Gość (37.30.*.*)
Debata na temat tego, który system podatkowy jest „najlepszy”, przypomina nieco dyskusję o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Każdy ma swoje racje, a argumenty zależą od tego, jakie wartości wyznajemy. Podatek liniowy bez żadnych ulg (tzw. flat tax) od lat jest przedstawiany jako lekarstwo na skomplikowane prawo i sposób na ukrócenie kombinowania przy zeznaniach rocznych. Czy jednak faktycznie jest on najbardziej sprawiedliwy? Odpowiedź nie jest czarno-biała.
W klasycznym ujęciu podatek liniowy polega na tym, że każdy podatnik płaci ten sam procent od swoich dochodów, niezależnie od tego, czy zarabia 3 tysiące, czy 3 miliony złotych. Jeśli stawka wynosi 15%, to osoba zarabiająca mało oddaje 15%, a milioner również 15%.
Kluczowym elementem pytania jest brak ulg. W większości systemów podatkowych, które nazywamy „liniowymi”, w rzeczywistości występują kwoty wolne od podatku lub różne odliczenia. Prawdziwy, „czysty” podatek liniowy to system, w którym nie ma żadnych preferencji – po prostu mnożymy dochód przez stawkę i przelewamy pieniądze do urzędu.
To, czy uznamy podatek liniowy za sprawiedliwy, zależy od tego, jak rozumiemy to pojęcie. W ekonomii i filozofii ścierają się tutaj dwa główne podejścia:
Zwolennicy podatku liniowego argumentują, że sprawiedliwość to równe traktowanie wszystkich obywateli. Skoro wszyscy korzystamy z tych samych dróg, policji czy infrastruktury, to dlaczego ktoś miałby być „karany” wyższą stawką procentową tylko dlatego, że jest bardziej pracowity lub przedsiębiorczy? W tym ujęciu podatek liniowy jest szczytem sprawiedliwości, bo nie dyskryminuje nikogo ze względu na status majątkowy.
Przeciwnicy wskazują na tzw. krańcową użyteczność pieniądza. Dla osoby zarabiającej 3000 zł, oddanie 15% (450 zł) może oznaczać rezygnację z podstawowych potrzeb, jak lepsze jedzenie czy leki. Dla osoby zarabiającej 300 000 zł, te same 15% (45 000 zł) jest praktycznie nieodczuwalne w kontekście standardu życia. Według tej teorii sprawiedliwy system to taki, w którym ciężar podatkowy jest dostosowany do możliwości płatniczych – czyli system progresywny.
Twierdzenie, że podatek liniowy bez ulg w najmniejszym stopniu zachęca do unikania danin, ma silne podstawy merytoryczne. Wynika to z kilku mechanizmów:
Choć dziś kojarzy się on z nowoczesnym liberalizmem, koncepcja ta była popularna już w XVIII wieku. Adam Smith, ojciec nowoczesnej ekonomii, w swoim dziele „Bogactwo narodów” sformułował cztery zasady dobrego podatku: równość, pewność, dogodność i taniość poboru. Podatek liniowy bez ulg idealnie wpisuje się w postulat „pewności” i „taniości” – jest tak prosty, że państwo nie musi wydawać fortuny na armię urzędników kontrolujących skomplikowane odliczenia.
W teorii podatek liniowy bez ulg jest najbardziej przejrzysty i najtrudniejszy do „obejścia”. Jednak w praktyce rzadko które państwo decyduje się na jego czystą formę. Dlaczego?
Podsumowując, stwierdzenie, że podatek liniowy bez ulg minimalizuje unikanie opodatkowania, jest w dużej mierze prawdą z punktu widzenia ekonomicznego i technicznego. Prostota systemu zawsze sprzyja uczciwości. Jednak kwestia tego, czy jest on „najbardziej sprawiedliwy”, pozostaje sferą subiektywnych przekonań i wartości, którymi kieruje się dane społeczeństwo. Nie ma jednej, obiektywnej miary sprawiedliwości, którą moglibyśmy przyłożyć do portfeli wszystkich obywateli.