Gość (83.4.*.*)
Sudety to jeden z najbardziej malowniczych, ale i pod względem geologicznym najbardziej skomplikowanych regionów Polski. Od lat narastają wokół nich legendy dotyczące zasobów uranu oraz niewidzialnego zagrożenia, jakim jest radon. Pytanie o to, czy wydobycie uranu mogłoby „oczyścić” glebę z radonu, pojawia się w dyskusjach dość często, ale odpowiedź na nie jest znacznie bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Krótko mówiąc: nie, wydobycie uranu nie rozwiązałoby problemu radonu, a w wielu aspektach mogłoby go nawet skomplikować.
Aby zrozumieć, dlaczego samo wydobycie kruszcu nie pomoże, musimy przyjrzeć się chemii i fizyce jądrowej. Radon nie jest pierwiastkiem, który po prostu „jest” w ziemi jako oddzielne złoże. Jest on produktem naturalnego szeregu promieniotwórczego.
Proces powstawania radonu krok po kroku:
Wynik tego procesu jest jasny: dopóki w skałach znajduje się uran i rad, radon będzie stale produkowany.
Wydawać by się mogło logiczne, że usunięcie źródła (uranu) usunie problem (radon). W praktyce geologicznej i przemysłowej wygląda to jednak zupełnie inaczej.
Uran w Sudetach nie występuje wyłącznie w formie bogatych żył, które można łatwo „wyciąć” z górotworu. Jest on rozproszony w ogromnych masach skalnych. Nawet jeśli wydobylibyśmy najbardziej stężone złoża (tak jak robiono to po wojnie w Kowarach czy Kletnie), w otaczających granitach wciąż pozostaną tony rozproszonego uranu. Nie da się przesiać całych gór, aby usunąć z nich każdy atom pierwiastka promieniotwórczego.
Paradoksalnie, proces wydobycia uranu drastycznie zwiększa uwalnianie radonu do otoczenia. Podczas kruszenia skał i drążenia tuneli, powierzchnia kontaktu skały z powietrzem rośnie wykładniczo. Gaz, który wcześniej był uwięziony głęboko pod ziemią, znajduje nagle drogę ucieczki przez systemy wentylacyjne kopalni. Historyczne dane z kopalń uranu pokazują, że to właśnie górnicy byli najbardziej narażeni na raka płuc wywołanego wdychaniem radonu, a nie mieszkańcy okolicznych miejscowości.
Wydobyty uran to tylko ułamek masy skalnej. Reszta trafia na hałdy jako tzw. odpady poflotacyjne. Te odpady wciąż zawierają rad-226, który nadal produkuje radon. Hałdy te, jeśli nie są odpowiednio zabezpieczone (np. grubą warstwą gliny i ziemi), mogą emitować radon przez tysiące lat, stając się znacznie bardziej uciążliwym źródłem gazu niż lita skała głęboko pod ziemią.
Radon jest gazem bezwonnym i bezbarwnym, a jego szkodliwość wynika z produktów jego rozpadu (izotopów polonu, ołowiu i bizmutu), które osiadają w drogach oddechowych. W Sudetach, ze względu na budowę geologiczną, stężenia radonu w glebie są rzeczywiście wyższe niż w innych częściach Polski.
Jednak współczesna inżynieria budowlana radzi sobie z tym problemem bez konieczności otwierania kopalń. Stosuje się:
Choć w domach radonu unikamy, w Sudetach istnieją miejsca, gdzie... płaci się za kontakt z nim. Mowa o uzdrowiskach takich jak Lądek-Zdrój czy Świeradów-Zdrój. Wykorzystuje się tam wody radonowe do kąpieli i inhalacji. W małych, kontrolowanych dawkach radon ma stymulować układ odpornościowy i hormonalny (zjawisko hormezy radiacyjnej), choć w środowisku naukowym wciąż trwają debaty nad bilansem zysków i strat takiej terapii.
Z punktu widzenia nauki, wydobycie uranu w celu pozbycia się radonu przypominałoby próbę osuszenia oceanu za pomocą dziurawej łyżki. Uran jest integralną częścią krystalicznego podłoża Sudetów.
Podsumowując fakty:
Zamiast marzyć o „oduranowieniu” Sudetów, znacznie taniej i bezpieczniej jest po prostu dbać o dobrą wentylację naszych domów i szczelność fundamentów. To jedyna skuteczna metoda na życie w zgodzie z sudecką geologią.