Gość (37.30.*.*)
Podróżując po Europie, często zastanawiamy się, jak to możliwe, że tak małe państwa jak Luksemburg, Monako czy San Marino zdołały zachować swoją odrębność polityczną. Czy idzie to w parze z odrębnością językową? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednowymiarowa, ponieważ w każdym z tych przypadków sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W jednym kraju mamy do czynienia z pełnoprawnym językiem narodowym, w drugim z dialektem walczącym o przetrwanie, a w trzecim z regionalną odmianą języka sąsiadów.
Jeśli szukasz przykładu sukcesu językowego w mikroPaństwie, Luksemburg jest najlepszym adresem. Język luksemburski (Lëtzebuergesch) nie tylko istnieje, ale ma się świetnie i posiada status języka narodowego. Przez długi czas był on uznawany jedynie za dialekt języka niemieckiego (dokładniej z grupy środkowoniemieckiej, dialektów mozelsko-frankońskich). Wszystko zmieniło się w 1984 roku, kiedy to ustawowo uregulowano jego status.
Obecnie w Luksemburgu panuje trójjęzyczność. Francuski i niemiecki są językami administracyjnymi i sądowymi, ale to luksemburski jest tym, który jednoczy mieszkańców i jest używany w codziennych rozmowach, w radiu czy w parlamencie. Co ciekawe, dzieci w szkołach uczą się wszystkich trzech języków, co czyni Luksemburczyków jednymi z najlepiej wykształconych lingwistycznie obywateli Europy.
Mimo że luksemburski wywodzi się z korzeni germańskich, zawiera mnóstwo zapożyczeń z języka francuskiego. Na przykład zamiast niemieckiego "Danke" (dziękuję), Luksemburczyk powie "Merci", a zamiast "Fahrrad" (rower), użyje słowa "Velo".
W przypadku Monako sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Oficjalnym językiem państwowym jest francuski i to właśnie go usłyszymy w sklepach, restauracjach czy urzędach. Jednak istnieje coś takiego jak język monakijski (Munegascu). Jest to dialekt wywodzący się z języka liguryjskiego, którym posługiwano się historycznie w okolicach Genui.
Przez lata język ten był spychany na margines i groziło mu całkowite wyginięcie. Aby temu zapobiec, w 1976 roku wprowadzono obowiązkową naukę monakijskiego w szkołach podstawowych na terenie księstwa. Dzięki temu młodsze pokolenia znają podstawy swojej tradycyjnej mowy. Choć na co dzień rzadko słyszy się go na ulicach Monte Carlo, napisy na tablicach z nazwami ulic w starej części miasta są dwujęzyczne: po francusku i monakijsku.
San Marino to najstarsza republika świata, otoczona ze wszystkich stron przez Włochy. Czy wykształciła własny język? Formalnie – nie. Oficjalnym językiem San Marino jest włoski i to on dominuje w każdej sferze życia.
Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy nie mają swojej specyficznej mowy. Tradycyjnie posługują się oni dialektem sanmaryńskim (dialetto sammarinese), który jest odmianą dialektu emilijsko-romaniolskiego. Dla laika może on brzmieć jak język włoski, ale dla Włocha z Mediolanu czy Rzymu różnice w wymowie i słownictwie mogą być znaczące. W przeciwieństwie do Luksemburga, dialekt ten nie posiada statusu odrębnego języka narodowego i jest traktowany raczej jako dziedzictwo kulturowe i regionalna ciekawostka niż narzędzie komunikacji państwowej.
Aby łatwiej było to zapamiętać, można przyjąć prosty podział:
Warto zauważyć, że w dobie globalizacji mikroPaństwa kładą ogromny nacisk na ochronę swoich lokalnych mężów. Dla takich krajów język – nawet jeśli używany przez garstkę osób – jest kluczowym elementem suwerenności i dowodem na to, że mimo niewielkich rozmiarów, posiadają one bogatą i unikalną historię.