Gość (37.30.*.*)
Historia to nie tylko daty, bitwy i nudne traktaty, ale przede wszystkim emocje i kreatywność ludzi, którzy musieli radzić sobie w trudnych czasach. Jeśli chcesz zrozumieć, o co chodziło z hasłem „Orła wrona nie pokona”, musisz przenieść się do Polski z początku lat 80. XX wieku. To był czas, kiedy na ulicach stały czołgi, obowiązywała godzina policyjna, a zwykłe wyjście po bułki mogło skończyć się legitymowaniem przez wojsko. Właśnie w takich okolicznościach narodziło się jedno z najsłynniejszych haseł polskiego oporu, które było czymś w rodzaju ówczesnego „memu” – tyle że malowanego nocą na murach, a nie udostępnianego na Instagramie.
Aby zrozumieć to powiedzenie, trzeba najpierw rozszyfrować skrót WRON. 13 grudnia 1981 roku w Polsce wprowadzono stan wojenny. Władzę przejęła grupa generałów i wyższych oficerów, która nazwała się Wojskową Radą Ocalenia Narodowego.
Polacy, którzy mają niezwykły dar do ironii i skrótów myślowych, natychmiast zauważyli, że skrótowiec WRON brzmi niemal identycznie jak nazwa ptaka – wrony. W polskiej kulturze wrona nie kojarzy się najlepiej; to ptak drapieżny, kojarzony z mrokiem, kraczący i raczej mało szlachetny. Nazwanie junty wojskowej „Wroną” było genialnym zabiegiem propagandowym społeczeństwa – odzierało generałów z powagi i pokazywało, że naród ich nie akceptuje.
Po drugiej stronie tego „ptasiego konfliktu” stał Orzeł. Orzeł Biały to nasz symbol narodowy, znak wolnej Polski, dumy i suwerenności. W latach 80. Orzeł był utożsamiany nie tylko z państwem, ale przede wszystkim z ruchem „Solidarność” i dążeniem do odzyskania pełnej wolności spod wpływów ZSRR.
Hasło „Orła wrona nie pokona” miało więc bardzo jasny przekaz:
Przekaz był prosty: możecie nas zamknąć w więzieniach, możecie wyprowadzić wojsko na ulice, ale nie dacie rady złamać ducha narodu. To była deklaracja zwycięstwa moralnego nad siłą fizyczną.
W dzisiejszych czasach, gdy chcemy wyrazić sprzeciw, piszemy post w mediach społecznościowych. W 1982 roku za napisanie na murze „Orła wrona nie pokona” groziło więzienie lub dotkliwe pobicie przez ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej). Mimo to, hasło pojawiało się wszędzie:
Warto wiedzieć, że kreatywność Polaków w tamtym okresie nie kończyła się na tym jednym haśle. Powstawały całe wierszyki i piosenki. Popularne było np. zawołanie: „Wrona skona!” albo „Zimą wasza, wiosna nasza”. To ostatnie nawiązywało do faktu, że stan wojenny wprowadzono w grudniu, a opozycja wierzyła, że wraz z ociepleniem przyjdzie nowa fala strajków i wolność (co zresztą ostatecznie się stało, choć kilka lat później).
Dla dzisiejszego licealisty „Orła wrona nie pokona” to lekcja o sile języka i symbolu. Pokazuje, jak za pomocą prostej gry słów można ośmieszyć dyktaturę i dać ludziom nadzieję. To dowód na to, że nawet w czasach największej cenzury i braku wolności słowa, społeczeństwo znajdzie sposób, by wyrazić swoje zdanie.
To powiedzenie stało się częścią polskiego kodu kulturowego. Nawet dzisiaj, gdy ktoś chce podkreślić, że wartości wyższe ostatecznie zwyciężą nad brutalną siłą, może nawiązać do tej metafory. To klasyczny przykład walki Dawida z Goliatem, tyle że w polskich, zimnowojennych realiach, gdzie zamiast procy używano pędzla z farbą i dowcipu.