Gość (37.30.*.*)
Wielu widzów, oglądając popularne seriale kryminalne, zastanawia się, dlaczego niektóre produkcje epatują brutalnością, podczas gdy inne jedynie wspominają o makabrycznych szczegółach w dialogach. Czy to kwestia wrażliwości reżysera, czy może surowe przepisy prawa nakazują twórcom „trzymanie fasonu”? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ zależy od kraju emisji, platformy oraz – co najważniejsze – ochrony konkretnych grup odbiorców.
W polskim porządku prawnym najważniejszym dokumentem regulującym tę kwestię jest Ustawa o radiofonii i telewizji. To właśnie z niej wynikają ograniczenia dotyczące pokazywania przemocy i drastycznych scen. Zgodnie z przepisami, nadawcy są zobowiązani do ochrony fizycznego, psychicznego i moralnego rozwoju małoletnich.
W praktyce oznacza to, że programy, które mogłyby negatywnie wpłynąć na dzieci (np. poprzez realistyczne przedstawianie zbrodni), nie mogą być emitowane w godzinach od 6:00 do 20:00. Jeśli serial ma być puszczony w „prime time” lub po południu, twórcy muszą złagodzić przekaz, stosując tzw. elipsę (pominięcie momentu zbrodni) lub ograniczając się do opisu słownego. To nie tyle zakaz pokazywania przestępstw, co wymóg dostosowania treści do kategorii wiekowej.
Zapewne kojarzysz kolorowe znaczki w rogu ekranu – uśmiechniętą buźkę, cyfry 12, 16 czy czerwony klucz. To nie są tylko sugestie dla rodziców, ale wymóg prawny nałożony na nadawców przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT).
Każda kategoria wiekowa ma przypisane konkretne kryteria. Jeśli producent chce, aby serial był dostępny dla widzów od 12. roku życia, nie może pokazać szczegółowego przebiegu morderstwa ani drastycznych zbliżeń na rany. W takim przypadku prawo pośrednio wymusza „złagodzenie” obrazu. Jeśli jednak serial jest oznaczony jako przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych (18+), prawo pozwala na znacznie większą dosadność, o ile nie narusza to innych przepisów (np. dotyczących propagowania nienawiści czy pornografii).
Warto zauważyć, że przepisy prawa różnie traktują tradycyjną telewizję (linearną) i serwisy VOD, takie jak Netflix, HBO Max czy Disney+. Telewizja „z anteny” jest poddawana znacznie surowszej kontroli, ponieważ jest łatwiej dostępna dla przypadkowego, młodego widza.
Platformy streamingowe działają na nieco innych zasadach. Choć również muszą stosować systemy ochrony małoletnich (np. kody PIN, profile dziecięce), mają większą swobodę w prezentowaniu treści drastycznych. Dlatego seriale produkowane bezpośrednio na streaming często wydają się bardziej brutalne i realistyczne niż te, które oglądamy w ogólnodostępnych kanałach.
Warto wspomnieć o historycznym aspekcie „gładzenia” zbrodni. W USA przez lata obowiązywał tzw. Kodeks Haysa (Production Code). Zabraniał on m.in. pokazywania metod popełniania przestępstw w sposób, który mógłby zainspirować widzów, a także nakazywał, by każda zbrodnia została w filmie ukarana. Choć kodeks ten dawno przeszedł do historii, pewne nawyki narracyjne – jak moralizatorstwo czy unikanie pokazywania „instruktażu” zbrodni – przetrwały w kulturze masowej do dziś.
Poza samym prawem, istnieje szereg czynników pozaustawowych, które sprawiają, że zbrodnie są przedstawiane w sposób łagodny:
Podsumowując, nie istnieje jeden konkretny przepis, który mówi: „nie wolno pokazywać krwi”. Istnieje jednak cały system regulacji dotyczących ochrony małoletnich i etyki mediów, który sprawia, że twórcy – chcąc dotrzeć do jak najszerszej widowni i uniknąć kar finansowych od organów regulacyjnych – decydują się na bardziej subtelne środki wyrazu. To, co widzimy na ekranie, jest więc efektem balansu między wizją artystyczną a restrykcyjnymi ramami prawnymi.