Gość (37.30.*.*)
Świat reklamy alkoholu to fascynująca mozaika przepisów, która zmienia się drastycznie wraz z przekraczaniem granic państwowych. Choć mogłoby się wydawać, że globalizacja ujednoliciła standardy marketingowe, rzeczywistość jest zgoła inna. W Polsce i wielu krajach Unii Europejskiej przyzwyczailiśmy się do surowych obostrzeń – zakazu reklamowania mocnych trunków w telewizji czy rygorystycznych ram czasowych dla reklamy piwa. Jednak wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone czy kraje azjatyckie, by dostrzec zupełnie inne podejście do tego tematu.
W Polsce zasady gry dyktuje przede wszystkim Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Reklama wysokoprocentowych napojów (powyżej 4,5% alkoholu, z wyjątkiem piwa) jest w zasadzie całkowicie zakazana w przestrzeni publicznej i mediach tradycyjnych. Piwo może pojawiać się w telewizji, ale tylko po godzinie 20:00 i pod warunkiem, że spot nie kojarzy alkoholu ze sprawnością fizyczną, sukcesem zawodowym czy atrakcyjnością seksualną.
Podobny trend widać w całej Europie. Francja ze swoją słynną ustawą Loi Évin poszła jeszcze dalej, wprowadzając jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów na świecie, które niemal całkowicie eliminują alkohol z mediów masowych. Unia Europejska stawia na ochronę zdrowia publicznego i nieletnich, co sprawia, że Stary Kontynent jest jednym z najtrudniejszych rynków dla marketerów branży alkoholowej.
Odpowiedź brzmi: w wielu przypadkach tak, choć zależy to od konkretnego regionu. Najlepszym przykładem są Stany Zjednoczone. Choć tamtejszy rynek jest silnie uregulowany przez system samokontroli branżowej (np. kodeksy DISCUS czy Beer Institute), prawo federalne nie zabrania reklamowania mocnych alkoholi w telewizji. Przez dekady istniało dżentelmeńskie porozumienie nadawców, by nie emitować takich spotów, ale od końca lat 90. XX wieku reklamy whisky czy wódki coraz śmielej goszczą na ekranach amerykańskich telewizorów.
Jeszcze bardziej liberalne podejście spotkamy w Azji Wschodniej. W Japonii czy Korei Południowej reklamy alkoholu są wszechobecne. Często występują w nich największe gwiazdy popu (K-pop) i kina, a produkty te są przedstawiane jako nieodłączny element stylu życia, zabawy i relaksu po pracy. W tych krajach alkohol nie jest stygmatyzowany w takim stopniu jak w Europie, co przekłada się na dużą swobodę twórczą w kampaniach marketingowych.
Przyczyn tak dużych rozbieżności w przepisach jest kilka. Możemy je podzielić na aspekty prawne, kulturowe oraz ekonomiczne.
W Stanach Zjednoczonych kluczową rolę odgrywa Pierwsza Poprawka do Konstytucji, chroniąca wolność słowa. Sądy amerykańskie często stoją na stanowisku, że "komercyjna wolność słowa" również zasługuje na ochronę. Jeśli produkt jest legalny, państwo ma ograniczone możliwości, by całkowicie zakazać informowania o nim obywateli. W Europie natomiast częściej stosuje się zasadę proporcjonalności, uznając, że ochrona zdrowia publicznego jest ważniejszym dobrem niż wolność reklamowania używek.
W krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa picie alkoholu (szczególnie sake czy soju) jest głęboko zakorzenione w strukturze społecznej i biznesowej. Nie jest postrzegane jako problem moralny, lecz jako narzędzie budowania relacji. Z kolei w Europie, mimo bogatej tradycji winiarskiej czy piwowarskiej, silnie zakorzenione są ruchy abstynenckie i świadomość kosztów społecznych alkoholizmu, co wymusza na politykach wprowadzanie ograniczeń.
Wiele krajów poza Europą stawia na samoregulację branży. Zamiast sztywnych ustaw, to same firmy produkujące alkohol ustalają zasady, by uniknąć interwencji rządu. W Europie dominuje model ustawowy – państwo bierze na siebie rolę arbitra, który wyznacza twarde granice.
Warto jednak zaznaczyć, że teza o "liberalnym świecie poza Europą" nie dotyczy wszystkich regionów. Nie możemy zapominać o krajach muzułmańskich, gdzie reklama alkoholu (a często i sam handel nim) jest całkowicie zakazana ze względów religijnych. Również w Indiach obowiązuje niemal całkowity zakaz bezpośredniej reklamy alkoholu, co doprowadziło do powstania tzw. marketingu zastępczego (surrogate advertising). Firmy promują tam wodę mineralną, płyty CD czy akcesoria szklane pod tą samą marką, co ich flagowe trunki, by utrzymać rozpoznawalność brandu w głowach konsumentów.
Mimo że w USA przepisy są liberalne, koszt emisji reklamy podczas finału ligi NFL (Super Bowl) jest tak ogromny, że stać na to tylko największych graczy. Przez lata wyłączność na reklamy piwa podczas tego wydarzenia miał jeden koncern – Anheuser-Busch. Dopiero niedawno monopol ten został przełamany, co pokazuje, że w świecie bez sztywnych zakazów ustawowych to często pieniądze i umowy korporacyjne dyktują, co zobaczymy na ekranie.
Podsumowując, choć Europa faktycznie przoduje w rygorystycznym podejściu do marketingu napojów wyskokowych, świat poza jej granicami nie jest jednolity. Liberalizm USA czy Azji kontrastuje z całkowitymi zakazami w krajach Bliskiego Wschodu, tworząc fascynujące pole do obserwacji dla socjologów i ekspertów od marketingu.