Gość (37.30.*.*)
Sytuacja polityczna w bloku wschodnim po śmierci Józefa Stalina w marcu 1953 roku była niezwykle dynamiczna i pełna paradoksów. Ławrientij Beria, człowiek kojarzony z najkrwawszymi czystkami, paradoksalnie stał się inicjatorem pewnych „odwilżowych” zmian, ale jego stosunek do Polski i Kościoła katolickiego był podyktowany chłodną, polityczną kalkulacją. Aby zrozumieć, dlaczego to właśnie w tym krótkim okresie doszło do zaostrzenia kursu wobec prymasa Stefana Wyszyńskiego, musimy przyjrzeć się ówczesnym grom na szczytach Kremla.
Po odejściu „Wodza Narodów” w radzieckim kierownictwie zapanował strach przed destabilizacją satelitów. Beria, który objął zreformowane MSW (połączone z bezpieką), wiedział, że aby utrzymać władzę, musi z jednej strony poluzować śrubę tam, gdzie grozi wybuch (np. w NRD czy na Węgrzech), a z drugiej – brutalnie spacyfikować ośrodki, które mogłyby stać się zarzewiem buntu.
W oczach Moskwy Kościół katolicki w Polsce był jedyną zorganizowaną siłą społeczną, która nie podlegała komunistycznej kontroli. Stalin, choć brutalny, w ostatnich latach życia zachowywał pewną dozę ostrożności wobec polskiego Kościoła, obawiając się, że zbyt gwałtowny atak wywoła powstanie narodowe, którego ZSRR tuż po wojnie nie chciało pacyfikować. Beria natomiast uważał, że okres przejściowy wymaga „wyczyszczenia przedpola”.
Istnieje kilka kluczowych powodów, dla których Beria, mimo swojej opinii „reformatora” w innych dziedzinach, zgodził się na uderzenie w prymasa:
Choć Beria kojarzy się z terrorem, to właśnie on po śmierci Stalina nakazał wypuszczenie tysięcy ludzi z gułagów i wstrzymanie „sprawy lekarzy kremlowskich”. Jego zgoda na prześladowania Kościoła w Polsce pokazuje, że jego „liberalizm” kończył się tam, gdzie zaczynał się interes bezpieczeństwa państwa i kontroli nad satelitami.
Bezpośrednim impulsem do zaostrzenia działań był słynny memoriał episkopatu Polski z maja 1953 roku, znany jako „Non Possumus” (Nie możemy). Polscy biskupi kategorycznie sprzeciwili się dekretowi o obsadzaniu stanowisk kościelnych przez państwo. Dla Moskwy i Berii był to otwarty bunt.
Warto jednak zauważyć pewną nieścisłość chronologiczną, która często pojawia się w dyskusjach historycznych. Ławrientij Beria został aresztowany w czerwcu 1953 roku, a następnie rozstrzelany w grudniu. Internowanie prymasa Wyszyńskiego nastąpiło 25 września 1953 roku. Oznacza to, że choć Beria przygotował grunt pod te działania i wyraził na nie zgodę w fazie planowania (wiosną 1953), samą decyzję ostatecznie „pobłogosławili” jego następcy i rywale – Nikita Chruszczow oraz Gieorgij Malenkow.
Stalin traktował Polskę w sposób specyficzny. Wiedział, że religijność Polaków jest głęboka i inna niż w prawosławnej Rosji. Stosował metodę „gotowania żaby” – powolnego ograniczania wpływów Kościoła. Po jego śmierci zniknął ten swoisty „hamulec” autorytetu. Nowe kierownictwo na Kremlu, czując się niepewnie, uznało, że musi działać szybciej i bardziej zdecydowanie, aby pokazać siłę.
Beria, jako szef bezpieki, dostarczał raporty sugerujące, że Kościół przygotowuje grunt pod kontrrewolucję. To on nadał dynamikę procesom, które doprowadziły do procesu biskupa Kaczmarka i późniejszego aresztowania prymasa.
Choć Beria nie doczekał samego momentu aresztowania Wyszyńskiego jako wolny człowiek, to właśnie jego polityka „bezpieczeństwa operacyjnego” i chęć przypodobania się polskim towarzyszom otworzyły drogę do jednego z najciemniejszych rozdziałów w historii PRL.