Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie moment, w którym polski królewicz zasiada na carskim tronie, a granice Rzeczypospolitej sięgają daleko za Moskwę, tworząc największe mocarstwo, jakie kiedykolwiek widziała Europa. To nie jest scenariusz z powieści fantasy, ale realna szansa, przed którą stanęli nasi przodkowie na początku XVII wieku. Pytanie o to, czy Rzeczpospolita Obojga Narodów mogła trwale podbić lub zdominować Rosję, do dziś rozpala wyobraźnię historyków i budzi gorące dyskusje o tym, co poszło nie tak.
Największa szansa na trwałe podporządkowanie Państwa Moskiewskiego pojawiła się w okresie tzw. wielkiej smuty, czyli głębokiego kryzysu dynastycznego i społecznego w Rosji na przełomie XVI i XVII wieku. Kluczowym momentem był rok 1610. Po błyskotliwym zwycięstwie hetmana Stanisława Żółkiewskiego pod Kłuszynem, gdzie polska husaria rozbiła kilkukrotnie liczniejsze wojska rosyjsko-szwedzkie, droga do stolicy stanęła otworem.
Polskie wojska zajęły Kreml, a rosyjscy bojarzy – zmęczeni chaosem i tyranią własnych władców – oficjalnie wybrali królewicza Władysława Wazę na cara Rosji. Przez dwa lata (1610–1612) Moskwa była de facto pod polską kontrolą, a na rosyjskich dokumentach widniało imię polskiego następcy tronu. To był ten moment, w którym historia mogła skręcić w zupełnie inną stronę.
Skoro Polacy byli już na Kremlu, a bojarzy chcieli polskiego władcy, to dlaczego dzisiaj nie mówimy o jednej, wielkiej Rzeczypospolitej Trojga Narodów? Przyczyn było kilka, a każda z nich ważyła równie dużo:
Podczas oblężenia Kremla przez Rosjan w 1612 roku, polska załoga cierpiała tak straszliwy głód, że dochodziło do aktów kanibalizmu. Mimo to, obrońcy wytrwali niezwykle długo, czekając na odsiecz, która nigdy nie nadeszła na czas z powodu... braku pieniędzy w skarbcu Rzeczypospolitej na opłacenie wojska.
To jedno z najtrudniejszych pytań w polskiej historiografii. System "złotej wolności", oparty na demokracji szlacheckiej, wolnej elekcji i ogromnej roli Sejmu, był unikalny na skalę światową. W czasie gdy reszta Europy szła w stronę absolutyzmu (silnej, niemal nieograniczonej władzy króla), my budowaliśmy państwo obywatelskie.
Czy ten ustrój uniemożliwił podbój Rosji?
W pewnym sensie – tak. Sejm często odmawiał podatków na wojny, które szlachta uważała za "prywatne awantury króla". Szlachta nie chciała podbojów, bo bała się, że zbyt potężny król ukróci ich wolności. Z drugiej strony, to właśnie ten ustrój był magnesem dla rosyjskich elit. Bojarzy zazdrościli polskiej szlachcie praw i bezpieczeństwa osobistego (w Rosji car mógł zabić każdego poddanego bez sądu). Gdyby Rzeczpospolita była absolutystyczna, bojarzy prawdopodobnie nigdy nie zaproponowaliby korony Władysławowi.
Czy był to błąd?
Trudno nazwać błędem system, który przez 200 lat czynił z Rzeczypospolitej potęgę i oazę wolności w morzu tyranii. Jednak w zderzeniu z militarnymi machinami absolutystycznych sąsiadów (Rosji, Prus, Austrii), system ten okazał się niewydolny. Rzeczpospolita nie potrafiła szybko zbierać podatków i wystawiać stałych armii, co w XVII i XVIII wieku stało się warunkiem przetrwania.
Podsumowując, Rzeczpospolita miała realną szansę na zdominowanie Rosji, a rok 1610 był momentem zwrotnym. Do trwałego sukcesu zabrakło jednak elastyczności religijnej Zygmunta III oraz sprawniejszego mechanizmu finansowania państwa. Ustrój nie był "błędem" w sensie moralnym czy ideowym, ale okazał się nieprzystający do brutalnej, mocarstwowej gry, która zdominowała nowożytną Europę.