Gość (37.30.*.*)
Wiele osób przechodzących na dietę roślinną przeżywa niemały szok, gdy uświadamia sobie, że ich ulubione desery, które na pierwszy rzut oka wydają się „bezpieczne”, w rzeczywistości zawierają składniki pochodzenia zwierzęcego. Wydawałoby się, że ciasto to tylko mąka, cukier i owoce, a galaretka to po prostu kolorowa woda z cukrem. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, a przemysł spożywczy potrafi ukryć produkty odzwierzęce pod nazwami, których przeciętny konsument nie kojarzy z hodowlą zwierząt.
Najbardziej oczywistym, a zarazem najbardziej problematycznym składnikiem galaretek jest żelatyna. Choć jej konsystencja jest idealnie sprężysta i lekka, proces jej powstawania nie ma nic wspólnego z lekkością. Żelatyna to białko uzyskiwane poprzez częściową hydrolizę kolagenu, który znajduje się w skórze, kościach, chrząstkach i kopytach zwierząt (najczęściej świń i krów).
Dla wegan galaretka oparta na żelatynie jest produktem mięsnym w formie przetworzonej. Co ciekawe, żelatyna znajduje się nie tylko w kolorowych deserach w pucharkach, ale również w:
Na szczęście istnieje roślinna alternatywa, czyli agar-agar. To substancja żelująca pozyskiwana z krasnorostów (alg). Ma nawet lepsze właściwości niż żelatyna – tężeje w temperaturze pokojowej i nie rozpuszcza się tak szybko w upalne dni.
W przypadku ciast sprawa wydaje się prostsza – wiemy, że dodaje się do nich jajka, masło czy mleko. Jednak nawet jeśli wybieramy ciasto, które teoretycznie mogłoby być wegańskie (np. szarlotkę na kruchym spodzie), często natrafiamy na ukryte pułapki.
W tradycyjnym cukiernictwie do wypieku ciast kruchych bardzo często używa się smalcu. Dodatek tłuszczu wieprzowego sprawia, że ciasto jest wyjątkowo kruche i delikatne. Choć coraz częściej zastępuje się go margaryną, w tradycyjnych przepisach i rzemieślniczych piekarniach smalec wciąż jest w użyciu.
Kolejnym problemem jest serwatka w proszku oraz kazeina. Są to pochodne mleka, które producenci dodają do gotowych miksów ciast, herbatników czy spodów do tart, aby poprawić ich teksturę, smak lub przedłużyć trwałość. Nawet ciemna czekolada, która naturalnie powinna być wegańska, często zawiera domieszkę tłuszczu mlecznego, co dyskwalifikuje ją w diecie roślinnej.
To tutaj zaczynają się prawdziwe schody. Nawet jeśli ciasto nie ma jajek, a galaretka jest na agarze, produkt wciąż może nie być wegański ze względu na dodatki do żywności, czyli popularne „E”.
To ciekawostka, która dotyczy głównie produktów z rynku amerykańskiego, ale warto o niej wiedzieć. W procesie rafinacji białego cukru czasem wykorzystuje się węgiel kostny (pochodzący ze zmielonych kości zwierzęcych), aby uzyskać idealnie biały kolor kryształków. W Europie proces ten jest rzadkością (częściej stosuje się węgiel aktywny pochodzenia roślinnego), jednak najbardziej restrykcyjni weganie zawsze sprawdzają źródło pochodzenia cukru w gotowych słodyczach.
Najprostszym sposobem jest szukanie certyfikatu V-Label, który daje gwarancję, że produkt został sprawdzony pod kątem wszystkich składników, w tym tych użytych na etapie produkcji (jak wspomniany węgiel kostny czy klarowanie soków żelatyną).
Jeśli nie widzisz certyfikatu, czytaj składy i zwracaj uwagę na:
Współczesna kuchnia oferuje tak wiele zamienników, że wegańskie ciasta i galaretki smakiem w niczym nie ustępują tym tradycyjnym. Często są nawet lżejsze i zdrowsze, bo bazują na naturalnych musach owocowych i zdrowych tłuszczach roślinnych. Wystarczy chwila uważności przy sklepowej półce, by cieszyć się słodkościami w zgodzie ze swoimi przekonaniami.