Gość (83.4.*.*)
Misja Sputnika 2, która wyniosła na orbitę psa Łajkę, zapisała się w historii jako jeden z najbardziej przełomowych, ale i tragicznych momentów wyścigu kosmicznego. Choć oficjalne komunikaty radzieckie przez dziesięciolecia podawały, że zwierzę przeżyło w kosmosie kilka dni, prawda ujawniona po latach okazała się znacznie mroczniejsza. Głównym winowajcą była ekstremalnie wysoka temperatura, która zamieniła kapsułę w pułapkę już w kilka godzin po starcie.
Przyczyny przegrzania wnętrza satelity nie wynikały z jednego błędu, lecz z splotu nieszczęśliwych zdarzeń technicznych. Najważniejszym czynnikiem była awaria systemu oddzielania się satelity od bloku centralnego rakiety nośnej R-7. W założeniu Sputnik 2 miał odłączyć się całkowicie, jednak w rzeczywistości część rakiety pozostała połączona z kapsułą. To spowodowało, że system kontroli termicznej nie mógł działać poprawnie.
Kolejnym problemem było uszkodzenie izolacji termicznej. Podczas gwałtownego startu i próby separacji członów rakiety, część osłony chroniącej przed ciepłem została zerwana lub przemieszczona. W efekcie promienie słoneczne bezpośrednio nagrzewały kadłub, a brak odpowiedniej cyrkulacji powietrza sprawił, że ciepło nie miało dokąd ujść. Warto pamiętać, że w próżni kosmicznej wymiana ciepła odbywa się zupełnie inaczej niż na Ziemi – bez atmosfery jedynym sposobem na pozbycie się energii jest promieniowanie, które w uszkodzonym Sputniku było niewystarczające.
Sputnik 2 był wyposażony w prosty system termoregulacji, który opierał się na wentylatorze włączającym się, gdy temperatura przekroczy 15°C. Niestety, z powodu wspomnianej awarii separacji i ogromnego nagrzania się całej konstrukcji, wentylator jedynie „mielił” gorące powietrze, nie będąc w stanie schłodzić wnętrza ciasnej kabiny. Już po kilku okrążeniach Ziemi temperatura wewnątrz osiągnęła krytyczny poziom 40-43°C.
Skutki awarii systemu termicznego były natychmiastowe i tragiczne dla jedynej pasażerki lotu. Łajka, która już podczas startu była poddana ogromnemu stresowi (jej tętno wzrosło trzykrotnie), nie miała szans na regenerację w tak ekstremalnych warunkach.
Warto podkreślić fakt, o którym często zapominamy: misja Sputnika 2 od początku była planowana jako „bilet w jedną stronę”. W 1957 roku technologia powrotu kapsuły na Ziemię i bezpiecznego przejścia przez gęste warstwy atmosfery jeszcze nie istniała. Konstruktorzy, goniąc za terminem wyznaczonym przez Nikitę Chruszczowa (40. rocznica rewolucji październikowej), budowali satelitę w ogromnym pośpiechu – prace trwały zaledwie cztery tygodnie. To właśnie ten pośpiech i brak czasu na rzetelne testy systemów separacji oraz termoregulacji stały za techniczną porażką, która doprowadziła do tak szybkiej śmierci zwierzęcia.
Mimo tragicznego finału, dane zebrane w pierwszych godzinach lotu potwierdziły, że żywy organizm jest w stanie przetrwać start i stan nieważkości. Wyciągnięte wnioski dotyczące izolacji i chłodzenia pozwoliły na lepsze przygotowanie kolejnych misji, w tym lotu Biełki i Striełki, które jako pierwsze stworzenia bezpiecznie wróciły z orbity.