Gość (37.30.*.*)
Wokół przedstawicieli pokolenia Z, czyli osób urodzonych mniej więcej między 1995 a 2012 rokiem, narosło mnóstwo mitów. Jednym z najczęściej powtarzanych jest ten o ich rzekomej roszczeniowości i braku szacunku do hierarchii. Pracodawcy z pokolenia X czy Baby Boomers często przecierają oczy ze zdumienia, gdy młody pracownik już w pierwszym tygodniu pracy pyta: „Ale właściwie po co mamy to robić w ten sposób?”. Czy to faktycznie brak szacunku, czy może zupełnie nowa jakość na rynku pracy? Prawda leży znacznie głębiej niż w zwykłym buncie.
Zanim uznamy, że „Zetki” to pokolenie buntowników, warto przyjrzeć się statystykom i badaniom socjologicznym, m.in. raportom Deloitte czy McKinsey. Wynika z nich, że to nie tyle chęć obalenia autorytetów, co zmiana definicji tego, kim autorytet w ogóle jest. Dla pokolenia Z szacunek nie wynika z samej pieczątki na wizytówce czy wysokiego stanowiska. Na uznanie w ich oczach trzeba zapracować kompetencjami, autentycznością i postawą etyczną.
Twierdzenie, że Gen Z częściej kwestionuje polecenia, jest w dużej mierze prawdziwe, ale kluczowy jest kontekst. Oni nie negują polecenia „dla zasady”. Oni negują polecenia, które wydają się im nielogiczne, nieefektywne lub sprzeczne z ich wartościami. W tradycyjnym modelu zarządzania „szef mówi, pracownik wykonuje” taka postawa jest odbierana jako atak. W nowoczesnym modelu zwinnym (agile) jest to po prostu feedback.
Istnieje kilka fundamentalnych powodów, dla których młodzi ludzie wchodzący na rynek pracy mają tak inne podejście do hierarchii niż ich rodzice czy starsze rodzeństwo.
Pokolenie Z to pierwsi „cyfrowi tubylcy”. Dorastali z internetem w kieszeni, co oznacza, że od dziecka mogli zweryfikować każde twierdzenie dorosłych w kilka sekund za pomocą wyszukiwarki. To nauczyło ich krytycznego myślenia. Jeśli szef wydaje polecenie, które według danych dostępnych w sieci jest błędem, pracownik z pokolenia Z nie zawaha się o tym wspomnieć. Dla nich autorytet wiedzy jest ważniejszy niż autorytet formalny.
W przeciwieństwie do poprzednich pokoleń, wiele osób z Gen Z było wychowywanych w modelu partnerskim. W domach i szkołach (szczególnie tych nowoczesnych) częściej zachęcano ich do wyrażania własnego zdania i brania udziału w dyskusji. Przejście z takiego środowiska do sztywnej, korporacyjnej struktury, gdzie „głos młodych się nie liczy”, wywołuje u nich naturalny opór.
Dla pokolenia Z praca nie jest jedynym sensem życia. Widząc wypalenie zawodowe swoich rodziców, młodzi ludzie stawiają wyraźne granice. Kwestionowanie poleceń często dotyczy kwestii nadgodzin, bezsensownych zadań „na wczoraj” czy toksycznej atmosfery. Jeśli polecenie narusza ich dobrostan, po prostu głośno o tym mówią.
Ciekawym aspektem postaw pokolenia Z jest ich silne ukierunkowanie na etykę i ekologię. Badania pokazują, że przedstawiciele tej generacji są skłonni zrezygnować z pracy w firmie, której działania uważają za szkodliwe społecznie. Kwestionowanie poleceń przełożonego może więc wynikać z konfliktu sumienia. Jeśli młody pracownik widzi, że firma stosuje greenwashing (udawaną ekologię), nie będzie potulnie wykonywał zadań marketingowych, lecz zacznie zadawać niewygodne pytania.
Ciekawostka: Zjawisko „quiet quitting” (ciche odchodzenie), które zyskało popularność w mediach społecznościowych, jest często kojarzone właśnie z pokoleniem Z. Nie polega ono na obijaniu się, ale na wykonywaniu dokładnie tego, co jest w opisie stanowiska – ani mniej, ani więcej – bez angażowania się w darmowe nadgodziny i „kulturę zapierdolu”.
Dla menedżerów starej daty postawa Gen Z może być frustrująca, ale eksperci HR wskazują, że jest ona szansą na rozwój organizacji. Firmy, które potrafią odpowiedzieć na pytanie „dlaczego to robimy?”, zazwyczaj działają sprawniej, bo eliminują procesy, które nie mają sensu.
Aby skutecznie współpracować z pokoleniem Z, warto postawić na:
Podsumowując, skłonność pokolenia Z do kwestionowania poleceń nie jest wyrazem arogancji, lecz efektem zmian cywilizacyjnych, edukacyjnych i technologicznych. To pokolenie, które chce pracować mądrzej, a nie ciężej, i które wierzy, że szacunek w pracy powinien być obustronny. Choć może to być wyzwaniem dla tradycyjnych struktur, w dłuższej perspektywie wymusza na firmach większą autentyczność i efektywność.