Gość (37.30.*.*)
Przejście na standard USB-C wydawało się obietnicą cyfrowego raju, w którym jeden kabel obsłuży telefon, laptopa, konsolę i monitor. Choć Unia Europejska wymusiła ujednolicenie ładowarek, rzeczywistość na biurkach wygląda nieco inaczej. Wciąż potykamy się o stare, prostokątne wtyczki USB-A, a producenci laptopów dawkują nam nowoczesne porty z aptekarską precyzją. Dlaczego tak się dzieje, skoro technologia idzie do przodu? Odpowiedź kryje się w mieszance ekonomii, przyzwyczajeń i czystej inżynierii.
Głównym powodem, dla którego USB-A wciąż trzyma się mocno, jest tak zwana wsteczna kompatybilność. Przez ostatnie dwie dekady wyprodukowano miliardy urządzeń korzystających z tego standardu – od myszek i klawiatur, przez drukarki, aż po specjalistyczny sprzęt medyczny czy przemysłowy. Gdyby producenci laptopów nagle usunęli wszystkie porty USB-A, miliony użytkowników zostałyby zmuszone do zakupu przejściówek (tzw. dongli), co budzi ogromny opór konsumentów.
W przypadku pamięci przenośnych, czyli popularnych pendrive'ów, sprawa jest jeszcze prostsza. Pendrive ma być uniwersalny. Musi zadziałać w starym telewizorze u babci, w radiu samochodowym sprzed pięciu lat i w komputerze w bibliotece. USB-A gwarantuje, że podłączymy go niemal wszędzie, podczas gdy USB-C wciąż bywa rzadkością w sprzętach RTV starszej daty.
Nie da się ukryć, że pieniądze grają tu kluczową rolę. Implementacja portu USB-C, zwłaszcza takiego, który obsługuje szybki transfer danych (np. USB 3.2 Gen 2) lub przesyłanie obrazu (DisplayPort Alt Mode), jest po prostu droższa. Wymaga to bardziej skomplikowanych kontrolerów na płycie głównej i lepszego ekranowania.
W budżetowych laptopach każdy dolar ma znaczenie. Dlatego producenci często decydują się na montaż jednego portu USB-C (często służącego głównie do ładowania) i kilku tanich, sprawdzonych portów USB 2.0 lub 3.0 w formacie USB-A. Dla przeciętnego użytkownika, który chce tylko podłączyć bezprzewodową myszkę, różnica w prędkości jest niezauważalna, a dla producenta oszczędność w skali miliona egzemplarzy jest ogromna.
Znasz to uczucie, gdy próbujesz włożyć pendrive, on nie pasuje, obracasz go, nadal nie pasuje, i dopiero za trzecim razem wchodzi idealnie? To efekt "superpozycji USB". Fizycznie wtyczka USB-A nie jest symetryczna, co było jednym z największych błędów projektowych z punktu widzenia wygody użytkownika. USB-C całkowicie eliminuje ten problem dzięki symetrycznej konstrukcji.
Choć USB-C jest mniejsze i bardziej eleganckie, USB-A ma jedną niezaprzeczalną zaletę: jest fizycznie większe i często bardziej wytrzymałe na uszkodzenia mechaniczne. W środowiskach przemysłowych czy w warsztatach, gdzie sprzęt nie zawsze jest traktowany delikatnie, masywna wtyczka USB-A rzadziej ulega wygięciu czy wyłamaniu.
Dodatkowo, wiele akcesoriów, takich jak odbiorniki do myszek bezprzewodowych (tzw. nano-odbiorniki), jest projektowanych pod USB-A, ponieważ wtyczka ta pozwala na schowanie niemal całej elektroniki wewnątrz metalowej obudowy portu. W przypadku USB-C taki odbiornik musiałby wystawać znacznie bardziej, co narażałoby go na uszkodzenie.
Proces wypierania starego standardu już trwa, ale jest ewolucją, a nie rewolucją. Coraz więcej nowoczesnych ultrabooków (jak np. MacBooki czy wyższe serie Dell XPS) posiada już wyłącznie porty USB-C. To wymusza na producentach akcesoriów tworzenie wersji z nową wtyczką lub modeli "dual", które posiadają oba złącza.
Zanim jednak USB-A odejdzie do lamusa, minie jeszcze wiele lat. Dopóki w naszych domach działają sprawne drukarki, monitory i klawiatury kupione kilka lat temu, producenci komputerów będą czuli presję, by zostawić nam chociaż jedno "klasyczne" gniazdo.
Jeśli planujesz zakup nowego laptopa lub akcesoriów, warto pamiętać o kilku kwestiach: