głównie wodorem (ok. 90%) i helem (ok. 10%), skutki byłyby natychmiastowe. Pierwszym i najbardziej oczywistym problemem byłby brak tlenu. Wszystkie organizmy tlenowe, w tym ludzie, przestałyby oddychać w ciągu kilku minut. Ale to dopiero początek problemów fizycznych.
Wodór i hel to najlżejsze pierwiastki we wszechświecie. Grawitacja Ziemi jest zbyt słaba, aby utrzymać tak lekkie gazy przez dłuższy czas. Podczas gdy nasza obecna atmosfera (cięższy azot i tlen) trzyma się powierzchni planety całkiem nieźle, jowiszowe gazy zaczęłyby po prostu uciekać w przestrzeń kosmiczną. Ziemia powoli traciłaby swoją nową otoczkę, stając się globem niemal pozbawionym ochrony przed promieniowaniem kosmicznym.
Co więcej, gdyby w nowej atmosferze pozostały resztki ziemskiego tlenu, wystarczyłaby jedna iskra – uderzenie pioruna czy wybuch wulkanu – by doszło do gigantycznej eksplozji. Mieszanka wodoru i tlenu jest skrajnie wybuchowa, więc Ziemia mogłaby dosłownie stanąć w ogniu.
Z perspektywy Jowisza sytuacja wyglądałaby jeszcze bardziej dramatycznie. Jowisz to gazowy olbrzym składający się głównie z wodoru. Wpuszczenie tam ziemskiej atmosfery, która zawiera około 21% tlenu, to jak wrzucenie zapałki do beczki z benzyną, tyle że na skalę planetarną.
Tlen jest silnym utleniaczem. W kontakcie z ogromnymi zasobami wodoru na Jowiszu doszłoby do gwałtownej reakcji chemicznej, której produktem byłaby... woda (~$H_2O~#$). Zamiast błękitnego nieba, jakie znamy z Ziemi, na Jowiszu doszłoby do niewyobrażalnych burz ogniowych, które przekształciłyby tlen i wodór w parę wodną.
Warto też pamiętać o masie. Atmosfera Ziemi to zaledwie cienka warstewka w porównaniu do ogromu Jowisza. Gdybyśmy przenieśli całą masę powietrza z Ziemi na Jowisza, zostałaby ona błyskawicznie „wciśnięta” w głąb planety przez potężną grawitację gazowego giganta. Ciśnienie na Jowiszu jest tak wielkie, że ziemskie gazy szybko przestałyby przypominać to, czym oddychamy, i zmieniłyby swój stan skupienia lub zostały wchłonięte przez niższe warstwy metalicznego wodoru.
Kluczem do zrozumienia, dlaczego taka zamiana jest niemożliwa do utrzymania, jest tzw. prędkość ucieczki i temperatura.
Często mówi się, że Jowisz to „niedoszła gwiazda”. Choć składa się z podobnych pierwiastków co Słońce (wodór i hel), ma zdecydowanie za małą masę, by w jego wnętrzu doszło do fuzji jądrowej. Musiałby być około 75-80 razy cięższy, aby stać się najmniejszym rodzajem gwiazdy – czerwonym karłem. Dodanie mu ziemskiej atmosfery w niczym by tu nie pomogło, bo masa Ziemi to przy Jowiszu zaledwie drobny ułamek procenta.
Gdybyś stał na powierzchni Ziemi w momencie zamiany (zakładając, że masz skafander kosmiczny), niebo przestałoby być błękitne. Rozpraszanie Rayleigha, które odpowiada za niebieski kolor naszej atmosfery, działa inaczej dla różnych gazów i gęstości. Atmosfera bogata w wodór i hel mogłaby wydawać się znacznie rzadsza i mniej nasycona kolorem, a ze względu na szybką ucieczkę gazów, niebo szybko stałoby się czarne, przypominając to, co widzą astronauci na Księżycu.
Z kolei Jowisz, po wielkich pożarach wywołanych ziemskim tlenem, prawdopodobnie pokryłby się gęstymi chmurami z pary wodnej, zmieniając swój charakterystyczny pasmowy wygląd na coś znacznie bardziej chaotycznego i białego.
Podsumowując, zamiana atmosfer to przepis na natychmiastową zagładę biologiczną Ziemi i chemiczne piekło na Jowiszu. To doskonałe przypomnienie, jak precyzyjnie dostrojone są warunki na naszej planecie, by mogło na niej istnieć życie.