Gość (37.30.*.*)
Słowo „cienkusz” może brzmieć dziś nieco staroświecko, ale w dawnej Polsce było używane niemal codziennie. Najprościej mówiąc, cienkusz to określenie na bardzo słabe, rozwodnione piwo lub wino o niskiej zawartości alkoholu i mało wyrazistym smaku. Nazwa ta wywodzi się bezpośrednio od przymiotnika „cienki”, co w kontekście trunków oznaczało po prostu brak mocy i głębi. Choć dzisiaj rzadko spotykamy ten termin w kartach dań, historia cienkusza jest fascynująca i mówi nam wiele o tym, jak dawniej wyglądało życie codzienne.
W dawnych wiekach proces warzenia piwa różnił się od dzisiejszej produkcji przemysłowej. Z jednego zasypu słodu starano się wycisnąć tyle, ile tylko się dało. Pierwsze parzenie dawało piwo mocne, gęste i luksusowe, przeznaczone na pańskie stoły lub specjalne okazje. Jednak to, co zostawało w kadziach – tak zwane młóto – wciąż zawierało resztki cukrów i aromatu.
Aby nic się nie zmarnowało, zalewano te resztki wodą po raz drugi (a czasem i trzeci). Efektem był właśnie cienkusz. Był to napój mętny, o bardzo niskim procencie alkoholu (zazwyczaj od 1% do 3%), który nie nadawał się do długiego przechowywania, ponieważ szybko kwaśniał. Podobny proces dotyczył wina – cienkusz winny powstawał poprzez zalanie wodą wytłoków z winogron pozostałych po pierwszym tłoczeniu soku.
Może się wydawać dziwne, że ludzie masowo raczyli się słabym piwem, zamiast po prostu pić czystą wodę. Przyczyna była jednak bardzo praktyczna: higiena. W dawnych miastach i wsiach dostęp do czystej, zdatnej do picia wody był ograniczony. Studnie często bywały zanieczyszczone, co prowadziło do epidemii groźnych chorób, takich jak cholera czy tyfus.
Proces produkcji cienkusza wymagał gotowania wody, co zabijało większość bakterii. Dodatkowo niska zawartość alkoholu i naturalne kwasy działały konserwująco. Cienkusz był więc bezpieczniejszy niż surowa woda, a przy tym tani i powszechnie dostępny. Pito go do posiłków, zabierano w pole podczas żniw i podawano nawet dzieciom oraz służbie jako codzienny napój gaszący pragnienie.
Termin ten często pojawia się w klasyce polskiej literatury, zwłaszcza tam, gdzie opisywane jest życie szlacheckie lub wiejskie. Często służył jako synonim biedy lub skąpstwa gospodarza. Jeśli gość został poczęstowany cienkuszem zamiast miodu pitnego czy mocnego piwa marcowego, był to jasny sygnał, że albo dom jest ubogi, albo gospodarz nie darzy przybysza zbyt dużym szacunkiem.
Choć tradycyjne cienkusze odeszły do lamusa wraz z rozwojem technologii browarniczej, słowo to przetrwało w języku potocznym, choć zmieniło nieco swój kontekst. Dziś „cienkuszem” możemy nazwać:
Można pokusić się o stwierdzenie, że dzisiejsze piwa typu „light” lub piwa bezalkoholowe pełnią podobną funkcję, co dawny cienkusz – mają gasić pragnienie i smakować chmielem, nie powodując przy tym upojenia alkoholowego. Różnica polega jednak na jakości. Współczesne metody produkcji pozwalają na stworzenie napoju o pełnym smaku bez grama alkoholu, podczas gdy dawny cienkusz był po prostu produktem ubocznym, często wodnistym i niezbyt smacznym.
Warto jednak pamiętać o tym słowie, bo jest ono doskonałym przykładem na to, jak dawna zaradność i dbałość o niemarnowanie żywności wpływały na codzienny jadłospis naszych przodków. Cienkusz, choć pogardzany przez smakoszy, przez setki lat ratował ludzi przed pragnieniem i chorobami przenoszonymi drogą wodną.