Gość (37.30.*.*)
Język polski przechodzi obecnie fascynujący proces przywracania i tworzenia feminatywów, czyli żeńskich form nazw zawodów i funkcji. Choć „socjolożka”, „psycholożka” czy „architektka” coraz rzadziej budzą kontrowersje, istnieją słowa, które stawiają opór lingwistycznej ewolucji. Jednym z nich jest właśnie „bard”. Dlaczego, mimo bogactwa polszczyzny, formy takie jak „bardka” czy „bardyni” brzmią dla wielu nienaturalnie i rzadko pojawiają się w literaturze czy mowie potocznej? Odpowiedź kryje się w historii, fonetyce oraz specyficznym ciężarze gatunkowym tego słowa.
Słowo „bard” nie jest rdzennie polskie – wywodzi się z tradycji celtyckiej, gdzie oznaczało poetę i pieśniarza sławiącego czyny bohaterów. W polszczyźnie termin ten zadomowił się na dobre w okresie romantyzmu, niosąc ze sobą ogromny ładunek emocjonalny i symboliczny. Bardem nazywano Adama Mickiewicza czy Juliusza Słowackiego – postaci postrzegane jako duchowi przewodnicy narodu.
W tamtych czasach rola „wieszcza” czy „barda” była kulturowo zarezerwowana dla mężczyzn. Kiedy słowo wchodziło do powszechnego użycia, system językowy nie odczuwał potrzeby tworzenia żeńskiego odpowiednika, ponieważ funkcja ta w sferze publicznej niemal nie była sprawowana przez kobiety. To sprawiło, że „bard” utrwalił się w naszej świadomości jako rzeczownik o silnym zabarwieniu męskim, niemal nierozerwalnie związany z archetypem brodatego pieśniarza z lirą lub gitarą.
Jednym z głównych powodów, dla których „bardka” nie zdobyła popularności, jest fonetyka i homonimia (zbieżność brzmienia). Słowo „bardka” brzmi bardzo podobnie do „barki” (małego statku) lub „barku” (części ciała lub mebla). W języku naturalnym często unikamy form, które mogą prowadzić do nieporozumień lub które brzmią zbyt „lekko” w stosunku do powagi opisywanego zjawiska.
Z kolei forma „bardyni”, choć utworzona na wzór archaicznych i podniosłych form (jak „mistrzyni” czy „czarodziejka”), brzmi dla współczesnego ucha sztucznie. Przyrostek „-yni” najlepiej sprawdza się w słowach o długiej tradycji, a „bardyni” nigdy nie zdążyła się taką stać. W efekcie, zamiast szukać żeńskiej formy słowa „bard”, Polacy od dekad sięgają po zamienniki, takie jak „pieśniarka”, „poetka” czy „wykonawczyni poezji śpiewanej”.
Co ciekawe, język nie znosi próżni i tam, gdzie pojawia się nowa potrzeba, pojawiają się też nowe słowa. Najlepszym przykładem jest środowisko graczy RPG (gier fabularnych) oraz literatura fantasy. W świecie gier takich jak Dungeons & Dragons czy Wiedźmin, „bard” to konkretna klasa postaci, którą może wybrać każdy, niezależnie od płci.
W tych niszowych społecznościach słowo „bardka” jest używane regularnie i nikogo nie dziwi. To pokazuje, że bariera w używaniu żeńskich form często nie leży w samym języku, ale w kontekście kulturowym. W świecie fantasy „bardka” jest po prostu poszukiwaczką przygód z instrumentem w ręku, podczas gdy w świecie literatury wysokiej „bard” wciąż pozostaje pomnikiem narodowej tradycji, któremu trudno doprawić żeńską końcówkę.
Słowo „bard” trafiło do polszczyzny za pośrednictwem języka francuskiego i angielskiego, ale jego korzenie sięgają starożytnych Galów. Rzymski pisarz Lukan pisał o bardach jako o tych, którzy „pieśniami uwieczniają dusze poległych w bitwach”. W dawnej Irlandii i Walii bardowie stanowili osobną, uprzywilejowaną kastę społeczną, a ich szkolenie mogło trwać nawet 12 lat!
Język polski jest żywym organizmem. To, co dziś wydaje się dziwne, za dwadzieścia lat może być normą. Obecnie obserwujemy trend „feminizacji” niemal każdego zawodu. Choć „bardka” wciąż przegrywa z „pieśniarką”, nie można wykluczyć, że wraz ze zmianą pokoleniową i coraz większą obecnością kobiet w nurcie piosenki autorskiej, słowo to wejdzie do głównego nurtu.
Na ten moment jednak, jeśli powiesz o kobiecie, że jest „bardem”, większość osób uzna to za formę nobilitującą, podkreślającą jej rangę artystyczną. Użycie męskiej formy w odniesieniu do kobiet (tzw. masculinum genericum) w przypadku słów o wysokim prestiżu wciąż jest w Polsce silnie zakorzenione, choć powoli ustępuje miejsca nowym formom.
Jeśli zastanawiasz się, jak poprawnie nazwać kobietę śpiewającą poezję, masz kilka opcji:
Choć „bardka” i „bardyni” nie widnieją na pierwszych stronach słowników poprawnej polszczyzny jako formy powszechne, to właśnie od nas, użytkowników języka, zależy, czy kiedyś się tam znajdą. Język to narzędzie, które ma nam służyć do opisywania świata – a świat, jak widać, ma coraz więcej twarzy.