Gość (37.30.*.*)
Zjawisko, w którym państwowe pieniądze „rozpływają się” w rosnących cenach, jest jednym z najczęściej dyskutowanych tematów w ekonomii głównego nurtu. Choć ekonomiści rzadko zgadzają się w stu procentach we wszystkich kwestiach, to w przypadku mechanizmu wpływu dopłat na ceny istnieje dość szeroki konsensus oparty na fundamentach mikroekonomii. Problem ten nie wynika ze złośliwości sprzedawców, ale z żelaznych praw rynku, które sprawiają, że intencje ustawodawcy często rozmijają się z rzeczywistymi efektami dla portfela obywatela.
Aby zrozumieć, dlaczego dopłaty (np. do kredytów mieszkaniowych, paneli fotowoltaicznych czy nawozów) podnoszą ceny, musimy spojrzeć na relację między podażą a popytem. W momencie, gdy państwo ogłasza program wsparcia, na rynku pojawia się nagle duża grupa nowych nabywców lub dotychczasowi nabywcy zyskują większą siłę nabywczą.
Jeśli podaż (czyli liczba dostępnych mieszkań lub usług) nie nadąża za tym nagłym skokiem popytu, cena musi wzrosnąć. Ekonomia nazywa to zjawiskiem „incydencji wsparcia”. W praktyce oznacza to, że korzyść finansowa z dopłaty dzieli się między kupującego a sprzedającego, przy czym proporcje tego podziału zależą od tzw. elastyczności cenowej. Jeśli towaru jest mało i trudno go szybko wyprodukować więcej (jak w przypadku mieszkań w dobrych lokalizacjach), niemal całą wartość dopłaty przejmuje sprzedawca w formie wyższej ceny.
To, czy dopłata „zostanie w kieszeni” konsumenta, czy „powędruje do marży” producenta, zależy od tego, jak łatwo rynek może dostarczyć więcej danego dobra.
Ciekawym przykładem potwierdzającym obawy o „zjadanie” dopłat jest tzw. Hipoteza Bennetta, sformułowana w 1987 roku przez amerykańskiego sekretarza edukacji Williama Bennetta. Twierdził on, że zwiększanie pomocy finansowej dla studentów w USA (granty, tanie kredyty) pozwala uczelniom na bezkarne podnoszenie czesnego. Skoro student ma dostęp do „darmowych” lub tanich pieniędzy od państwa, uczelnia może podnieść cenę, wiedząc, że student i tak będzie w stanie zapłacić. Badania empiryczne prowadzone przez lata w USA dostarczyły wielu dowodów na to, że ta korelacja rzeczywiście istnieje, choć jej skala bywa różna w zależności od prestiżu uczelni.
Można powiedzieć, że ekonomiści zgadzają się co do mechanizmu, ale różnią się w ocenie celowości takich działań.
Skoro mechanizm wzrostu cen jest tak dobrze opisany, dlaczego rządy na całym świecie wciąż chętnie sięgają po dopłaty? Odpowiedź leży w psychologii i polityce. Dopłata jest „widoczna” i daje natychmiastowe poczucie otrzymania pomocy. Wyborca widzi przelew na konto lub niższą ratę kredytu tu i teraz. Wzrost cen, który następuje później, jest często rozłożony w czasie i trudniej go jednoznacznie powiązać w oczach opinii publicznej z konkretnym programem rządowym.
Ciekawostka: Efekt rykoszetu w ekologii
W ekonomii środowiska istnieje też zjawisko zwane efektem Jevonsa (lub efektem rykoszetu). Mówi ono, że zwiększenie wydajności wykorzystania zasobu (często wspierane dopłatami do nowych technologii) paradoksalnie może prowadzić do zwiększenia jego całkowitego zużycia, zamiast spadku, ponieważ korzystanie z niego staje się tańsze i bardziej powszechne.
Podsumowując, choć nie ma jednej „światowej rady ekonomistów”, która zakazałaby dopłat, to w podręcznikach do ekonomii panuje zgoda: każda interwencja państwa zwiększająca popyt przy ograniczonej podaży nieuchronnie prowadzi do wzrostu cen. To fundamentalne prawo rynku, którego nie da się obejść prostym dekretem.