Gość (37.30.*.*)
Badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „Frontiers in Physiology” rzuciły nowe światło na to, co wielu rodziców obserwuje na co dzień: dzieci wydają się mieć niespożyte pokłady energii. Naukowcy udowodnili, że pod względem wytrzymałości i tempa regeneracji mięśni, dzieci w wieku przedpokwitaniowym mogą konkurować z profesjonalnymi sportowcami wytrzymałościowymi, a nawet ich przewyższać. Czy jednak ten biologiczny „dar” można zabrać ze sobą w dorosłość i wykorzystać na stadionach czy w halach sportowych? Odpowiedź jest złożona i wiąże się z fascynującymi procesami zachodzącymi w naszym organizmie.
Zanim przejdziemy do kwestii zachowania tych zdolności, warto zrozumieć, na czym polega fenomen dziecięcej fizjologii. Badanie przeprowadzone przez zespół Sébastiena Ratela i Anthony’ego Blazevicha wykazało, że mięśnie dzieci wykazują ogromną odporność na zmęczenie podczas intensywnego wysiłku. Co więcej, ich tętno wraca do normy znacznie szybciej niż u dorosłych, a kwas mlekowy (mleczan) jest usuwany z organizmu w tempie błyskawicznym.
Dzieje się tak, ponieważ dzieci w większym stopniu polegają na metabolizmie tlenowym (oksydacyjnym). Ich mięśnie są wyposażone w dużą liczbę mitochondriów, które efektywnie przetwarzają tlen w energię, nie generując przy tym tak dużej ilości produktów ubocznych powodujących zmęczenie, jak ma to miejsce w przypadku metabolizmu beztlenowego (glikolitycznego). W efekcie, pod względem metabolicznym, przeciętny ośmiolatek przypomina świetnie wytrenowanego triatlonistę.
Niestety, bezpośrednie „zachowanie” tej specyficznej dziecięcej fizjologii w niezmienionej formie jest biologicznie niemożliwe. Głównym powodem są zmiany hormonalne i strukturalne, które zachodzą podczas okresu dojrzewania.
Choć nie możemy zatrzymać zegara biologicznego, zawodowy sport polega w dużej mierze na próbach odtworzenia tej efektywności, którą posiadaliśmy naturalnie jako dzieci. Elitarni maratończycy czy kolarze poprzez lata morderczych treningów dążą do tego, aby ich metabolizm tlenowy był dominujący nawet przy bardzo wysokich obciążeniach.
Współczesne metody treningowe, takie jak periodyzacja czy treningi o niskiej intensywności (tzw. Zone 2 training), mają na celu zwiększenie gęstości mitochondrialnej. To właśnie mitochondria są kluczem do „dziecięcej” regeneracji. Im sprawniej działają, tym szybciej sportowiec usuwa metabolity z mięśni i jest gotowy do kolejnego sprintu.
Często mówi się, że dzieci nie miewają „zakwasów” (opóźnionej bolesności mięśniowej – DOMS) w takim stopniu jak dorośli. Wynika to nie tylko z lepszej regeneracji, ale też z mniejszej masy ciała. Mniejsza masa oznacza mniejsze siły działające na mięśnie i stawy podczas lądowania czy hamowania, co ogranicza mikrourazy włókien mięśniowych.
Badania z „Frontiers in Physiology” niosą ważną lekcję dla trenerów i rodziców. Skoro dzieci mają naturalną predyspozycję do wysiłku wytrzymałościowego i błyskawicznej regeneracji, ich trening powinien to uwzględniać. Zamiast zmuszać je do statycznych ćwiczeń siłowych, lepiej stawiać na aktywności rozwijające koordynację i technikę przy dużej objętości ruchu.
Można powiedzieć, że zawodowa kariera sportowa to w pewnym sensie próba odzyskania tej metabolicznej elastyczności, którą straciliśmy, stając się silniejszymi i większymi dorosłymi. Choć nie zachowamy „dziecięcych mięśni”, możemy poprzez mądry trening dążyć do ich wydajności, co jest fundamentem sukcesu w sportach wytrzymałościowych.
Podsumowując, choć biologia nie pozwala nam pozostać dziećmi na zawsze, zrozumienie mechanizmów stojących za ich wytrzymałością pozwala profesjonalnym sportowcom lepiej planować regenerację i budować bazę tlenową, która jest niezbędna do osiągania szczytowych wyników. Nie możemy cofnąć czasu, ale możemy uczyć się od własnych organizmów z okresu, gdy plac zabaw był naszym jedynym stadionem.