Gość (37.30.*.*)
Język polski potrafi być prawdziwym wyzwaniem, nawet dla osób, które posługują się nim od urodzenia. Jedną z takich językowych zagadek jest odmiana i dopasowanie zaimków do słowa „dziecko”. Choć w liczbie pojedynczej sprawa wydaje się jasna – to dziecko, ono – to w liczbie mnogiej zaczynają się schody. Dlaczego nagle przechodzimy na formy „one” i „do nich”, skoro dziecko to rodzaj nijaki? Odpowiedź kryje się w specyficznej strukturze polskiej gramatyki, która w liczbie mnogiej rządzi się zupełnie innymi prawami niż w pojedynczej.
Zacznijmy od podstaw, czyli od liczby pojedynczej. Słowo „dziecko” jest faktycznie rodzaju nijakiego. Kiedy o nim mówimy, używamy formy „ono”. Powiemy więc: „To dziecko jest radosne. Ono bawi się w piaskownicy”. W tym przypadku gramatyka jest logiczna i konsekwentna. Używamy zaimka „ono”, a czasowniki przyjmują końcówki właściwe dla rodzaju nijakiego (dziecko spało, jadło, piło).
Problem, który zauważasz, pojawia się dopiero wtedy, gdy dzieci jest więcej. Wtedy wkraczamy w świat liczby mnogiej, a tam tradycyjny podział na rodzaj męski, żeński i nijaki... po prostu przestaje istnieć w takiej formie, jaką znamy.
W języku polskim liczba mnoga nie dzieli się na trzy rodzaje, lecz na dwa:
To właśnie tutaj tkwi rozwiązanie Twojej zagadki. Skoro „dzieci” nie są dorosłymi mężczyznami (w sensie gramatycznym), automatycznie wpadają do worka rodzaju niemęskoosobowego. A jaki zaimek odpowiada temu rodzajowi? Właśnie „one”. Dlatego mówimy: „Dzieci poszły do szkoły. One bardzo lubią się uczyć”.
Pytanie o formę „do nich” dotyczy odmiany zaimka przez przypadki. W liczbie mnogiej zaimki „oni” (rodzaj męskoosobowy) oraz „one” (rodzaj niemęskoosobowy) w większości przypadków zależnych brzmią identycznie.
Spójrzmy na odmianę zaimka „one” (odnoszącego się do dzieci):
Forma „nich” pojawia się zawsze po przyimku (np. do nich, o nich, dla nich, u nich). Jest to tak zwana postać dłuższa zaimka, wymuszona przez sąsiedztwo przyimka. Nie jest to więc odejście od rodzaju nijakiego, lecz naturalna konsekwencja przejścia słowa „dziecko” w formę liczby mnogiej „dzieci”, która podlega zasadom rodzaju niemęskoosobowego.
Można tak powiedzieć. W polszczyźnie rodzaj nijaki jest bardzo silny w liczbie pojedynczej, ale w liczbie mnogiej „rozpływa się” w kategorii niemęskoosobowej. Co ciekawe, dotyczy to wszystkich rzeczowników rodzaju nijakiego.
Jak widzisz, „dziecko” nie jest tu wyjątkiem. Traktujemy je dokładnie tak samo jak okna, krzesła czy zwierzęta.
Warto dodać, że choć gramatycznie dziecko to rodzaj nijaki, w języku potocznym i emocjonalnym często staramy się to „obejść”, bo rodzaj nijaki kojarzy się nam z rzeczami martwymi. Jednak próby mówienia o dziecku „on” lub „ona” (zanim poznamy płeć lub odnosząc się do ogólnego pojęcia) są błędami składniowymi.
Co ciekawe, słowo „dziecko” jest jednym z niewielu w języku polskim, które ma tzw. supletywną liczbę mnogą. Oznacza to, że forma liczby mnogiej („dzieci”) brzmi zupełnie inaczej niż liczba pojedyncza („dziecko”). Dla porównania: okno – okna, krzesło – krzesła. Ta wyjątkowość formy może dodatkowo potęgować wrażenie, że zasady gramatyczne nagle się zmieniają, ale jak widać – wszystko mieści się w sztywnych ramach polskiej fleksji.