Gość (5.172.*.*)
Temat podatku od nadmiarowych zysków, znanego szerzej jako windfall tax, regularnie powraca w debacie publicznej, budząc skrajne emocje. Dla jednych to sprawiedliwe narzędzie redystrybucji w czasach kryzysu, dla innych – zamach na wolny rynek i "kara za sukces". Aby zrozumieć, ile prawdy jest w twierdzeniu, że jest to rozwiązanie arbitralne i szkodliwe dla gospodarki, musimy przyjrzeć się mechanizmom, które nim kierują, oraz argumentom obu stron tego sporu.
Twierdzenie o arbitralności ma w sobie ziarno prawdy, choć nie jest to cała prawda. Decyzja o wprowadzeniu takiego podatku jest zawsze decyzją polityczną, podejmowaną w konkretnym kontekście historycznym i ekonomicznym. Zazwyczaj dzieje się to w momentach gwałtownych zawirowań, takich jak wojna, kryzys energetyczny czy pandemia.
W praktyce "nadmiarowość" zysku oblicza się najczęściej na podstawie konkretnych wzorów. Przykładowo, Unia Europejska w 2022 roku zaproponowała, aby opodatkowaniu podlegały zyski przekraczające o więcej niż 20% średni dochód z poprzednich czterech lat. Choć same liczby (np. owe 20%) mogą wydawać się wybrane uznaniowo, opierają się one na próbie oddzielenia zysków wynikających z normalnego rozwoju firmy od tych, które pojawiły się nagle dzięki czynnikom zewnętrznym, na które firma nie miała wpływu (np. skokowy wzrost cen surowców).
Niemniej jednak, brak stałych, przewidywalnych reguł dotyczących tego, kiedy taki podatek zostanie nałożony, sprawia, że przedsiębiorcy mogą czuć się niepewnie. Z ich perspektywy jest to zmiana reguł gry w trakcie jej trwania, co faktycznie nosi znamiona arbitralności.
Kluczowym punktem sporu jest definicja sukcesu. Przeciwnicy podatku argumentują, że jeśli firma wypracowała wysoki zysk, to znaczy, że dobrze zarządzała ryzykiem, inwestowała w odpowiednim momencie i powinna móc cieszyć się owocami swojej pracy. W tym ujęciu windfall tax jest postrzegany jako "kara" za to, że komuś powiodło się lepiej niż innym.
Z kolei zwolennicy tego rozwiązania, w tym wielu ekonomistów, wskazują na pojęcie "zysków nadzwyczajnych" (ang. windfall profits). To zyski, które spadają na firmę "jak z nieba" (stąd nazwa – windfall to owoc strącony przez wiatr). Przykładem może być sytuacja koncernów paliwowych po wybuchu wojny na Ukrainie. Ceny ropy i gazu wzrosły drastycznie nie dlatego, że firmy te wymyśliły nową technologię, ale z powodu geopolityki. W takim ujęciu podatek nie jest karą za sukces, lecz próbą odzyskania części renty ekonomicznej, która powstała kosztem reszty społeczeństwa borykającego się z inflacją.
Podatki od nadmiarowych zysków nie są nowym wynalazkiem. Stany Zjednoczone wprowadziły go już podczas I i II wojny światowej, aby zapobiec wzbogacaniu się firm zbrojeniowych na konflikcie zbrojnym. Podobne kroki podjęła Wielka Brytania w latach 80. XX wieku wobec banków i firm naftowych.
Argument, że podatek ten zniechęca do starań i inwestowania, jest najpoważniejszym zarzutem z punktu widzenia ekonomii. Inwestycje, zwłaszcza w sektorach takich jak energetyka czy wydobycie, wiążą się z ogromnym ryzykiem i wieloletnim okresem zwrotu. Firmy podejmują to ryzyko, licząc na to, że w "tłustych latach" odrobią straty z okresów gorszej koniunktury.
Jeśli państwo zabiera znaczną część zysków w momencie, gdy są one najwyższe, może to prowadzić do kilku negatywnych skutków:
Z drugiej strony, zwolennicy podatku twierdzą, że jeśli jest on jednorazowy i dobrze zaadresowany, nie powinien zniszczyć długofalowej motywacji do rozwoju. Kluczowe jest jednak słowo "przewidywalność" – jeśli biznes wie, w jakich dokładnie warunkach taki podatek może zostać nałożony, może uwzględnić to w swoim modelu biznesowym.
To twierdzenie jest najbardziej subiektywne i zależy od kultury gospodarczej danego kraju. W państwach o silnym nastawieniu prospołecznym (np. kraje skandynawskie), wysokie podatki w okresach nadzwyczajnych zysków są często akceptowane jako element solidarności społecznej. W krajach o tradycji bardziej liberalnej, jak USA czy Polska, taki ruch jest częściej odbierany jako sygnał wrogości państwa wobec przedsiębiorców.
Warto zauważyć, że poczucie "bezesensu starań" pojawia się głównie wtedy, gdy podatek uderza w firmy, które faktycznie zawdzięczają swój zysk innowacjom i ciężkiej pracy, a nie tylko zbiegowi okoliczności rynkowych. Dlatego tak ważna jest precyzja w konstruowaniu przepisów.
Ile więc jest prawdy w postawionej tezie? To zależy od perspektywy, ale można to podsumować w kilku punktach:
Podatek od nadmiarowych zysków to potężne i obosieczne narzędzie. Może pomóc sfinansować tarcze osłonowe dla najuboższych obywateli, ale niewłaściwie wdrożony może na lata podkopać zaufanie biznesu do państwa. W ekonomii rzadko zdarzają się odpowiedzi czarno-białe, a windfall tax jest tego najlepszym przykładem.