Gość (37.30.*.*)
Język nie jest skansenem, lecz żywym organizmem, który reaguje na zmiany zachodzące w świecie. Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie zastanawiał się nad tym, czy mówi „na Ukrainie”, czy „w Ukrainie”. Dziś ta jedna litera stała się symbolem szacunku, politycznej deklaracji i nowoczesnego podejścia do suwerenności narodowej. Skąd wzięły się te formy i dlaczego tradycyjne „na” budzi dziś tyle emocji?
W języku polskim stosowanie przyimka „na” w odniesieniu do terytoriów ma bardzo długą tradycję. Historycznie przyimek ten łączył się z nazwami krain, regionów lub wysp. Mówimy przecież „na Mazowszu”, „na Śląsku”, „na Sycylii” czy „na Bornholmie”. W dawnej polszczyźnie kraje sąsiadujące z Polską, które przez wieki pozostawały z nią w bliskich relacjach (często będąc częścią jednego organizmu państwowego lub strefy wpływów), również otrzymywały przyimek „na”.
Dotyczyło to przede wszystkim kierunku wschodniego i południowego. Formy „na Litwie”, „na Białorusi”, „na Ukrainie”, „na Węgrzech” czy „na Słowacji” utrwaliły się w literaturze i mowie potocznej jako wyraz bliskości geograficznej i historycznej. Nie miało to wówczas podtekstu pejoratywnego – było po prostu zwyczajem językowym, który odróżniał bliskich sąsiadów od państw odległych, jak „w Hiszpanii” czy „w Portugalii”.
Zmiana myślenia o tych formach zaczęła się wraz z odzyskiwaniem lub budowaniem pełnej niepodległości przez naszych sąsiadów po upadku Związku Radzieckiego. W językoznawstwie istnieje niepisana zasada, że przyimek „w” stosuje się do państw suwerennych (w Niemczech, w Czechach, w Polsce).
Kiedy Ukraina, Białoruś czy Litwa stały się w pełni niezależnymi podmiotami na arenie międzynarodowej, naturalnie pojawił się postulat, by język odzwierciedlał ten status. Używanie formy „w Ukrainie” zamiast „na Ukrainie” stało się sposobem na podkreślenie, że nie mówimy o regionie czy krainie geograficznej, ale o niepodległym państwie.
Dla wielu osób, zwłaszcza dla Ukraińców walczących o swoją tożsamość i niezależność, przyimek „na” brzmi protekcjonalnie. Może on sugerować, że dany obszar jest jedynie częścią większej całości lub czyjąś strefą wpływów (podobnie jak „na Podlasiu”). W kontekście trudnej historii i współczesnych konfliktów zbrojnych, język stał się narzędziem walki o godność.
Choć polscy użytkownicy języka używający formy „na Ukrainie” zazwyczaj nie mają złych intencji i po prostu trzymają się nawyków, odbiorcy mogą to interpretować jako brak uznania ich pełnej suwerenności. To właśnie to zderzenie intencji nadawcy z odczuciami odbiorcy sprawiło, że forma z „na” zaczęła być postrzegana jako kontrowersyjna, a w niektórych kręgach nawet niepoprawna politycznie.
Przez lata językoznawcy stali na stanowisku, że obie formy są poprawne, przy czym „na” jest formą tradycyjną i rdzenną. Jednak w obliczu wojny w Ukrainie i dynamicznych zmian społecznych, Rada Języka Polskiego wydała w 2022 roku oficjalne zalecenie.
Eksperci uznali, że choć forma „na Ukrainie” nie jest błędem językowym sensu stricto, to w oficjalnych komunikatach, mediach i dokumentach zaleca się stosowanie formy „w Ukrainie”. Jest to wyraz empatii, solidarności oraz uznania podmiotowości naszych sąsiadów. Co ciekawe, proces ten dotyczy również Białorusi, choć w mniejszym stopniu przebija się do debaty publicznej.
W przypadku Węgier sytuacja jest nieco inna. Choć mówimy „na Węgrzech”, forma „w Węgrzech” praktycznie nie występuje w nowoczesnej polszczyźnie (poza bardzo rzadkimi kontekstami historycznymi). Wynika to z faktu, że nazwa „Węgry” w języku polskim ma formę niemęskoosobową liczby mnogiej, co narzuca pewną sztywność składniową. Podobnie jest ze Słowacją – „na Słowacji” pozostaje dominującym standardem, choć coraz częściej słyszy się głosy o przechodzeniu na „w Słowacji”, by ujednolicić zasady dotyczące państw suwerennych.
Podobna dyskusja toczy się w języku angielskim. Przez lata mówiło się „the Ukraine”, co sugerowało „tę krainę” (podobnie jak „the Bronx” czy „the Highlands”). Obecnie standardem międzynarodowym jest używanie samej nazwy „Ukraine” bez przedimka, co ma dokładnie ten sam cel: podkreślenie, że mowa o państwie, a nie o terytorium zależnym.
Język to narzędzie komunikacji, a jego głównym celem jest porozumienie. Jeśli wiemy, że dla naszych rozmówców z Ukrainy czy Białorusi forma „w” jest ważna i wiąże się z ich poczuciem bezpieczeństwa oraz tożsamości, warto się do niej przekonać.
Używanie formy „w Ukrainie” nie oznacza, że „na Ukrainie” nagle stało się błędem ortograficznym. To raczej dowód na to, że nasza polszczyzna jest elastyczna i potrafi dostosować się do zmieniającej się rzeczywistości. Wybierając „w”, wybieramy nowoczesność i szacunek dla granic – zarówno tych na mapie, jak i tych w ludzkich sercach.